Śledczy sprawdzą nepotyzm w PO

aktualizacja: 12.09.2012, 20:15

Prokuratorzy zbadają sprawę domniemanej korupcji gorzowskich działaczy PO przy obsadzaniu stanowisk w ANR

Chodzi o doniesienie, które złożył w lipcu Marek Surmacz, b. wiceszef MSWiA, doradca ds. bezpieczeństwa prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, obecnie gorzowski radny PiS. Napisał wówczas do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta wniosek o zbadanie konkursu na szefa gorzowskiego oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych. I roli, jaką mieli w niej odegrać ważni działacze PO, włącznie z szefową lubuskiej PO, posłanką Bożenną Bukiewicz.
- To była bardzo głośna sprawa, ale nigdy nie została wyjaśniona pod kątem karno-prawnym, nikt nie poniósł konsekwencji i w końcu przyschła - mówił wówczas „Rz" Surmacz. A dziś dodaje: - Wiele wskazuje na to, że mieliśmy do czynienia nie tylko z łamaniem standardów, ale też z nadużyciem władzy i korupcją.
Sprawa sięga 2008 r. Po wygranych przez Platformę wyborach stanowisko stracił wieloletni szef gorzowskiego oddziału ANR. Następcę miał wyłonić konkurs rozpisany wiosną 2008 r., do którego stanął m.in. Tomasz Możejko, wtedy sekretarz lubuskiej PO, obecnie przewodniczący sejmiku województwa. Możejko, wówczas nauczyciel historii ze Świebodzina, choć miał dwóch kontrkandydatów (m. in. radcę prawnego ANR), uchodził za faworyta - jak pisała wtedy lokalna prasa, był „zaufanym człowiekiem poseł Bożenny Bukiewicz", a poza tym „o obsadzie tego stanowiska miała decydować PO, a nie PSL".
Spekulacje te okazały się prorocze, bo choć w pierwszym podejściu Możejko odpadł z gry (komisja odrzuciła wszystkich kandydatów, uznając, że nie mają wystarczających kwalifikacji na to stanowisko), to szefem gorzowskiej ANR ostatecznie został, bo konkurs szybko powtórzono. Rok później Możejko zatrudnił na stanowisku kierowniczym Mirosława Bukiewicza, męża szefowej gorzowskiej PO. - Nie mam wątpliwości, że konkurs był ustawiony i że nie mogło się to odbyć bez politycznego oparcia w lokalnej nomenklaturze PO mówi.
Sprawa już 4 lata temu wywołała kontrowersje, badała ją Julia Pitera, minister ds. przeciwdziałania korupcji. Na jaw wyszło, że na Bukiewiczu, który prowadził biuro nieruchomości, ciąży sądowy wyrok o odszkodowanie w sporze z b. klientem. I że po kontroli wewnętrznej Możejce odebrano pełnomocnictwo do decydowania o sprawach personalnych (gdy o gorzowskiej ANR zrobiło się głośno, zabroniono mu przedłużać umowę z mężem posłanki, tymczasem ten, wbrew zakazowi, podpisał ją na czas nieokreślony).
W lipcu, gdy doniesienie Surmacza trafiło do Prokuratury Generalnej, Tomasz Możejko uznał, że to „polityczne bicie piany". I że „Surmacz ma nikłą wiedzę o przepisach". A poseł Bożenna Bukiewicz zagroziła, że jeśli Surmacz jej nie przeprosi za „publiczne opluwanie", poda go do sądu. Do dziś jednak nie złożyła pozwu. - Pan Surmacz chce zbić na tym kapitał polityczny, bo myśli o starcie na prezydenta Gorzowa - mówi „Rz" posłanka. - Moi prawnicy orzekli, że z pozwem musimy poczekać na decyzje prokuratury.
Andrzej Seremet odesłał sprawę do zbadania przez prokuraturę w Gorzowie, ale ta się wyłączyła (podobnie jak w innej głośnej sprawie dot. tzw. martwych dusz w PO). Ostatecznie wątki rozdzielono i rozrzucono po kraju. Podejrzenie o łapownictwo czynne i bierne bada prokuratura w Koszalinie, a wątek ustawienia konkursu w gorzowskiej ANR - prokuratura Warszawa-Praga. Surmacz uważa, że rozdzielenie wątków nie służy rzetelnemu wyjaśnieniu sprawy. - Mam nadzieję, że się mylę i nie jest to sposób na rozmycie gorzowskiej afery mówi.

POLECAMY

KOMENTARZE