fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus na wybory

Kampania w mediach społecznościowych, czyli atak Wizygotów z toporami

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Media społecznościowe są w kampanii wyborczej nieocenione. Ale trzeba umieć się nimi posługiwać.

Wicepremier Jarosław Gowin zaliczył wpadkę wizerunkowo-geograficzną. Chcąc pognębić Grzegorza Schetynę, opublikował zestawienie dwóch zdjęć: spotkania premiera Mateusza Morawieckiego z wyborcami i mityng lidera KO z wyborcami. „To samo miasto, a jakby nieco inna mobilizacja... Wrocławskie spotkania @MorawieckiM oraz Grzegorza Schetyny" – bezlitośnie punktował Gowin na Twitterze.

Rzeczywiście zdjęcia mają całkiem inną atmosferę. Obrazek z Morawieckim jest słoneczny, ze Schetyną w cieniu. Jedno jest spotkaniem z wyborcami na rynku, drugie – konferencją prasową. Ale żadne ze zdjęć nie pochodzi z Wrocławia – jak natychmiast ustalił to poseł z politycznej konkurencji, Michał Jaros, który napisał do ministra: „Po prawej rynek w Świdnicy. Natomiast powinieneś wiedzieć, że nazwiska Waszych kandydatów na tabliczkach (Zyska, Szwed) są z okręgu wałbrzyskiego. Z pozdrowieniami, zawsze do dyspozycji z dolnośląską mapą i poradą" – zadeklarował na TT. A portal Konkret24 dołożył informację, że premier na zdjęciu jest w Ząbkowicach Śląskich. Może po prostu Jarosław Gowin nigdy nie był w Świdnicy ani w Ząbkowicach, a doktorat ma z nauk politycznych, a nie z geografii.

Niestrawny sok

Ciężki czas przyszedł za to na słynny w internecie SOKZBURAKA. Wytropili go dziennikarze „Sieci", tygodnika braci Karnowskich. Ujawniają, że za tym – ich zdaniem – „najbardziej hejterskim miejscem w sieci" stoi osoba zatrudniona w warszawskim ratuszu oraz w Klubie Parlamentarnym PO. Osoba ta wypiera się udziału w projekcie, ale to śledczych nie zraża. Dowodów nie przedstawiają, za to liczą precyzyjnie, ile mogła przy tym zarobić. Tymczasem strona na Facebooku Soku działa w najlepsze i prowadzi kampanię: króluje tam piękne zdjęcie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z miłym cytatem i nieprzyjemne zdjęcie prezesa Jarosława Kaczyńskiego z równie nieprzyjemnym cytatem. A TVP prezesa Kurskiego nazywana jest „szczujnią". Nic dziwnego, że prawa strona straciła do Soku cierpliwość.

Walka w realu

„W terenie" szaleje jednak twórczość wcale nie internetowa, tylko „napłotna" i „naścienna". Dochodzi do wielkich detronizacji, kiedy znienacka miejsce kandydata do Senatu przy głównym rondzie miejskim zajmuje „jedynka" do Sejmu np. z Koalicji Polskiej. Najbardziej jednak zażarta walka trwa między plastikowymi zawieszkami w rozmiarach metr na pół. To pole rażenia kandydatów ze środka listy. Do obowiązującego na listach wzorca kolorów i liternictwa często dodają własne hasła mające ich odróżnić, np.: „jedyny ciechanowianin na liście PiS". Z nieznanych przyczyn dopiski takie zawsze mają zupełnie inny kolor i krój pisma. Całość, w połączeniu z wiszącym obok obrazkiem popieranej przez premiera miejscowej „jedynki" albo dystansującym się od PiS (kolorystycznie) kandydatem Solidarnej Polski, sprawia wrażenie zmasowanego ataku Wizygotów z toporami. W ogóle kandydaci spod znaku Zbigniewa Ziobry prowadzą kampanię jakby osobno – mają własnych politycznych guru, zapraszają na własne spotkania i zrobili sobie jaśniejsze plakaty. Zresztą słusznie, bo lepiej ich widać.

Za to SLD buduje „linię walki i porozumienia" z Koalicją Obywatelską. Zapewnienia o tym, że obie opozycyjne listy nie będą się atakować, brzmią bardziej jak deklaracje wypowiedzenia wojny, a słowa wsparcia dla lewicowego elektoratu wypowiedziane przez uciekinierkę z Sojuszu Katarzynę Piekarską – jak próba namówienia koleżanki, by zdradziła męża. „W tym programie jest wszystko to, co jest dla was ważne" – przekonywała Piekarska zwolenników lewicy podczas konwencji KO w Sosnowcu, zagłębiowskim mieście znanym z lewicowych poglądów, w okręgu z którego startuje sam Włodzimierz Czarzasty.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA