Przedśmiertne tortury powinny być zakazane

aktualizacja: 10.12.2012, 18:00
Prof. Andrzej Elżanowski
Prof. Andrzej Elżanowski
Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński

Są rzeczy ważniejsze niż zyski rzeźników. Zadawanie przedśmiertnych cierpień istotom, które zabijamy we własnym interesie, jest porażającym złem, a korzyści z tego czerpane są niegodziwe jak korzyści z kradzieży

Każdy ubój zwierząt prowadzony na skalę przemysłową jest mniej lub bardziej niehumanitarny, zwłaszcza jeśli mówimy o uboju tak inteligentnych i wrażliwych zwierząt jak krowy. Jednak liczne przypadki narażania zwierząt na męczarnie podczas uboju konwencjonalnego wynikają nie z procedury, lecz z pośpiechu, niedbalstwa, chamstwa, niesprawności urządzeń i braku nadzoru. Natomiast ubój rytualny jest zadawaniem przedśmiertnych tortur z samej już procedury.
Do podcięcia gardła przytomnemu zwierzęciu trzeba je mocno skrępować, co w sytuacji zagrożenia wywołuje panikę, a w praktyce produkcyjnej często uszkodzenia ciała. Praktykowane w Polsce (a zabronione np. w Danii i Wielkiej Brytanii) unieruchamianie zwierzęcia w urządzeniu odwracającym je do góry nogami wywołuje gwałtowny skok hormonów stresu. Następnie zwierzę odczuwa ostry ból przy podrzynaniu szyi (skóry, mięśni, tchawicy, przełyku oraz nerwów). Po podcięciu szyi zwierzę przeżywa męczarnie spowodowane gwałtownym spadkiem ciśnienia krwi i w wielu wypadkach duszeniem się krwią często pomieszaną z zawartością żołądka, która dostaje się do przeciętej tchawicy i płuc. Niektóre krowy próbują jeszcze wstać i uciec.
Ubój rytualny w Polsce został wprowadzony nielegalnie, za plecami i wbrew opinii publicznej, a bezprawne rozporządzenie w tej sprawie uchylone zostało niedawno przez Trybunał Konstytucyjny
Walka z rytualnym torturowaniem zwierząt zaczęła się już w połowie XIX w., kiedy to przed poderżnięciem gardła lub tuż po nim krowa była wieszana za jedną nogę na łańcuchu, co powodowało złamania i wyrywanie nogi ze stawów pod ciężarem ciała. Ta technika jest nadal stosowana w Ameryce Płd. (dostarczającej koszernego mięsa do USA) i niektórych rzeźniach Izraela. Szechita została zabroniona w Szwajcarii i Saksonii pod koniec XIX wieku, a w 1929 r. Kongres Ochrony Zwierząt w Wiedniu podjął rezolucję wzywającą do zakazu uboju rytualnego w Europie. Prowadzony w Polsce ubój już nie jest aż tak makabrycznie barwny, ale nadal w pełni zasługuje na miano przedśmiertnych tortur.
Ubój rytualny w Polsce został wprowadzony nielegalnie, za plecami i wbrew opinii publicznej, a bezprawne rozporządzenie w tej sprawie uchylone zostało niedawno przez Trybunał Konstytucyjny. Rozporządzenie to przygotował w ciszy lata 2004 r. ówczesny minister rolnictwa Wojciech Olejniczak. Przez osiem lat żyliśmy w bezprawnej rzeczywistości, w której ustawa zdecydowanie zabraniała uboju bez ogłuszania, a rozporządzenie do tej ustawy na taki ubój przywalało. Można się domyślać, że to bezprawne rozporządzenie wydane zostało pod naciskiem już wtedy nielegalnie działającego przemysłu.
Dziś – pod tym samym naciskiem – PSL pragnie znów legalizować ubój rytualny. Już nie przez rozporządzenie, ale przez zmianę ustawy o ochronie zwierząt. Głównym argumentem posłów, którzy pragną przedłużenia procederu zarzynania zwierząt bez uprzedniego ogłuszania, jest fakt, że dziś przemysł ten wart jest podobno około miliarda złotych, ale to nie jest kwota, jaka wpływa do Skarbu Państwa, a jedynie wartość eksportu rytualnie ubijanego u nas mięsa.
Wszyscy w tym biznesie musieli sobie zdawać sprawę z podejrzanego statusu rozporządzenia wydanego przez ministra Olejniczaka i liczyć się ze zmianą przepisów. Dlatego nie trzeba się przejmować lamentami rzeźników powołujących się na to, że zainwestowali w dostosowanie swoich zakładów do prowadzenia uboju rytualnego.
Firmy, które zwietrzyły biznes na uboju rytualnym, niejako uprawiały spekulację gospodarczą – przez wiele lat zyskiwały, dziś trochę stracą. I tak w perspektywie dziesięciu lat ubój bez ogłuszania zostanie w UE albo zabroniony, albo zasadniczo zreformowany, do czego aktywnie dąży rząd szwedzki. Zresztą żadna z naszych rzeźni nie prowadzi wyłącznie uboju rytualnego i nie upadnie po jego zakazie – biznes zwykłego zabijania jest dostatecznie dochodowy. W każdym razie już istniejący przemysł tortur na zwierzętach nie może być argumentem za legalizacją praktyk sprzecznych z moralnością większości Polaków.
Są rzeczy ważniejsze niż zyski rzeźników. Zadawanie przedśmiertnych cierpień istotom, które zabijamy we własnym interesie, jest porażającym złem, a korzyści z tego czerpane są niegodziwe jak korzyści z kradzieży czy rozboju. To, że interes wynika z kultury czy tradycji, może być okolicznością łagodzącą w sądzie i rozmywa odpowiedzialność na całą grupę, ale nie zmniejsza wyrządzanego zła. Przecież niektóre kultury są oparte na kanibalizmie i są słusznie eliminowane z powodów etycznych.
Kultury muszą być oceniane pod względem etycznym. Krzywdzenie jakiegokolwiek podmiotu we własnym interesie jest z definicji złem moralnym. Definicja ta wyznacza etyczną granicę wszelkim obrzędom. Ubój rytualny zwierząt, jeżeli polega na zarzynaniu zwierząt bez uprzedniego ogłuszania, stoi niewątpliwie poza tą granicą.

—not. puo

Prof. Andrzej Elżanowski jest zoologiem z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN, członkiem Polskiego Towarzystwa Etycznego

POLECAMY

KOMENTARZE