REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Komentarz

Komentarz

Czy na pewno wszyscy jesteśmy Tybetańczykami?

Piotr Gabryel 27-03-2008, ostatnia aktualizacja 27-03-2008 19:39
Redakcja poleca:

Wszyscy jesteśmy Tybetańczykami. To znaczy: wszyscy – a ściślej prawie wszyscy – ludzie chcieliby, aby Tybet był wolny. I aby w warunkach wolności mogli żyć także Chińczycy oraz inne narody uciskane przez autorytarne reżimy.

Czy to oznacza, że Tybetańczykami są premier Polski Donald Tusk i prezydent Czech Vaclav Klaus, którzy już ogłosili, że nie zamierzają wziąć udziału w ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Pekinie, a Tybetańczykiem nie jest prezydent USA George W. Bush, który oświadczył, że na uroczystość inauguracji igrzysk poleci?

Ba, zanosi się na to, że Polska stanie na czele europejskiego frontu na rzecz wolnego Tybetu, próbując pozyskać dla tej inicjatywy inne kraje Unii. Oznaczałoby to ni mniej, ni więcej, że znaleźlibyśmy się w opozycji do innego globalnego obozu, któremu przewodzi Waszyngton. Obozu państw, które wezmą pełny udział w igrzyskach, czyniąc to albo ze strachu przed chińskimi sankcjami gospodarczymi, albo ze względu na przeświadczenie, że taka postawa przyniesie Tybetańczykom więcej dobrego. Prowadzi bowiem do dalszego rozhermetyzowania imperium.

Kto w tym sporze ma rację? Nie ulega wątpliwości, że rację moralną mamy my. Ale kto ma rację? Pewne jest jedno. Sprawa autonomii dla Tybetu już dawno byłaby załatwiona, gdyby setki milionów ludzi, którzy tak ochoczo składają nic ich niekosztujące deklaracje, jednego dnia po prostu przestali kupować chińskie produkty. Gdyby swe słowa poparcia dla Tybetu wsparli własnymi pieniędzmi, kupując towary droższe, wyprodukowane na przykład w Europie lub w USA. Tak się, niestety, nie dzieje.

Co oczywiście nie oznacza, że nie warto – wszelkimi rozumnymi sposobami – wpływać na władze Chin. Że nie warto na przykład zbojkotować ceremonii otwarcia igrzysk albo manifestować solidarność z Tybetańczykami. Albowiem oczywiście warto.

Najlepiej jednak byłoby to zrobić w taki sposób, żeby jak najwięcej zyskać dla Tybetu i jak najmniej stracić dla Polski. Co, niestety, dotychczas rzadko bywało naszą specjalnością.

Skomentuj na blogu

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Pietryga: Internet – twardy orzech do zgryzienia dla Tuska

Konsultacje rządu z internautami nie przyniosły chyba spodziewanego efektu. >>