Autosalon w Paryżu
Chiński BYD zaatakuje Europę
Dwa lata temu chiński producent aut BYD kopiował z zacięciem auta BMW, z logo włącznie. Dzisiaj to zupełnie inna firma. Za partnerów ma Volkswagena i Daimlera, a jej akcjonariuszem jest Warren Buffet
Teraz zamierza ze swoim autem elektrycznym E6 podbić rynek europejski. Na razie pojazd przechodzi testy w Danii, ale z powodzeniem jego prototypy jeżdżą po Pekinie, gdzie testują je pracownicy firm państwowych i taksówkarze. Wiadomo, że po jednorazowym doładowaniu akumulatora E6 jest w stanie przejechać ponad 300 kilometrów. To więcej, niż którekolwiek z aut elektrycznych konkurencji, które w najbliższym czasie mają pojawić się na rynku.
Nie jest też znana jego cena, koszt wyprodukowania, to 40 tys. dol. BYD musi również w Europie zbudować sieć dilerów. Na razie przeprowadził rozmowy w 10 krajach. W Polsce najbardziej prawdopodobnym importerem wydaje się Pol-Mot.
Na przyszłość plany BYD są ściśle kreślone : największy producent w Chinach w 2015 r., największy na świecie w dziesięć lat później.
Pożegnanie z bambusem i misiaczkami
Na razie BYD, który powstał zaledwie 7 lat temu i usadowił się w Shenzen , jest w stanie wyprodukować 450 aut rocznie. Daje mu to 6. miejsce na rodzimym rynku. Jego zeszłoroczna produkcja, to o 160 procent więcej, niż rok wcześniej, a przy tym rynek chiński, największy dzisiaj na świecie, wzrósł w tym czasie o 53 proc. do 13,6 mln.
Podczas trwającego do 14 marca Międzynarodowego Salonu Motoryzacyjnego w Genewie BYD podpisał z niemieckim koncernem Daimlerem umowę o współpracy, której efektem może być warte 100 mln dolarów joint venture zajmujące się produkcją aut elektrycznych.
Dyrektor generalny, Henry Li podczas konferencji prasowej nie ukrywał, że auta będą produkowane z przeznaczeniem na rynek chiński. Pan Li nie podkreślał wtedy jak wielką przyszłość będzie miała nowa firma. — To współpraca pomiędzy najstarszym producentem aut i najmłodszym. Pomiędzy firmą pochodzącą z kraju, który jest liderem światowej motoryzacji i krajem o największym rynku motoryzacyjnym na świecie - mówił Li. Prezes Daimlera także nie ukrywał korzyści, jakie ma szanse odnieść jego koncern. Tłumaczył,że w ten sposób Daimler wchodzi na potencjalnie największy rynek aut elektrycznych na świecie, gdzie istnieją wielkie miasta, a władze stawiają właśnie na ekologiczną motoryzację.
BYD jest jedynym producentem chińskim, który nie zrezygnował z udziału w wystawie w Genewie. Reszta Chińczyków jeśli już decyduje się konkurować ze światową czołówką, robi to chętniej w Detroit, ale też dyskretnie, po tym jak ich auta z tapicerką w misiaczki, albo bambusową wykładziną wnętrza raczej stały się powodem drwin. Auta chińskie nie były w stanie przejść z wynikiem pozytywnym większości testów bezpieczeństwa.
Wszystko, czego trzeba
- Jak na razie BYD robi wszystko, co powinien - twierdzi Han Weiqi, szanghajski analityk CSC Securities Hongkong. Jego zdaniem dobrym pomysłem jest przebicie się na rynki europejskie i amerykański.
— Tam popyt na auta z napędem elektrycznym będzie szybko rósł. Ale BYD musi wiedzieć, że konkurencyjność jego pojazdu będzie tam ostro testowana w sytuacji, kiedy już wkrótce pojawi się tam Leaf Nissana i elektryczne auto Peugeota/Citroena - mówi Weiqi.
Francuzi zamierzają rozpocząć sprzedaż pod koniec tego roku, a auto jest produkowane z wykorzystaniem technologii japońskiego Mitsubishi. Rynek amerykański Chińczycy chcą zaatakować już w tym roku. Jak powiedział prezes BYDa, Wang Chuanfu pierwsze pięciodrzwiowe E6 pojawią się tam jesienią.
Daimler nie jest jedynym partnerem BYDa w produkcji aut elektrycznych. W maju ubiegłego roku podobne porozumienie chiński producent podpisał z Volkswagenem, a jego efektem ma być wspólna produkcja aut hybrydowych oraz aut elektrycznych z akumulatorami litowymi.
Co do wielkiej ekspansji Chińczyków wątpliwości ma Jeremy Anwyl, szef firmy analitycznej Edmunds.com. — Od lat już mówimy, że chińska ekspansja na rynki światowe jest nieuchronna. Za każdym razem słyszymy to samo: pod koniec roku, albo w przyszłym roku. I jakoś nigdy dotąd chińskie plany nie były w stanie się zmaterializować - mówi.
To jednak nie znaczy - jego zdaniem - że chińskie firmy nie robią postępu. — Ich auta już nie wyglądają tak dziwacznie, są lepsze, tyle że to ciągle nie wystarcza, aby przebić się na któryś większy rynek, na przykład do USA . Nie można im jednak odmówić konsekwencji i uporu. A kiedy już się pojawią, będziemy świadkiem takiej samej rewolucji, jak to było wówczas, gdy 30 lat temu pojawili się Japończycy — dodaje.














