Komentarz
Skutki wielu lat „pedagogiki hańby”
Obecne polskie władze, jeśli rozumieć pod tym mianem zarówno ośrodek premierowski, jak i prezydencki, są dość aktywne na polu szeroko rozumianej polityki historycznej.
Zbudowano Muzeum Powstania Warszawskiego, trwają przygotowania do budowy Muzeum Historii Polski i Muzeum II Wojny Światowej.
A na antypolskie wyskoki w prasie zachodniej i antypolską strategię mediów rosyjskich polska dyplomacja zaczęła w końcu ostro reagować.
Pomimo to ogromna większość Polaków uważa, że władze ich państwa niewystarczająco dbają o upowszechnienie wiedzy o udziale Polski w II wojnie światowej. Taka opinia niektórych może dziwić, wręcz szokować.
Da się jednak ją zrozumieć, jeśli zdamy sobie sprawę, że opinia społeczna w sprawach tak abstrakcyjnych i niebędących na co dzień przedmiotem zainteresowania przeciętnego zjadacza chleba, zwykle nie jest efektem analizy konkretnych faktów z ostatniego okresu. Kształtuje się także pod wpływem nie do końca zwerbalizowanych komunikatów wypływających z dominujących medialnie i intelektualnie ośrodków przez czas znacznie dłuższy. Przez cały okres życia dominującej w danym momencie generacji.
A przez cały okres aktywnego życia średniego i młodego pokolenia Polaków w medialnym przekazie, w mainstreamie życia intelektualnego dominowało zjawisko, określone – może nieco przesadnie – mianem „pedagogiki hańby”.
Nurt, którego założeniem było podkreślanie polskich niedostatków, a nie polskich cnót. Polskich upadków, a nie polskich wzlotów. Polskich wstydów, a nie tego, czym Polacy mogliby się chlubić.
Lata dominacji takiej pedagogiki odkładają się w świadomości społecznej. Dlatego teraz „polskie władze” (bo takim, skądinąd nieprecyzyjnym, terminem operują autorzy sondażu) zbierają cięgi. Niezasłużone, jeśli chodzi o ośrodek prezydencki, i nie w pełni zasłużone, jeśli chodzi o ośrodek rządowy.
Bo wiele wody musi jeszcze upłynąć w Wiśle, zanim Polacy dostrzegą, że w porównaniu do lat 90. coś się zmieniło.
Że obecnie rządzący, niezależnie od tego, jak bardzo skłóceni są między sobą, stoją mniej lub bardziej jednoznacznie, ale po stronie polskiej dumy.















