Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Andrzej Wojtyna: Warto rozmawiać o Euro

Fotorzepa/ Małgorzata Pstršgowska
Chociaż głosy poparcia ekonomistów dla członkostwa Polski w strefie euro sš rzadkie i ogólnikowe, to należy się cieszyć, że dyskusja trwa – pisze były członek Rady Polityki Pieniężnej.

Dyskusja ta jest bardzo potrzebna niezależnie od tego, czy i kiedy Polska do strefy euro przystšpi. Potrzebna przede wszystkim dlatego, że coraz ostrzejszy staje się dylemat: wejœcie do strefy euro czy wyjœcie z Unii Europejskiej.

Na ożywienie dyskusji wpłynšł najpierw wynik referendum w sprawie Brexitu, a w ostatnim czasie deklaracje przywódców głównych krajów strefy euro sugerujšce pójœcie UE w kierunku integracji dwu prędkoœci. Za dodatkowy, nowy impuls można uznać wywiad z prezesem Jarosławem Kaczyńskim („Rz" z 15 marca br.), który prawdopodobnie po raz pierwszy sięgnšł w tak wyraŸny sposób po argumenty ekonomiczne, by uzasadnić swojš niechęć do członkostwa Polski w strefie euro. Należy być wdzięcznym, że Kaczyński nie skonsultował treœci swojej wypowiedzi z ekspertami PiS lub że taki był wynik konsultacji, ponieważ dzięki temu stało się jeszcze bardziej jasne, jak nikła jest wœród osób rzšdzšcych Polskš wiedza na ten tak ważny temat. Na szczęœcie ze wsparciem dydaktycznym pospieszył Andrzej Olechowski („Rz" z 22 marca br.), który bardzo trafnie i lapidarnie wykazał błędy w argumentacji Kaczyńskiego. Niemniej jednak każdemu z użytych przez prezesa PiS argumentów trzeba by poœwięcić osobny krytyczny artykuł. Na przykład na podstawie literatury teoretycznej i empirycznej można wskazać co najmniej dziesięć zastrzeżeń wobec twierdzenia, że pozostajšc poza strefš euro, możemy prowadzić autonomicznš politykę kursowš. Dobrze by było, gdyby edukacyjnš rolę w kwestii euro odegrali koledzy ekonomiœci, którzy w minionych latach z tej problematyki się doktoryzowali, habilitowali, a nawet otrzymali tytuł profesora.

SOR a eurointegracja

Impulsu do pobudzenia dyskusji nie dostarczył natomiast wicepremier Mateusz Morawiecki nowš, poprawionš wersjš strategii odpowiedzialnego rozwoju. Okazuje się bowiem, że przystšpienie bšdŸ nieprzystšpienie do strefy euro nie jest traktowane – jak można by się spodziewać – jako najważniejsze lub jedno z najważniejszych kryteriów wyboru scenariuszy przyszłego rozwoju kraju. Co więcej, takim kluczowym kryterium nie jest nawet członkostwo w samej Unii Europejskiej, co jest już całkiem niezrozumiałe. Gdyby Morawiecki mšdrze i nowoczeœnie rozumiał patriotyzm, to dokument powinien zostać nasycony oryginalnymi pomysłami na optymalne wykorzystanie obecnych oraz przyszłych mechanizmów i narzędzi integracji europejskiej do zdynamizowania procesów rozwojowych w Polsce. Ponadto należało oczekiwać osobnego rozdziału poœwięconego ocenie kierunków zmian w architekturze instytucjonalnej UE. Chociaż Bartosz Telejko („Rz" z 22 marca br.) w elegancki sposób próbuje doszukać się zawartego w tytule swojego artykułu „europejskiego wymiaru planu Morawieckiego", to z jego tekstu wynika, że chodzi niestety o wymiar brakujšcy. Nawet jeœli strategia nie jest jawnie antyeuropejska, to na pewno jest aeuropejska, a przecież powinna być istotnym, zauważalnym wkładem rzšdu w rozpoczętš unijnš dyskusję nad przyszłoœciš Europy i mechanizmów integracji gospodarczej. Równie symptomatyczne jest to, że w okresie, gdy dyskusja ta nabiera rozmachu, organy NBP podejmujš decyzję o likwidacji Biura Integracji ze Strefš Euro.

Dlaczego tak ważne jest, aby dyskusja nad euro w Polsce po raz kolejny nie zamarła? Przede wszystkim dlatego, że przy obecnych uwarunkowaniach krajowych i międzynarodowych kwestia euro to znacznie więcej niż wšsko rozumiane ekonomiczne koszty i korzyœci ze wspólnej waluty. Ten aspekt jest oczywiœcie dla ekonomistów tradycyjnie najważniejszy. Jest tu nadal bardzo dużo do zrobienia, aby obalić pewne mity i półprawdy, które w przeszłoœci spowodowały silny spadek poparcia społecznego dla członkostwa w strefie euro. Od ostatnich wyborów zdecydowanie na znaczeniu zyskał jednak bardziej ogólny aspekt polskiego członkostwa, który nie tylko dla ekonomistów jest, a w każdym razie powinien być dużo ważniejszy. Chodzi o to, że trwanie przy idei członkostwa w strefie euro jest bardzo istotnym sposobem instytucjonalnego zakotwiczenia dorobku polskiej prorynkowej transformacji i ochronienia go przed erozjš w imię „dobrej zmiany".

Zostajemy w UE?

Na tę nowš istotnš funkcję wyraŸnie deklarowanego zamiaru członkostwa wskazywałem już znacznie wczeœniej (m.in. w „Rz" z 18 maja 2015 r.). Do tych dwu płaszczyzn dyskusji o korzyœciach z euro dochodzi w ostatnich tygodniach trzecia, która obecnie jest najważniejsza. Uważam mianowicie, że rzetelna dyskusja nad przystšpieniem do strefy euro staje się ważnym sposobem na ograniczenie ryzyka wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Zmuszenie obecnej władzy do dyskusji na ten temat pozwoliłoby przetestować wiarygodnoœć jej intencji pozostania w Unii i tym samym przekonać się, czy „odpowiedzialny rozwój", do jakiego próbuje nas namówić Mateusz Morawiecki, to rozwój w ramach UE czy poza niš.

Na podstawie oficjalnych deklaracji i nieoficjalnych wypowiedzi, z których wyłania się pewien ogólny sposób rozumienia doktryny „dobrej zmiany", oraz na podstawie dotychczasowego przebiegu jej wprowadzania w życie można sformułować ocenę, że członkostwo w UE jest dla obecnej władzy zdecydowanie bardziej barierš niż dŸwigniš dla realizacji celów politycznych i gospodarczych. Jako ekonomiœci członkostwa Polski w UE musimy więc strzec przede wszystkim dlatego, że tylko w ten sposób możemy obronić przed erozjš całkiem dobrze funkcjonujšcy model gospodarki rynkowej. Rozmontowywanie polskiego modelu kapitalizmu, które i tak już dokonuje się w wyniku „dobrej zmiany", znajduje ogólny wyraz przede wszystkim w rosnšcej etatyzacji gospodarki. Przybiera ona postać następujšcych niebezpiecznych dla gospodarki procesów: a) upolityczniania instytucji publicznych i podejmowanych przez nie decyzji ekonomicznych; b) budowania struktur kapitałowych dajšcych uprzywilejowanš i coraz bardziej dominujšcš pozycję spółkom Skarbu Państwa; c) zwiększania roli decyzji uznaniowych kosztem jasno okreœlonych i stabilnych reguł; d) coraz większej arbitralnoœci w selekcjonowaniu podmiotów objętych wsparciem; e) rosnšcego oportunizmu podmiotów sektora prywatnego kosztem zachowań przedsiębiorczych; f) wprowadzania do społecznego obiegu narracji zniekształcajšcych lub pomijajšcych wyniki badań ekonomicznych. Procesy te popychajš Polskę stopniowo w stronę modelu kapitalizmu państwowego, zwiększajšc po drodze prawdopodobieństwo naruszania przez państwo prywatnych praw własnoœci oraz destabilizacji finansów publicznych. Osłabianie więzi z UE jest równoznaczne z przyspieszeniem tych procesów i w konsekwencji z dalszym umocnieniem skłonnoœci do przerzucania przez władze odpowiedzialnoœci za niekorzystne skutki własnych decyzji na Unię. Taki propagandowy zabieg może zyskiwać akceptację społecznš wraz ze spadkiem napływajšcych œrodków unijnych i stworzyć klimat dla otwartego mówienia o celowoœci wyprowadzenia Polski z UE.

Mity konwersji

Tradycyjnie nagłaœniane koszty przystšpienia do strefy euro w postaci np. nie w pełni trafnego ustalenia kursu konwersji złotego czy przejœciowo nieznacznie wyższej inflacji sš oczywiœcie innego rzędu wielkoœci niż długookresowe, skumulowane koszty erozji modelu kapitalizmu w postaci trwale niższego tempa wzrostu. To jednak te pierwsze obawy sš cišgle silnie obecne w œwiadomoœci społecznej, podczas gdy zagrożenia naprawdę ważne na razie sš ignorowane lub niedoceniane. Powinnoœciš ekonomistów jest więc uzmysławianie odmiennej wagi poszczególnych zagrożeń oraz ostrzeganie przed skumulowanymi, przesuniętymi w czasie negatywnymi skutkami pozornie niepowišzanych ze sobš zjawisk i decyzji. W ostatnich latach zwolennicy przystšpienia Polski do strefy euro znaleŸli się w wyraŸnej mniejszoœci i w wyraŸnej defensywie. Teraz, gdy ryzyko wyprowadzenie Polski z Unii staje się realne, pojawia się szansa intelektualnego przygotowania przedpola i przejœcia do ofensywy.

O co się bić?

Jest wiele nowych argumentów na rzecz euro, które trzeba społeczeństwu przybliżyć. Po pierwsze, sš korzystne doœwiadczenia krajów postkomunistycznych, które zdecydowały się przystšpić do strefy euro. Po drugie, od kilku lat w strefie euro przeprowadzane sš zmiany korygujšce słaboœci jej architektury instytucjonalnej. Po trzecie, nowe wyniki badań (np. ksišżka Martina Sandbu „Europe's Orphan. The Future of the Euro and the Politics of Debt") coraz wyraŸniej pokazujš, że rola błędów w polityce poszczególnych krajów była większa niż defektów instytucjonalnych całej strefy. Jest też coraz więcej dowodów, że w kryzysie strefy euro duże znaczenie miały bardziej ogólne słaboœci systemu finansowego, leżšce u podstaw kryzysu œwiatowego. O znaczeniu tych głębszych, globalnych przyczyn œwiadczy poœrednio umacniajšce się obecnie ożywienie w gospodarce œwiatowej, które obejmuje również kraje strefy euro. Nadmierne obwinianie wspólnej waluty stało się wygodnym zabiegiem propagandowym, a przecież przez najpoważniejsze kryzysy i cykle hiperinflacyjne przechodziły w drugiej połowie XX w. kraje takie jak Argentyna, które dysponowały własnš walutš i suwerennoœciš w polityce ekonomicznej.

Polska jako kraj i polska gospodarka znalazły się na ostrym historycznym zakręcie. Dlatego bardzo cieszy, że powagę sytuacji dostrzegł prof. Grzegorz Kołodko i znaczšco przyczynił się do reanimowania dyskusji o euro. Cieszy też rosnšce zaangażowanie prof. Stanisława Gomułki, chociaż w jego i prezesa Marka Goliszewskiego publicznym „apelu" („Rz" z 14 marca br.) chciałoby się znaleŸć więcej merytorycznych argumentów. Niezwykle ważne jest to, aby w dyskusję i proces edukacji włšczyli się inni czołowi ekonomiœci o dużej sile medialnego oddziaływania – prof. Leszek Balcerowicz, prof. Marek Belka, prof. Witold Orłowski, prof. Jerzy Hausner, by wymienić najważniejszych. W ostatnich kilku latach wypowiedzi czołowych polskich ekonomistów na temat euro były raczej ostrożne i lakoniczne (oprócz przede wszystkim prof. Dariusza Rosatiego i min. Andrzeja Olechowskiego). Dominowały w nich dwa wygodne i bezpieczne, ale intelektualnie rozczarowujšce przekazy: a) „niech najpierw strefa euro się zreformuje, a potem ocenimy, czy warto do niej przystšpić" i b) „musimy najpierw zrestrukturyzować gospodarkę, aby lepiej przygotować się do trudniejszych warunków konkurencji". Wielu ekonomistów, majšcych ku temu bardzo dobre merytoryczne przygotowanie, zamilkło lub zajęło się innymi sprawami. Nadszedł czas, by wyjœć poza te schematy i pogłębić oraz wyostrzyć argumentację, dostosowujšc jš do skali obecnych zagrożeń. Szkoda natomiast, że prezes PTE prof. Elżbieta Mšczyńska, zapytana o to wprost, nie widzi potrzeby zwołania nadzwyczajnego Kongresu Ekonomistów Polskich. Należy mieć nadzieję, że zanim zostanie zwołany regularny Kongres, wczeœniej pojawiš się inne ważne inicjatywy konferencyjne, których rezultaty zdecydowanie zmniejszš ryzyko Polexitu. Š?

Profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, były członek Rady Polityki Pieniężnej

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL