fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Erdogan poucza Niemcy

Kanclerz Angela Merkel z wizytą u prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana w listopadzie ubiegłego roku
materiały prasowe
Berlin nie kryje, że ma dość prezydenta Erdogana, lecz to w jego rękach jest los Angeli Merkel.

Im ostrzejsze protesty Ankary, tym większą popularnością cieszy się w sieci satyryczny filmik o prezydencie Recepie Tayyipie Erdoganie. Obejrzały go już 4 miliony osób. Znaną w Niemczech piosenkę „Irgendwie, irgendwo, irgendwann" (Jakoś, gdzieś, kiedyś) jeden z programów satyrycznych publicznej telewizji NDR sparodiował pod nowym tytułem „Erdowie, Erdowo, Erdogan".

Tekst jest pełen oskarżeń pod adresem prezydenta oraz odniesień do obecnej sytuacji w Turcji. Jest i fraza : „Kto Erdoganowi nie pasuje, wkrótce w więzieniu ląduje" nawiązująca do toczącego się postępowania wobec dwu tureckich dziennikarzy oskarżonych o szpiegostwo. Jest i o tym, że czas już na powstanie wielkiego mocarstwa osmańskiego, i nie brak kpiny na temat nowego pałacu prezydenckiego bardziej okazałego od słynnej siedziby sułtanów Topkapi Sarayi. Jest też o bombardowaniach przez tureckie lotnictwo Kurdów uznanych za większych wrogów niż dżihadyści z tzw. Państwa Islamskiego.

Rzecz ukazała się na antenie 17 marca i kilka dni później tureckie MSZ wezwało ambasadora Niemiec w Ankarze na dywanik. Usłyszał, że kpina prezentowana w publicznej telewizji z przywódcy zaprzyjaźnionego państwa jest rzeczą karygodną. Tureckie władze wystąpiły więc z żądaniem zarówno zakazu dalszych emisji satyry, jak i skasowania odpowiedniego filmiku w sieci.

– Sądzę, że od kraju partnerskiego możemy oczekiwać, że podziela nasze europejskie wartości – odpowiedział na te żądania szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier. Berlin dał też w rozmowie telefonicznej z przedstawicielem rządu tureckiego wyraźnie do zrozumienia, że nie jest zadowolony z reprymendy udzielonej ambasadorowi w Ankarze, a także krytykowania go przez władze tureckie za pojawienie się na procesie dziennikarzy. Zjawił się tam w towarzystwie dyplomatów kilku innych państw UE.

– Kim oni są? Co tam w ogóle robią? To nie jest ich kraj. Tutaj jest Turcja – grzmiał Erdogan w publicznej telewizji, krytykując dyplomatów za brak „przyzwoitości". W jego pojęciu obecność ambasadorów była niedopuszczalną manifestacją sprzeciwu wobec działań prezydenta. Erdogan osobiście wniósł przeciwko dziennikarzom oskarżenie o szpiegostwo oraz działanie na szkodę państwa i występuje w procesie w roli oskarżyciela posiłkowego.

Chodzi o to, że dwaj dziennikarze lewicowego pisma, redaktor naczelny i szef jednego z działów „Cumhuriyet" ujawnili, że Turcja dostarczała w 2014 roku broń islamistom walczącym w Syrii. Pierwsze 91 dni po zatrzymaniu spędzili w areszcie i pozostaliby tam nadal, gdyby nie wyrok Sądu Konstytucyjnego uznający ich dalszą izolację za niezgodną z konstytucją. – Nie zgadzam się z tym wyrokiem. Nie zostanie wprowadzony w życie – oświadczył prezydent Erdogan, kwestionując jednocześnie sens istnienia Sądu Konstytucyjnego w Turcji. Nie był jednak w stanie zablokować zwolnienia dziennikarzy, którzy na rozprawie 4 kwietnia odpowiadać będą z wolnej stopy.

– Takie wyroki Sądu Konstytucyjnego utwierdzają prezydenta Erdogana w przekonaniu o konieczności zmiany konstytucji i wprowadzenia w Turcji systemu prezydenckiego – mówi „Rzeczpospolitej" Ahmet Kulahci, publicysta umiarkowanego dziennika „Hurriyet". Na panewce spaliły jednak w roku ubiegłym dwie wyborcze próby uzyskania przez partię Erdogana, Sprawiedliwości i Rozwoju, wymaganej do zmiany konstytucji dwóch trzecich głosów w parlamencie.

W Niemczech, gdzie mieszka ponad 3 mln osób pochodzenia tureckiego, obserwuje się wydarzenia nad Bosforem wyjątkowo uważnie. Nie brak głosów, że rządzona przez Erdogana Turcja oddala się w szybkim tempie od standardów europejskich w takich sprawach, jak swobody obywatelskie czy wolność prasy. Mnożą się obawy, że Turcja nie dotrzyma warunków umowy z UE w sprawie przyjmowania nielegalnych imigrantów zatrzymanych w Europie.

– Nie można wykluczyć, że porozumienie to nie będzie realizowane nie tylko z winy Turcji. Imigranci znajdą zapewne inne drogi do Europy – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Ilter Turan z uniwersytetu Bilgi w Stambule. Jego zdaniem nie ma to nic wspólnego z zachowaniem prezydenta Erdogana, którego pozycja uległa niewątpliwie wzmocnieniu w sytuacji, gdy jest potrzebny Europie, zwłaszcza Niemcom i kanclerz Angeli Merkel.

– Erdogan jest taki, jaki jest, i realizuje konsekwentnie swój plan dla Turcji bez względu na to, co myśli Europa – twierdzi prof. Turan

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA