Opinie

Prawo przeciw sześciolatkom

Monika Brzozowska
rp.pl
Opieranie polityki oświatowej na przekonaniu, że nauczyciel poradzi sobie nawet z kiepskim prawem, jest absurdalne - zauważa prawniczka
Do 2014 r. rodzice sześciolatków mają wybór - mogą wysłać dziecko do szkoły lub pozostawić je w przedszkolu. Teoretycznie wszystko jest proste. Niestety ustawa pełna jest luk prawnych, których Ministerstwo Edukacji albo nie przewidziało, albo nie naprawiło, albo – być może - nie wie jak naprawić.

Złe skutki

„Jasiu, co robiłeś w przedszkolu? Nic, mamo, nudziłem się, przerabiamy ten sam program co w zeszłym roku". Fikcja? Niestety nie. Podstawa programowa dla przedszkolaków (obecnie pięcio- i sześcioletnich) jest bowiem taka sama i nie uwzględnia faktu ponownego wyboru przedszkola zamiast szkoły. Co to oznacza w praktyce? Przykład: W roku szkolnym 2011/2012 Jaś mający pięć lat realizował obowiązkowe wychowanie przedszkolne. Grupa przedszkolaków liczyła 17 osób. W 2012 r. rodzice 10 przedszkolaków z grupy Jasia postanowili o posłaniu dzieci do szkoły. Mama Jasia uznała, że syn pozostanie w przedszkolu. We wrześniu 2012 r. Jaś znowu jest więc w przedszkolu. Do grupy dołączyło 10 pięciolatków. Czego w nowym roku powinien się nauczyć - tego samego co w 2011 r. Dlaczego? Dlatego, że podstawa programowa pozostanie taka sama.
Warto przypomnieć, że podstawa programowa - zgodnie z ustawą - to „obowiązkowe zestawy (...)  treści nauczania, w tym umiejętności, opisane w formie (...)  szczegółowych wymagań dotyczących wiedzy i umiejętności, które powinien posiadać uczeń po zakończeniu określonego etapu edukacyjnego (...)". Czyli mały Jaś po raz kolejny będzie musiał wiedzieć np., „o czym mówi osoba zapowiadająca pogodę w radiu i w telewizji, np. że będzie padał deszcz, śnieg, wiał wiatr", jakie „rośliny i zwierzęta występują w różnych środowiskach przyrodniczych, np. na polu, na łące, w lesie". Będzie musiał ponownie nauczyć się  „określania kierunków oraz miejsca na kartce papieru", a także będzie - po raz kolejny - uczył się „wymieniać imiona i nazwiska osób bliskich", wskazywać, „gdzie pracują, czym się zajmują", wskazywać „nazwę miejscowości, w której mieszka, instytucje, które się tam znajdują", po raz kolejny będzie uczony, że mieszka w Polsce, której stolicą jest Warszawa, godłem jest orzeł biały, flaga państwowa ma dwa kolory, a hymn Polski rozpoczyna się od słów „Jeszcze Polska nie zginęła". Dzieci, których rodzice skorzystali z wyboru i pozostawili je w przedszkolu w wieku sześciu lat, są uczone na poziomie zaniżonym w stosunku do swojego poziomu rozwoju. Stanowi to naruszenie ich praw zapisanych w dokumentach takich jak Konwencja Europejska o Ochronie Praw Człowieka, Konwencja o Prawach Dziecka, Karta Praw Podstawowych UE. Polska winna przestrzegać aktów prawnych, które ratyfikowała. Zgodnie z art. 2 Protokołu nr 1 do Konwencji Europejskiej o Ochronie Praw Człowieka "nikt nie może być pozbawiony prawa do nauki". Oczywiście, program może być modyfikowany przez nauczyciela do potrzeb dziecka, co podkreślają przedstawiciele MEN. Jednak opieranie polityki oświatowej na przekonaniu, że nauczyciel poradzi sobie nawet z kiepskim prawem, jest absurdalne, a praktyka szkolna ostatnich trzech lat pokazuje, że złe prawo przynosi złe skutki, z wielką szkodą dla małych uczniów.

Wybór w jedną stronę

Tak jak traktat lizboński nie przewiduje prawnej możliwości opuszczenia przez unijne kraje strefy euro unii walutowej, tak reformator oświaty nie przewidział możliwości powrotu sześciolatka ze szkoły do przedszkola. <$>Jeśli rodzic zadecyduje, że sześciolatek 1 września 2012 r. rozpocznie edukację szkolną, to nawet jeśli dziecko sobie nie poradzi, musi pozostać w szkole. Przepisy wskazują bowiem, że jeśli tylko złożony zostanie wniosek rodziców, dyrektor ma obowiązek dziecko do szkoły przyjąć. I dyrektor takiej decyzji - nawet gdyby chciał - zmienić nie może. I to nawet jeśli zagrożone będzie dobro dziecka. Nie będą mieć tu zastosowania przepisy kodeksu postępowania administracyjnego o uchyleniu czy zmianie decyzji ostatecznej (art. 154 lub 155 kpa) z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że dyrektor w ogóle nie wyda decyzji administracyjnej w tej sprawie przyjęcia sześciolatka. Skoro nie wydaje decyzji, nie może zmienić czy uchylić czegoś, czego nie ma. Nawet jednak gdyby uznać, że per analogia<$> stosuje się przepisy kpa(kodeks postępowania administracyjnego), to dla sześciolatków, które pójdą do szkoły 1 września 2012 r., i tak nie będzie mieć zastosowania procedura uchylania/zmiany decyzji. Procedura ta bowiem jest właściwa tylko dla decyzji uznaniowych (czyli wtedy gdy dyrektor mógł przyjąć, a nie musiał przyjąć szesciolatka do szkoły). Dla decyzji związanych (tzn. tam gdzie nie ma uznaniowości) nie ma też trybu zmiany lub uchylenia decyzji. I to nawet wtedy, gdy stoi za tym słuszny interes sześciolatka. Podsumowując: w świetle obowiązujących przepisów nie będzie – od 1 września 2012 r. – możliwości cofnięcia dziecka do zerówki lub przedszkola. Czy to jest wybór - należy ocenić samemu...

Przymusowe wagary

Jest jeszcze jeden punkt, na który warto zwrócić uwagę, czyli tzw. legalne czy też ustawowe wagary sześciolatków, o czym "Rzeczpospolita" już informowała. Przykład: mała Ania w 2011 r. została - zgodnie z ustawą - objęta rocznym obowiązkiem przedszkolnym. W 2012 r. rodzice postanowili, że zostanie w przedszkolu. Tyle tylko, że obowiązkowe w Polsce jest jedynie roczne przygotowanie przedszkolne. A co jeśli się okaże, że dla naszej Ani nie ma w przedszkolu ani w zerówce miejsca? Gmina może bowiem uznać, że obowiązkowe jest jedynie roczne przygotowanie przedszkolne w wieku pięciu lat. Dlaczego? Dlatego, że obowiązkowe w Polsce jest tylko trwające jeden rok przygotowanie przedszkolne. Wychowanie przedszkolne zaś nie jest obowiązkowe. Po odbyciu rocznego przygotowania przedszkolnego (obowiązku) sześciolatek będzie miał jedynie „prawo do kontynuowania wychowania przedszkolnego". Ustawodawca musiałby wyraźnie wskazać obowiązek kontynuowania rocznego przygotowania przedszkolnego. A ponieważ wychowanie przedszkolne nie jest obowiązkowe, sześciolatek będzie jedynie mógł, a nie musiał, być przyjęty do przedszkola lub zerówki.

***

Przykłady, które podałam, to nie abstrakcyjne rozważania. Do Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców każdego tygodnia zgłaszają się rodzice dzieci pokrzywdzonych na skutek przywołanych błędów i luk prawnych. Jestem gotowa na dyskusję z każdym pracownikiem MEN, każdym prawnikiem i ekspertem ministerstwa, który pracował lub pracuje nad ustawą. Jeśli ktokolwiek będzie chciał obalić moje tezy i interpretacje i przekonać mnie, że się mylę, że racjonalny ustawodawca przewidział i uregulował wszystkie stany faktyczne, o jakich piszę - pozostaję do dyspozycji. Autorka jest adwokatem i pełnomocnikiem Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców, mamą siedmioletniego i dwuletniego dziecka
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL