fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Afera taśmowa

Marek Falenta oskarża PiS

Biznesmen Marek Falenta 7 czerwca został sprowadzony do Polski z Hiszpanii
Policja
Biznesmen wysłał trzy pisma do najważniejszych osób w państwie. Również do premiera Mateusza Morawieckiego.

„Wiem, jak wyegzekwować obietnice, zabezpieczyłem się odpowiednio. To będzie wymagać pojednania się z wrogiem, ale nie pozostawiacie mi wyjścia" – twierdzi Marek Falenta w liście, który wysłał w kwietniu do prezydenta RP. W poniedziałek jako pierwsza poinformowała o nim „Rzeczpospolita".

Biznesmen zapowiedział że ujawni „prawdę" o podsłuchach w warszawskich restauracjach, i zleceniodawcach mających wywodzić się z PiS. Czy ma dowody? Wie tylko on sam.

– To wyłącznie jego tajemnica – mówi osoba z nim związana.

– Czekamy na dowody, bez nich informacje podane przez Falentę we wniosku są niewiele warte – mówi nam jeden ze śledczych.

Zażądają konkretów

Z informacji „Rzeczpospolitej" wynika, że Kancelaria Prezydenta Dudy popełniła błąd – zakwalifikowała bowiem prywatny list jako kolejny, trzeci już wniosek o ułaskawienie (zdaniem Falenty nie był to wniosek) i ruszyła machina proceduralna – został skierowany do prokuratora generalnego, a stamtąd do warszawskiego sądu, który skazywał Falentę.

Marek Falenta w liście do prezydenta rzuca mocne oskarżenia. Wskazuje w nim 13 osób z kręgu PiS, które – jak twierdzi – wiedziały, i miały zachęcać go do nielegalnego nagrywania. Postacią kluczową ma być były skarbnik PiS Stanisław Kostrzewski i adwokat zasiadający w radzie nadzorczej spółki Falenty, znajomy skarbnika. Biznesmen twierdzi, że jego działania – proceder nagrywania – miał akceptować sam prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Falenta postawił prezydentowi ultimatum: jeśli nie zostanie ułaskawiony, to przekaże „kolejną kopię wszystkich nagrań", w tym dotąd nieupublicznionych (w tym premiera Morawieckiego z prezesem PKO BP Zbigniewem Jagiełłą).

Prokuratura dotychczas nie wszczęła nowego śledztwa, by zbadać rewelacje Falenty. Co i kiedy zamierza więc zrobić?

Według informacji „Rzeczpospolitej" najbardziej prawdopodobny scenariusz to przesłuchanie Falenty w śledztwie dotyczącym tzw. małej afery taśmowej (nagrań, które wypłynęły po zamknięciu głównego postępowania), które toczy się w Prokuraturze Okręgowej Warszawa Praga, a biznesmen ma w nim status podejrzanego – ciąży na nim osiem zarzutów, w tym dwa za zlecenie nagrywania.

W tym śledztwie prokuratura już wcześniej planowała dodatkowe czynności, m.in. przesłuchanie Falenty, jednak było to niemożliwe, ponieważ uciekł on do Hiszpanii. Teraz na przesłuchanie musiałby zostać dowieziony z zakładu karnego w Warszawie, gdzie rozpoczął odsiadkę 2,5 roku więzienia. – Jest prawdopodobne, że wtedy zostanie wezwany do dostarczenia dowodów potwierdzających jego słowa. Bez nich oskarżenia zawarte w piśmie do prezydenta są gołosłowne – mówi nam jeden ze śledczych.

Nie wiadomo, jakie asy w rękawie trzyma Falenta na poparcie swoich słów. To jego pilnie strzeżona tajemnica.

Według informacji „Rzeczpospolitej" w śledztwie dotyczącym małej afery taśmowej prokurator powoła biegłych do zbadania Falenty – w związku z jego twierdzeniami, iż jest w złym stanie psychicznym (ma stany depresyjne). Tymczasem – jak ustaliliśmy – prezes Sądu Okręgowego w Warszawie Joanna Bitner uznała, że nie ma podstaw do złożenia zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa".

