Książki o architekturze

aktualizacja: 29.10.2012, 12:03
Willa z ogrodem, architekt Romuald Gutt, 1934 r.
Willa z ogrodem, architekt Romuald Gutt, 1934 r.
Foto: galeria Raster, Czesław Olszewski Czesław Olszewski

Wykłady, książki, wystawy, spotkania... Polacy oszaleli na punkcie architektury. Skąd ta nagła miłość do betonu?

Sobota wieczór, warszawska SGH, przed wejściem do auli paręset osób. Organizatorzy wiedzieli, co się święci, i na inscenizacji wykładu o Le Corbusierze ogłosili wcześniejsze zapisy. Weekend dwa tygodnie wcześniej, siedziba SARP, na maratonie wykładów w 125. rocznicę urodzin architekta jest tłum słuchaczy. Zobacz galerię zdjęć
Trzy tygodnie wcześniej – otwarcie wystawy o miejskiej reklamie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Na wejście trzeba czekać w stumetrowej kolejce. W tym samym czasie w Muzeum Miasta Gdyni trwa prelekcja o polskich architektach budujących w 20-leciu międzywojennym w Brazylii. W galerii Raster na promocji albumu „Warszawa nowoczesna" brakuje krzeseł, a cały nakład znika w torbach gości.
Tylko w ostatnich tygodniach pojawiły się w księgarniach następujące książki: album Czesława Olszewskiego ze zdjęciami stołecznego modernizmu z lat 30. XX wieku; „Warszawa niezaistniała" Jarosława Trybusia o planach architektonicznych snutych przez sanacyjne rządy, które chciały widzieć stolicę kraju potężną i mocarstwową; „SAS"  Magdy Piwowar, osobisty przewodnik po domach Saskiej Kępy, od tych powstałych w latach 20. po współczesne; „Postmodernizm jest prawie w porządku", gdzie Łukasz Stanek opisał polskich architektów, którzy w latach 70. i 80. budowali nowoczesne miasta w Iraku, Libii, a w latach 90. wrócili do kraju.
A gdyby do tego dodać prężnie działające inicjatywy w Internecie? Strony poświęcone modernizmowi w Gdyni, Katowicach, Cieszynie... Jesteśmy głodni architektury, historii swoich domów, dzielnic, miast. Tylko skąd ta spóźniona miłość do betonu?
– Precyzyjnie zaprojektowana architektura ze szlachetnych materiałów, które dobrze się starzeją, jest bardzo droga. Oczywiście wszyscy o niej marzymy, ale tak naprawdę nie stać nas na nią. Zainteresowanie architekturą to rodzaj kompensacji, erzac prawdziwego budowania – uważa Jan Strumiłło, architekt. Może coś w tym jest, bo Christian Kerez, zamiast budować Muzeum Sztuki Nowoczesnej, przygotowuje książkę o warszawskim modernizmie lat 60.
Popularność architektury to jednak część większego procesu zainteresowania się miastem jako przestrzenią, gdzie się pracuje, wypoczywa, korzysta z przestrzeni publicznych. – Zjawisko to można porównać do procesu ewolucji: mózg rósł, rósł, aż zaczął myśleć – mówi Jarosław Trybuś. – Tak samo jest z architekturą. Jako społeczeństwo rozwinęliśmy się już na tyle, że zaczęliśmy zwracać uwagę, jak wygląda przestrzeń wokół nas.
- Zainteresowanie modernistyczną architekturą ma związek w ogóle z zainteresowaniem najnowszą historią, zaobserwowałem to po reakcjach na moją książkę „Nie gęsi" o polskim projektowaniu graficznym w latach 1919–1949 - mówi Piotr Rypson, wicedyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie. - Pojawia się coraz więcej prac opisujących rzeczywistość od lat 20. po 60. nie z perspektywy ideologicznej, ale powołując się na statystyki, wyniki ekonomiczne.
Sebastian Cichocki z Muzeum Sztuki Nowoczesnej dodaje: – Dociera do nas spóźniona refleksja nad życiem w mieście, jak ono powstawało, jakich miało bohaterów, jak teraz działa. Ludzie chcą być świadomymi mieszkańcami. Poza tym wokół jest tyle chaosu w przestrzeni publicznej, że szukamy wzorców, rozwiązań, jak ją naprawić.
Nic dziwnego, że zarówno popularyzatorzy, historycy, jak i amatorzy tak dużo uwagi poświęcają modernizmowi, okresowi, kiedy plan, funkcjonalność i ład były wartościami nadrzędnymi.
– Tęsknimy do epoki, która miała ambicję zmieniania świata. Wiemy, że to nie zawsze się udawało, że modernizm bywał bezwzględny wobec ludzi, wystarczy przypomnieć Le Corbusiera, który w imię postępu chciał wyburzyć dużą część paryskiego centrum i postawić tam 40-piętrowe bloki – mówi Filip Springer, rocznik 1982, autor książki „Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL-u". – Dochodzi do głosu pokolenie, które nie interesuje się polityką, w jaką był uwikłany modernizm. Patrzę na powojenne bloki, kamienice, wille i nie zastanawiam się, czy ich projektant należał do partii. Widzę przemyślaną architekturę.
Fala zainteresowania historią budynków ma realne przełożenie na to, jak je traktujemy. Jeżeli w świadomości społecznej dzięki kolejnym książkom, stronom internetowym, pracy zapaleńców uda się przekonać, że każdy budynek ma autora, datę powstania, styl, dokumentację fotograficzną, zaczyna być on podmiotem w dyskusji o mieście. Zaczyna być lepiej traktowany, przestaje być anonimowy. Dwa lata temu udało się przekonać opinię publiczną, że dworzec PKP w Katowicach jest potworkiem, reliktem komunizmu, nic tylko zburzyć i postawić coś nowego. Dziś, kiedy na wyburzenie został skazany budynek domu meblowego Emilia, trwa dyskusja, w którą włączył się nawet minister kultury i dziedzictwa narodowego.
- Przypadek Emili nie jest reprezentatywny. Jeżeli ten budynek ocaleje, to przede wszystkim na rangę instytucji, która znalazła w nim tymczasową siedzibę – uważa Rypson. - Bardzo ciekawym tematem jest dzisiaj Warszawa. Po pierwsze ludzie, którzy przyjechali tutaj 10, 20 lat temu okrzepli, zakorzenili się, przyszedł czas poznanie historii tego miasta. W tym zainteresowaniu historią swego domu, osiedla, jest tyle zwykłej ciekawości, co przeczucia , że w ten sposób budują też swoją tożsamość jako warszawiacy. Po drugie, cała Polska przygląda się, temu co dzieje się z tkanką miejską w stolicy, bo to tutaj zaczyna się wiele procesów, które później dotykają mniejsze ośrodki. Po trzecie, pamiętajmy, że Warszawa była zburzona w 90 % procentach, brak tu starej substancji architektonicznej. To miasto jest wielkim widmem, które aż prosi się o „zagospodarownie" i właśnie obserwujemy ten proces. Kościół katolicki, politycy, tradycjonaliści, nowocześni... - wiele środowisk próbuje wpisać to miasto w swoją narrację – dodaje Rypson.
– Dla mego pokolenia zainteresowanie modernizmem to kwestia budowania tożsamości – mówi Jan Strumiłło, rocznik 1979. – Chcemy być nowocześni, zachodni, kreatywni tak jak architekci działający w latach 30. czy 60. Im się udało. Zgadza się z tym Piątek: – Fala zainteresowania architekturą modernistyczną to rodzaj leczenia kompleksów. Okazuje się, że w tych przedwojennych czasach dyktatury pułkowników powstawała w Polsce wspaniała architektura. To samo działo się w latach 50. i 60, kiedy szalał stalinizm, był brak materiałów i planowanie centralne. U nas powstawały rzeczy na światowym poziomie, osiedla budowali uczniowie Le Corbusiera.
Przed kultem modernizmu przestrzega jednak Jarosław Trybuś, sam napisał książkę daleką od idealizacji przedwojennej Warszawy. Opisuje plany budwy dzielnicy marszałka Józefa Piłsudskiego na Polu Mokotowskim, bo w centrum nie było wystarczająco miejsca na tak monumentalne założenie. Składała się na nią dwukilometrowa, szeroka na 200 metrów aleja imienia patrona, wzdłuż której miały się ulokować gmachy Sejmu, ministerstw oraz gigantyczne mauzoleum z trumną Naczelnika, czyli Świątynia Opatrzności Bożej. Takiego projektu nie powstydziłaby się komunistyczna Moskwa czy hitlerowski Berlin.
Wiele wskazuje, że fala architektury jeszcze się nasili. Muzeum Sztuki Nowoczesnej zamówiło u Filipa Springera biografię Oskara Hansena. Raster wydaje kolejny album fotograficzny o latach 60., ambitne wydawnictwo 40 tys. ogłosiło konkurs na teksty o polskim postmodernizmie w architekturze...
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE