Literatura

Księga obrazów Brunona Schulza

Bruno Schulz, rysunek do „Sanatorium pod Klepsydrą”
Archiwum „Słowo obraz terytoria”
Świat perwersji jednego z najoryginalniejszych twórców XX wieku po raz pierwszy w jednym tomie - pisze Jan Bończa-Szabłowski
„Księga obrazów" Brunona Schulza to księga niezwykła. Przygotowywana została z wielkim pietyzmem przez lata przez znakomitego poetę Jerzego Ficowskiego. Zobacz na Empik.rp.pl Franz Kafka przed śmiercią prosił przyjaciela Maksa Broda, by spalił jego spuściznę. Bruno Schulz nie musiał nikogo prosić – zatroszczyła się o to historia. Wiele rękopisów i rysunków zaginęło bezpowrotnie podczas II wojny. Z utworów literackich pozostało niewiele poza „Sklepami cynamonowymi" i „Sanatorium pod Klepsydrą". Wciąż nie udało się odnaleźć powieści „Mesjasz". Zobacz galerię zdjęć Zasługi Jerzego Ficowskiego dla popularyzacji Schulza są trudne do przecenienia. To on w latach 40. ub. wieku rozpoczął poszukiwania rozproszonego dzieła literackiego i plastycznego drohobyckiego artysty. Tak powstała „Księga listów" zawierająca ocalałą odnalezioną korespondencję pisarza, potem były „Regiony wielkiej herezji", „Okolice sklepów cynamonowych". Prace zyskały uznanie także poza Polską. Bestsellerem stało się wielojęzyczne wydanie „Xięgi Bałwochwalczej".
Album „Księga obrazów" ma ciekawą i dość zaskakującą historię. Jest zwieńczeniem wieloletnich prac Ficowskiego dotyczących spuścizny Brunona Schulza. Obejmuje wszystkie zachowane i odnalezione jego prace plastyczne, a także reprodukcje niektórych dzieł zaginionych. Ficowski zamierzał wydać je w pięciu odrębnych tomach. W 1992 roku ukazał się pierwszy: „Bruno Schulz. Ilustracje do własnych utworów". Z dalszych planów nic nie wyszło, bo wydawnictwo PeRprint przestało istnieć. Na wydanie czekały następne tomy zawierające autoportrety i portrety, grafiki, ekslibrisy i winiety; kobietę jako idola i władczynię oraz tematykę żydowską i chasydzką. Teraz, po śmierci Jerzego Ficowskiego, dzięki niestrudzonej Elżbiecie Ficowskiej, udało się zrealizować tamte plany. Wydawnictwo słowo/obraz terytoria pomieściło wszystko w jednym tomie. Zachowano układ sugerowany przez Ficowskiego, a całość opatrzono jego komentarzem. Książka jest naprawdę imponująca. Największą ciekawostkę stanowią oczywiście prace znajdujące się w zbiorach prywatnych, czasem po raz pierwszy reprodukowane. Do niektórych Jerzemu Ficowskiemu dotrzeć było szczególnie trudno. Opowiadał mi niegdyś, jak długo namawiał pewnego łódzkiego antykwariusza, by zgodził się na sfotografowanie niezwykłego alfabetu Schulza, który uważał nie bez racji za skarb swej kolekcji. W albumie takich perełek jest  więcej. Imponują zwłaszcza seria autoportretów oraz tematyka kobieca. Dzięki tej księdze możemy podziwiać rozmaite warianty znanych potem rysunków i grafik. Przeglądając tę publikację, mamy okazję odbyć magiczną podróż po świecie wyobraźni Schulza i obcować z jego obsesjami, lękami, fascynacjami.
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL