Narciarstwo
Przyjechały do Justyny
Dzisiaj pierwszy bieg Pucharu Świata w Polsce: sprint stylem dowolnym. Kowalczyk kontra Bjoergen
Korespondencja z Jakuszyc
Kiedyś w Zakopanem były pączki na pojednanie Svena Hannawalda z polskimi kibicami, a teraz w Szklarskiej Porębie – bukiet kwiatów dla Marit Bjoergen, od organizatorów, na ocieplenie atmosfery. – Cieszę się, pokażmy, jak to powinno wyglądać. Pamiętam, że podczas mistrzostw świata w Oslo rodzice Justyny stali przy trasie po kolana w śniegu i jeszcze im kazano zwinąć polską flagę. Będziemy inni – mówi trener Justyny Kowalczyk Aleksander Wierietielny.
Jakuszyce są po to, żeby się cieszyć. Po trzech z rzędu Kryształowych Kulach Justyna Kowalczyk wreszcie przestała być królową bez ziemi. Najlepsza biegaczka bez zawodów u siebie, to się właściwie w Pucharze Świata nie zdarza. Teraz wraca normalność.
– Jedziemy do Justyny – mówiła przed wyruszeniem do Polski Szwedka Anna Haag i taki jest nastrój na Polanie Jakuszyckiej. Co chwila ktoś podchodzi, chwali, że jest pięknie. – Dla mnie to najważniejszy moment w sezonie. Jedyne duże międzynarodowe zawody, w których startowałam w Polsce, to były mistrzostwa świata juniorów, właśnie tutaj. Ale wtedy byłam nastolatką, nie miałam szans na dobre miejsca, emocje były inne – mówi Justyna.
Wzruszenia wzruszeniami, ale na zwycięstwach też zależy jej tutaj bardziej niż gdziekolwiek indziej. Kwiaty dla Norwegii, żółta koszulka dla Polski – to byłby idealny scenariusz na weekend. Choć Justyna czeka przede wszystkim na sobotni bieg na 10 km stylem klasycznym ze startu indywidualnego, to dzisiejszy sprint stylem dowolnym może się okazać jednym z najważniejszych biegów sezonu. Jeśli Bjoergen, prowadząca w PŚ z przewagą 12 pkt, nie będzie w nim dużo wyżej niż Kowalczyk, Polka zrobi duży krok w stronę Kryształowej Kuli. Bo teraz zacznie się czas stylu klasycznego, następne biegi dowolnym – nie licząc łączonego w Lahti – będą dopiero w finale sezonu w Falun.








