Wymiar Sprawiedliwości
Matka Magdy w monitorowanej celi
Katarzyna W., matka półrocznej Magdy z Sosnowca, której ciało odnaleziono w piątek, od poniedziałku przebywa w monitorowanej, trzyosobowej celi
W areszcie od początku podjęte zostały działania, które miały zapewnić bezpieczeństwo kobiety. Prokuratura zawiadomiła areszt śledczy o tym, że stan emocjonalny podejrzanej może być kiepski - poinformowała rzeczniczka katowickiej prokuratury okręgowej Marta Zawada-Dybek.
- Poinformowaliśmy, że sprawa, zarzut postawiony kobiecie, mogą powodować, że jej stan emocjonalny może być kiepski, dlatego trzeba podjąć szczególne kroki ochrony - dodała.
Zawada-Dybek poinformowała, że "prokuratura skierowała też pismo do aresztu śledczego z prośbą o informacje o tym co się zdarzyło w areszcie".
Na obecną chwilę brak jest podstaw do przedstawienia jakiegokolwiek zarzutu jakiejś innej osobie poza matką w śledztwie dotyczącym śmierci dziewczynki.
- Przy sprawie pracuje kilku prokuratorów, zaangażowane są duże środki ze strony prokuratury, przesłuchano kilkudziesięciu świadków; na wtorek nie jest planowane przesłuchanie ojca dziecka, ale taka konieczność może zajść w przyszłości - powiedziała Zawada-Dybek.
Przesłuchanie Rutkowskiego
Krzysztof Rutkowski stawił się w katowickiej prokuraturze, by zeznawać jako świadek w śledztwie dotyczącym śmierci Magdy. Biuro detektywistyczne, w którym udziałowcem jest Rutkowski, było zaangażowane w poszukiwania dziewczynki.
Udział Rutkowskiego w sprawie i nagranie kobiety wzbudziło wiele kontrowersji. Sprawa została przekazana gliwickiej prokuraturze. Pierwszy wątek postępowania dotyczy art. 245 kodeksu karnego, czyli użycia przemocy lub groźby bezprawnej w celu wywarcia wpływu na świadka, kolejny - niepowiadomienia organu prowadzącego postępowanie karne o zawarciu umowy związanej z tym postępowaniem. Trzeci dotyczy świadczenia usług detektywistycznych i wykonywania czynności zastrzeżonych dla organów i instytucji państwa.
Zaangażowanie biura detektywistycznego Rutkowskiego analizuje też MSW. Policja sprawdza, czy ktoś z funkcjonariuszy zaangażowanych w poszukiwania dziewczynki mógł przekazywać Rutkowskiemu informacje.
Choć spółka, w której Rutkowski jest udziałowcem, ma koncesję zarówno na usługi detektywistyczne, jak i związane z ochroną osób i mienia, realizowane w formie bezpośredniej ochrony fizycznej, sam Rutkowski nie ma licencji detektywa. Cofnął mu ją w czerwcu 2009 roku ówczesny komendant wojewódzki policji w Łodzi.
Przed wejściem na przesłuchanie po raz kolejny skrytykował pracę policji i oświadczył, że sam w tej sprawie nie ma sobie nic do zarzucenia.
- Informacje, które w dniu wczorajszym przekazał komendant główny policji (...), są to informacje mijające się z prawdą (...). Sądzę, że pan komendant główny jest oszukiwany przez swoich podwładnych i przekazywane mu są nieprawdziwe informacje - powiedział Rutkowski.
Stanowczo zaprzeczył, by on sam lub jego współpracownicy utrudniali policji kontakty z rodziną Katarzyny W.; uważa to za pomówienia. Rutkowski twierdzi, że jedynie "koordynował" kontakty z dziennikarzami i "opiekował się" rodziną.
Cena z monitoringiem
Kobietę przeniesiono do innego pomieszczenia po tym, jak współosadzona powiadomiła strażników, że matka Magdy być może wypiła płyn do zmywania naczyń. - Mówimy o incydencie, nie kwalifikujemy tego absolutnie jako próby samobójczej tym bardziej, że nawet nie mamy potwierdzonej wiadomości, czy rzeczywiście cokolwiek Katarzyna W. spożyła - powiedziała Sałapa. Służba Więzienna dementowała te doniesienia.
Do osadzonej zostało wezwane pogotowie, ale Katarzyna W. ani nie potwierdziła, że cokolwiek wypiła, ani nie przyjęła węgla, którzy lekarz chciał jej podać profilaktycznie. Rzeczniczka SW poinformowała, że już w momencie przyjęcia do aresztu Katarzynie W. założono tzw. kartę osadzonego zagrożonego samobójstwem.
Według relacji Sałapy kobieta obecnie czuje się dobrze. - Nie bardzo chce rozmawiać, aczkolwiek w celi funkcjonuje dobrze, spożywa posiłki - powiedziała rzeczniczka.
Półroczna Magda zaginęła 24 stycznia. Początkowo jej matka utrzymywała, że dziewczynka została porwana. W sprawę zaangażował się Krzysztof Rutkowski. To on w miniony czwartek nagrał swoją rozmowę z kobietą, podczas której powiedziała mu, że dziecko zginęło w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Katarzyna W. zeznała, że dziecko miało upaść na podłogę i uderzyć o próg w mieszkaniu. W piątek wieczorem - już policjantom - pokazała miejsce ukrycia zwłok niemowlęcia.















