Boks
Menedżer Chisory jest Polakiem. "Kliczko prowokował"
Urodzony w Zimbabwe Dereck Chisora dostał szansę walki o mistrzowski pas po zaledwie pięciu latach kariery. Wcześniej pracował jako kierowca w Londynie. Woził m.in. polskich piłkarzy
Chisora w sobotę przegrał walkę z Witalijem Kliczką o mistrzostwo świata WBC wagi ciężkiej.
W Monachium przegrał na punkty, ale głośno było o nim z innych powodów - podczas ceremonii ważenia spoliczkował Ukraińca, a tuż przed pierwszym gongiem napluł mu w twarz. Z kolei na konferencji prasowej pobił się z rodakiem, byłym czempionem federacji WBA - Davidem Hayem.
Pochodzący z Polski agent Chisory, Jerzy Kopiec na co dzień zajmuje się współpracą z piłkarzami. Prowadzi interesy m.in. Dawida Janczyka, Jakuba Rzeźniczaka i Mateusza Możdżenia. - Osiem lat temu zaczęliśmy pracować razem dla jednej z londyńskich agencji sportowych. Często się widywaliśmy, rozmawialiśmy, szybko złapaliśmy dobry kontakt. Dereck zaczynał wtedy przygodę z amatorskim boksem - wspomina Kopiec.
- Dereck spróbował swych sił w profesjonalnym pięściarstwie, a ja mając już wtedy niezłe kontakty na Wyspach Brytyjskich powiedziałem, że może na mnie liczyć i chętnie mu pomogę. Jego promotorem jest znany miłośnikom boksu Frank Warren, a ja jestem agentem-doradcą na pozostałym terenie Europy i Ameryki. Chisora konsultuje się ze mną w wielu sprawach, w tym najważniejszych, czyli finansowych. Rozmawiamy też o wyborach kolejnych rywali, choć nie uważam się za eksperta - mówi agent.
Zdradza, że Chisora był kierowcą zanim zajął się profesjonalnie boksem. - Zajmowałem się futbolem, do Anglii przylatywali młodzi Polacy, np. Dawid Janczyk i Filip Modelski, a Dereck w roli kierowcy jeździł po nich na lotnisko, a potem transportował na testy, treningi, sparingi, itd. Wspólnie obejrzeliśmy wiele meczów, naprawdę zna się na piłce - zachwala.
Kopiec wraca do awantur, których bohaterem był jego podopieczny. - Na co dzień Dereck jest spokojnym, opanowanym i przede wszystkim bardzo inteligentnym człowiekiem. Ale im bliżej walki, tym bardziej się nakręca i można było się spodziewać, że przed pojedynkiem z Kliczką coś "wykręci". Oczywiście, było w tym wszystkim trochę show, ale nie można zapominać, że on nigdy pierwszy nie prowokuje - zapewnia.
Jego zdaniem to Ukrainiec sprowokował takie zachowanie Chisory przed kamerami. - Mało kto wie, że wcześniej Kliczko go prowokował. Ale Ukrainiec robi to bardzo sprytnie i wręcz po mistrzowsku, gdzieś na zapleczu, w ciszy. O tym się nie mówi - przekonuje.








