Rozmowy sportowe
Niemcy naszym wzorem
Remigiusz Rzepka, fizjolog piłkarskiej reprezentacji Polski, o przygotowaniach do Euro 2012
Shade Forsyth, Amerykanin pracujący z drużyną Niemiec, to podobno pana znajomy?
Remigiusz Rzepka: Przyjaźnimy się od czterech lat.
Franciszek Smuda mówi, że chce zrobić wszystko tak samo jak Niemcy. Podpatruje pan pracę Forsytha?
Próbujemy naśladować kadrę Joachima Loewa w wielu aspektach. Trener Smuda ma jednak innych zawodników do dyspozycji. Obecnie w przygotowaniach do imprezy takiej rangi jak Euro nie może być mowy o improwizacji, a praca fizjologów ma olbrzymi wpływ na wynik. Moim zdaniem Loew, mając bardzo dobrych zawodników, potrafił zgrać ze sobą talent, dyscyplinę taktyczną i motorykę.
Ale cechy motoryczne to za mało, by wygrywać...
Jest to integralna część przygotowań, bardzo ważna. Nawet jeśli przeciwnik jest lepszy, będąc bardzo dobrze przygotowanym pod względem motorycznym, można wygrać. Tym bardziej w turnieju, kiedy kilka meczów trzeba rozegrać w krótkich odstępach czasu. Na pewno zagramy trzy spotkania, jeśli ostatnie nie będzie o pietruszkę i wystąpi w nim pierwszy skład, 11 – 14 najlepszych zawodników musi być przygotowanych do walki na całego od pierwszego do ostatniego gwizdka.
Jeśli ktoś w pierwszej połowie pomyśli sobie: "byle do przerwy" – jest przegrany, tak jak być może cała drużyna. Trzeba wypracować taką bazę, by mieć wewnętrzne przeczucie i świadomość świetnego przygotowania.
Taka wiara w siebie to praca psychologa. A Smuda mówi, że psychologa w kadrze nie będzie, bo w drużynie nie ma wariatów.
Trudno mi się wypowiadać o roli psychologa. Warto zapytać samych zawodników. Wie pan, jak to jest w piłce nożnej – nikt za bardzo nie chce się przyznać, że korzysta z takiej pomocy.
Ale nawet najlepiej przygotowany motorycznie zawodnik może dopiero podczas hymnu na otwarcie Euro zrozumieć, że 38 milionów ludzi wymaga od niego cudów. Drżące nogi chyba mogą zniweczyć pana pracę?
Dlatego lutowe spotkanie z Portugalią jest bardzo ważne. Będzie silny przeciwnik, największy polski stadion na Euro i wielka presja. Czasu mamy dużo, na pewno usiądziemy z piłkarzami i zastanowimy się nad potrzebą zatrudnienia psychologa i jego rolą.
Kiedy Niemcy przygotowywali się do mundialu w 2006 roku, piłkarze dostali od Juergena Klinsmanna karteczki ze zindywidualizowanym treningiem, który mieli wykonywać. Podobno robicie tak samo?
Tak. Większość zawodników dostała szczegółowe zalecenia. Jesteśmy w trakcie oceny stanu wszystkich piłkarzy i zadajemy im pracę domową. Czasami można wykonać ją podczas zajęć w klubie, częściej trzeba się przyłożyć samodzielnie. Nikt nie narzeka. Chodzi o kształtowanie siły, wytrzymałości specjalnej, czasami także o profilaktykę urazową. To nie tak, że wskazówki tego typu zaczęliśmy dawać kilka tygodni temu. Niektórzy od dawna wiedzą, że z korzyścią dla nich będzie powtarzanie pewnego rodzaju ćwiczeń w domu. To zapobiega kontuzjom, a my analizujemy postępy.
Testy wytrzymałościowe przed listopadowym meczem z Włochami (porażka 0:2) miały wpływ na grę piłkarzy. Nie dało się tego zrobić kiedy indziej?
Chciałbym trochę odmitologizować tamte badania. Pracuję z kadrą od marca 2011 roku. Wtedy właśnie zaczęliśmy przeprowadzać różne testy motoryczne, począwszy od zgrupowania w Grodzisku Wielkopolskim. Sprawdzaliśmy szybkość, skoczność. Później, w czerwcu, kontynuowaliśmy ocenę na zajęciach w Józefowie i Sulejówku. W ciągu roku do drużyny dołączyło kilku zawodników, jak Damien Perquis, którzy przechodzili ocenę w Gdańsku od początku. We Wrocławiu mieliśmy do dyspozycji bieżnię i kilka skomplikowanych urządzeń, które pozwoliły nam na badania wydolnościowe. Przygotowujemy drużynę do turnieju, a nie na mecz z Włochami. Przegraliśmy tylko spotkanie towarzyskie.