„Wszystkie bowiem informacje, jakie Sąd posiada w tej sprawie, pochodzą z Prokuratury. Prokurator dysponuje treścią pisma Marka F. i to Prokurator przekazał Sądowi to pismo w zakresie zawartego w nim wniosku o ułaskawienie" – odpowiada nam biuro prasowe Sądu Okręgowego w Warszawie. I dodaje, że „ewentualna ocena prawna treści zawartych w piśmie Marka F. – poza zawartym w nim wnioskiem o ułaskawienie – należy do kompetencji Prokuratury, będącej w posiadaniu tego pisma".

Wątpliwa wiarygodność

Dzisiaj tylko od Marka Falenty zależy, jak zakończy się ta sprawa. Jeżeli nie udowodni, że ludzie PiS maczali w tym palce – to poza kompromitacją nie poniesie żadnych konsekwencji – w tzw. małej aferze taśmowej Falenta jako podejrzany może bezkarnie mówić, co zechce – konfabulować, a nawet kłamać.

Na niekorzyść Falenty działa to, że dotychczas w głównym śledztwie ani przed sądem – na żadnym etapie – słowem nie zająknął się o jakiejkolwiek okoliczności podanej teraz w liście do prezydenta. – Był przekonany, że to, co robił, robił dla państwa i państwo to doceni. Tak się nie stało – mówi nam osoba z kręgu Falenty.

Biznesmen chciałby przyznania mu statusu świadka koronnego – taki wniosek złożył do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, bez większej nadziei na pozytywną decyzję w tym zakresie.

Do prokuratury nie dotarł dotąd wniosek mec. Romana Giertycha (pełnomocnik nagranych polityków – Radosława Sikorskiego i Jacka Rostowskiego), który w oparciu o rewelacje Falenty chce podjęcia umorzonego w 2015 r. śledztwa w sprawie „zorganizowanej grupy przestępczej", która nagrywała polityków w warszawskich restauracjach.

Gotowy na wszystko

W środę „GW" ujawniła treść drugiego listu Falenty – do prezesa PiS. Biznesmen – inaczej niż to wynika z zeznań kelnerów twierdzących, że to on namówił ich na rejestrowanie rozmów – wskazuje kelnerów jako tych, którzy rozpoczęli proceder nagrywania polityków w restauracji Sowa & Przyjaciele.

Falenta twierdzi w nim, że kiedy „odkrył proceder nagrywania przez kelnerów" od razu przyszedł z tymi informacjami, jeszcze przed aferą, do „byłego skarbnika Stanisława Kostrzewskiego, któremu jako pierwszemu pokazał pozyskane nagrania u siebie w biurze".

Falenta w liście do Kaczyńskiego pisze także, że potem „spotkaliśmy się u Pana w siedzibie przy ul. Nowogrodzkiej" (nie precyzuje czy Kaczyński był na tym spotkaniu). Według Falenty to właśnie Kostrzewski skontaktował go „z agentami służb CBA z Wrocławia i ABW z Katowic", którym otwarcie pokazał, „jaki materiał pozyskał". Mieli poprosić o kontynuację tej operacji, co wykonał. „Wszystko jest dokładnie opisane w tajnych raportach CBA" – zaznacza Falenta.

Anita Czerwińska, nowa rzeczniczka partii, w środę na TT potwierdziła, że list Falenty wpłynął do biura prezesa PiS.

„Listowi nie nadano dalszego biegu. Nie było żadnych podstaw, by odnosić się do jego kuriozalnej treści" – napisała Czerwińska.

Bez odpowiedzi pozostał też trzeci, prywatny list Falenty – do premiera Morawieckiego. Co Falenta w nim napisał – nie wiadomo. Według naszych nieoficjalnych informacji podał w nim więcej szczegółów niż w liście do prezydenta.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA