REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Komentarz

Komentarz

Nikt nie ma monopolu na rasizm

Piotr Gillert 02-09-2009, ostatnia aktualizacja 02-09-2009 21:13
Piotr Gillert
źródło: Fotorzepa
Piotr Gillert
Redakcja poleca:

Mianem rasistowskiej określiły władze Republiki Południowej Afryki decyzję kanadyjskiego sądu o udzieleniu azylu białemu obywatelowi RPA. Brandon Huntley tłumaczył się, że nie mógł wrócić do rodzinnego kraju, bo był tam już siedmiokrotnie atakowany przez Murzynów z racji koloru skóry.

Jego opowieść brzmi bardzo znajomo: w wielu krajach świata istnieją diaspory Afrykanerów, którzy boją się wrócić. Jaką cenę przychodzi im płacić za grzechy swych przodków, najlepiej opisuje w swej budzącej dreszcze prozie noblista J.M. Coetzee: gwałty, pobicia, napady, morderstwa.

Ale zdaniem rządu RPA zdominowanego przez czarną większość to władze w Ottawie zachowały się po rasistowsku, dając Huntleyowi azyl – tak jakby rasizm w drugą stronę, wobec białego, zwyczajnie nie był możliwy. Właściwie wszyscy przywykliśmy do tego, że mówiąc „rasizm”, myślimy o uprzedzeniach białych wobec czarnych, ewentualnie Arabów lub Cyganów. Przejawem tego myślenia jest mówienie o „wstecznym rasizmie”, tak jakby istniała jedna podstawowa forma tego zjawiska (biali przeciw czarnym), a wszystkie inne były jedynie formami pochodnymi, pobocznymi, rzadszymi. Tymczasem uprzedzenia rasowe są tak powszechne jak wirusy grypy.

Mieszkając przez pięć lat w Chinach, zdążyłem się przyzwyczaić do tego, że biali traktowani są przez lokalną ludność jako przygłupi naiwniacy o brzydkich rysach twarzy i zbyt spiczastych nosach – przez co stanowią wdzięczny cel oszustw wszelkiej maści handlarzy. Z kolei w Waszyngtonie wystarczyło mi wjechać przypadkiem do murzyńskiej dzielnicy, by się przekonać, jak ciężkie może być spojrzenie tamtejszych mieszkańców. Rasizm nie zna granic – leżał u podstaw zbrodni japońskich najeźdźców wobec narodów Dalekiego Wschodu w pierwszej połowie XX wieku, kryje się za sposobem, w jaki Arabowie traktują Hindusów czy Pakistańczyków. Jego formą są także nasze, polskie uprzedzenia wobec „innych”: czarnych, śniadych, skośnookich. A nawet autosegregacja amerykańskich Murzynów wedle odcienia skóry.

Rasizm ma wiele barw i odcieni, przez co często trudno go rozpoznać. Jedno jest pewne: nikt nie ma na niego monopolu.

blog.rp.pl/gillert

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Pietryga: Internet – twardy orzech do zgryzienia dla Tuska

Konsultacje rządu z internautami nie przyniosły chyba spodziewanego efektu. >>