Koniec świata głupich reklam

aktualizacja: 06.12.2012, 18:31

Gdy pojawi się kolejna reklama robiąca dzieciakom wodę z mózgu, a którą dla zysku non stop puszczać będą wszystkie stacje radiowe, ja w imieniu moich pociech złożę pozew o ochronę ich dóbr osobistych – ostrzega adwokat

Jestem szczerze wdzięczny Toyocie. Ale nie za jej samochody. Tylko za to, że przyszła mi w sukurs i na falach radiowych oficjalnie odwołała koniec świata.
Nie wiem, do kogo jest adresowana kampania reklamowa wieszcząca ustami prezydenta nie prezydenta RP koniec świata. Wiem za to, jakie skutki wywołał ten natrętny przekaz medialny w psychice moich dzieci. A pewnie nie tylko moich.
Na nic się zdaje autorytet rodzicielski, gdy z radia i telewizji płynie jasny komunikat: 21 grudnia skończy się świat! Pamiętam z własnego dzieciństwa, gdy wszystkie socjalistyczne stacje trąbiły o wyścigu zbrojeń, zagrożeniu pociskami typu Pershing czy Tomahowk. Każdy przelatujący nad moim miastem samolot zwiastował niechybnie zbliżającą się zagładę. Oczami przerażonego dziecka wypatrywałem wybuchu i nuklearnego grzyba.
Więc wiem, co mogą czuć moje dzieci, gdy zewsząd bombardowane są medialnym przekazem o końcu świata. Marnie brzmią moje tłumaczenia, że nie ma się czym przejmować, że to tylko reklama. Tak samo jak marnie i niewiarygodnie brzmiały wyjaśnienia moich rodziców, gdy próbowali mnie uspokoić. Bo skoro w radiu czy w telewizji mówią, że będzie koniec świata, to przecież wiedzą, co mówią. Taka jest siła mass mediów!
Gdy więc któregoś dnia rano, w drodze do szkoły usłyszałem, jak prawdziwy przedstawiciel plemienia Majów, łamaną polszczyzną, oficjalnie odwołał skutki głupoty copywriterów rodem z innej planety, poczułem, jakby ktoś rzucił mi ostatnią deskę ratunku. Nie tylko mi, ale i moim dzieciakom.
Ta jedna mądra reklama, stworzona zapewne przez równie zdesperowanego rodzica jak ja, zmieniła wszystko. Teraz, gdy z radia płynie głos przedstawiciela plemienia Majów, robię głośniej. By żadne z moich pociech nie bało się zasypiać.
A tak swoją drogą pomyślałem, że teraz czas na rewanż. Powinienem odwdzięczyć się mojemu nieznanemu wybawcy z działu marketingu zacnej firmy automobilowej. Gdy więc pojawi się kolejna reklama robiąca dzieciakom wodę z mózgu, a którą dla zysku non stop puszczać będą wszystkie stacje, ja w imieniu moich pociech złożę pozew o ochronę ich dóbr osobistych, z wnioskiem o zabezpieczenie roszczenia przez zakaz emisji.
Niech więc ten artykuł będzie przestrogą dla wszystkich: autorów reklam, ich mocodawców, jak również nadawców, a przy tym przedprocesowym wezwaniem do zaniechania naruszania tego, czego naruszać nie wolno nikomu: spokoju naszych dzieci!
Autor jest adwokatem, członkiem Naczelnej Rady Adwokackiej

POLECAMY

KOMENTARZE