fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Szułdrzyński: Nasz rząd petentem na Wyspach

Fotorzepa, Waldemar Kompała
PiS obiecywało „wstawanie z kolan", ale londyńska eskapada ministrów obniża rangę Polski, zamiast ją podnosić.

W kampanii wyborczej PiS posługiwało się kilkoma hasłami, które miały opisywać istotę planowanych przezeń zmian. W kontekście krajowym była to więc „dobra zmiana". Gdy ekonomiści kwestionowali możliwość realizacji wszystkich obietnic wyborczych, politycy PiS posługiwali się emocjonalnym, lecz mało merytorycznym sloganem „Damy radę!". W odniesieniu do polityki zagranicznej dominowało zaś powiedzenie o „wstawaniu z kolan", które miało opisywać prowadzenie bardziej podmiotowej polityki międzynarodowej.

To ostatnie wychodziło rządowi PiS raz lepiej, raz gorzej. Z pewnością sukcesem były ustalenia szczytu NATO w Warszawie. Niewykluczone, że owocne będą też wysiłki Andrzeja Dudy na rzecz integracji regionu Europy Środkowej wokół tzw. Trójmorza, czyli Bałtyku, Adriatyku i Morza Czarnego.

Niemniej z samego faktu, że polskie władze chcą grać ostrzej, nie wynika, że inni będą chcieli się z Warszawą bardziej liczyć. Przykładem był spór z Komisją Europejską w sprawie tzw. kontroli praworządności w naszym kraju. Dość aroganckie listy pisane przez ministrów rządu Beaty Szydło wcale nie wystraszyły wiceszefa Komisji Fransa Timmermansa i zamieszanie wokół TK przynosi rządowi same problemy, nie dając dyplomatycznych korzyści.

Podobnie jest w przypadku sytuacji polskich obywateli w Wielkiej Brytanii. Niektórzy politycy PiS w swej niechęci wobec Unii trzymali kciuki za Brexit. Kampania przedreferendalna na Wyspach przebiegała jednak pod hasłem niechęci do imigrantów ekonomicznych, wśród których Polacy wiodą prym. Nastroje te po głosowaniu zaowocowały wybrykami motywowanych polonofobią, których tragicznym zwieńczeniem była śmierć polskiego imigranta.

Sytuację politycznie postanowiła wykorzystać PO, która w absurdalny sposób obwiniła rząd PiS o niewystarczającą reakcję na śmierć naszego obywatela. Gabinet Szydło dał się sprowokować i gdy w niedzielę w nocy pobito dwóch kolejnych Polaków, zdecydował o podjęciu ofensywy. Oprócz działań standardowych – jak domaganie się od Londynu wyjaśnień, monitorowanie sprawy przez polskiego ambasadora – rząd zaplanował eskapadę trzech ministrów nad Tamizę. Początkowo mieli tam jechać szef dyplomacji oraz ministrowie spraw wewnętrznych i sprawiedliwości. Ostatecznie ten trzeci został w Polsce, do delegacji dołączono za to szefa policji.

Z wizerunkowego punktu widzenia i na krótką metę działanie rządu ma sens. Pokazuje on, że nie zostawia obywateli w potrzebie. Sęk w tym, że wyjazd taki obarczony jest dużym ryzykiem. Choć głównym celem gabinetu Szydło ma być „wstawanie z kolan", wyprawa taka raczej obniża rangę Polski, niż ją podnosi. Czy jakikolwiek duży i szanujący się kraj chciał wysłać do stolicy innego państwa aż trzech członków rządu po zabójstwie jego obywatela? Na taki ruch zdecydować się może rząd peryferyjnego kraju wobec państwa leżące w centrum. Ministrowie jadący do Londynu w sprawie śmierci Polaka występują z pozycji petenta brytyjskiego rządu.

Ryzyko polega też na tym, że jeśli dojdzie w przyszłości do kolejnych incydentów na tle narodowościowym, których ofiara padną Polacy, wyjdzie na to, że mimo poważnej interwencji polski rząd nic nie wskórał. Gdy, nie daj Boże, jakiemuś Polakowi na Wyspach stanie się coś złego, jak wówczas zareaguje PiS. Wyśle do Londynu cały rząd? >A8

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA