REKLAMA

Opinie

Gorący spór o prywatność danych

Katarzyna Szymielewicz 22-04-2011, ostatnia aktualizacja 22-04-2011 02:45

Obowiązkowe zatrzymywanie danych telekomunikacyjnych wcale nie usprawniło walki z terroryzmem czy przestępczością w ogóle – pisze prezes Fundacji Panoptykon

Czesi wygrali właśnie walkę o prywatność w komunikacji elektronicznej. Tamtejszy Trybunał Konstytucyjny uznał przepisy o retencji danych za niekonstytucyjne, tym samym zwalniając operatorów telekomunikacyjnych i dostawców Internetu z obowiązku przechowywania danych o komunikacji elektronicznej ich klientów.

Zdaniem Trybunału zatrzymywanie danych o wszystkich wiadomościach – esemesach, e-mailach, rozmowach telefonicznych i odwiedzanych stronach internetowych – zbyt głęboko ingeruje w sferę prywatną obywateli. Istniejące przepisy prawa nie dawały też wystarczających gwarancji, że zgromadzone informacje o życiu wszystkich Czechów nie będą nadużywane.

Polskie prawo w tym zakresie jest o wiele gorsze, ale wciąż obowiązuje.

Na fali strachu

Retencja danych to obowiązkowe zatrzymywanie informacji o wszystkich rodzajach połączeń elektronicznych na potrzeby bezpieczeństwa publicznego. Operatorzy telekomunikacyjni muszą przechowywać dane niezbędne do ustalenia kto, kiedy, gdzie, z kim i w jaki sposób się połączył lub próbował połączyć. W wypadku sieci telefonicznych jest to np. numer telefonu, czas połączenia czy stacja przekaźnikowa, w zasięgu której znajdował się wykonujący i odbierający połączenie. W wypadku Internetu to ok. 60 rodzajów śladów elektronicznych, jakie pozostawiają po sobie użytkownicy w różnych miejscach sieci. Te dane są następnie udostępniane na każde żądanie służb specjalnych, policji, prokuratury i sądów.

Retencja danych to zatrzymywanie informacji o wszystkich rodzajach połączeń elektronicznych na potrzeby bezpieczeństwa publicznego

Obowiązek retencji danych wynika z przepisów Unii Europejskiej. Przyjęto go na fali strachu po zamachach w Madrycie i Londynie, wierząc, że wojna z terroryzmem wymaga dostarczenia służbom wywiadowczym wszelkich możliwych danych. Cztery lata po wejściu tych przepisów w życie krajobraz polityczny i poglądy na sensowność retencji danych są diametralnie inne. Komisja Europejska dokonuje właśnie oceny skutków stosowania dyrektywy o retencji danych, czemu towarzyszy gorąca debata.

Z zebranych do tej pory analiz i odpowiedzi przesłanych przez państwa członkowskie wcale nie wynika, że obowiązkowe zatrzymywanie danych telekomunikacyjnych usprawniło europejską walkę z terroryzmem czy przestępczością w ogóle. Porównanie sytuacji w państwach, które wprowadziły obowiązek retencji, i pozostałych zupełnie nie potwierdza korelacji między skutecznością w tropieniu przestępstw a zatrzymywaniem danych. Okazuje się, że ilość danych przechowywanych przez rozmaitych dostawców usług dla celów komercyjnych – czyli bez względu na obowiązek retencji – jest z zasady wystarczająca.

Na brak danych nakłada się rosnący opór ze strony państw członkowskich. Sądy konstytucyjne kolejnych państw odrzucają koncepcję obowiązkowego gromadzenia danych o komunikacji wszystkich obywateli. Retencja danych została już podważona w Niemczech, Rumunii, Bułgarii, na Węgrzech i – teraz – w Czechach.

Nad Wełtawą...

Czeskie prawo nakazujące zatrzymywanie danych o komunikacji obywateli było – tak jak analogiczne polskie przepisy – wynikiem implementacji unijnej dyrektywy. Jednak różnica w jakości polskiego i czeskiego prawa jest zasadnicza.

W Czechach czas przechowywania danych był ograniczony do sześciu miesięcy, a dostęp służb wywiadowczych i policji uzależniony od zgody sądu. Zgodnie z celem dyrektywy dane były też gromadzone tylko na potrzeby prewencji antyterrorystycznej. W Polsce analogiczne dane są przechowywane przez dwa lata, udostępniane policji i służbom bez kontroli sądu lub prokuratora (często na zasadzie elektronicznego interfejsu) i wykorzystywane we wszelkich sprawach kryminalnych, a nawet procesach cywilnych (np. rozwodowych).

Tę różnicę w czeskim i polskim podejściu do wykorzystywania danych telekomunikacyjnych widać doskonale na liczbach. W ubiegłym roku w Czechach dane o komunikacji obywateli zostały przekazane służbom i policji przez operatorów w 87 tysiącach przypadków. W Polsce mieliśmy 1 382 521 udostępnień. To porównanie – oczywiście przy uwzględnieniu różnicy w liczbie mieszkańców – mówi samo za siebie. Mimo że dostęp do danych o komunikacji obywateli był dość mocno ograniczony, a ilość przypadków, w których z nich skorzystano, nie była szokująca, Czesi uznali, że retencja narusza ich podstawowe prawa.

Poprzednia
1 2

Przeczytaj więcej o:  esemes, internet, ochrona danych osobowych, prawo, telekomunikacja

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Adwokaci dołączają do protestów przeciwko ACTA

Porozumienie ACTA jest zbyt ogólne i niejasne, co może prowadzić do istotnych ograniczeń wolności słowa oraz nadmiernej ingerencji w prawa jednostki - uważają adwokaci z ORA w Katowicach >>