Publicystyka
Wszyscy jesteśmy internautami
"Premier żyje w archaicznej epoce telewizji". "Kto to jest internauta? Użytkownik Internetu? Dżizas. A kto nim dzisiaj nie jest?" "Kto nabierze się na ten poniedziałkowy teatrzyk i pójdzie w nadziei, że wytłumaczy premierowi, jaki ten jest zły i głupi, okaże się zwyczajnym naiwniakiem" – o debacie w sprawie ACTA, zorganizowanej w Kancelarii Premiera, piszą blogerzy
Piotr Konieczny
http://niebezpiecznik.pl/
Takie oto zaproszenie otrzymaliśmy podwójnie; raz od Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, drugi raz od Kancelarii Prezesa Rady Ministrów:
(...) Spotkanie odbędzie się w poniedziałek 6 lutego, start o godz. 13.00 – uczestnictwo należy potwierdzić do 9.30... a nas zaprasza się w piątek. E-mailem. Wysłanym na firmowy adres. Po godzinie 18.30. Bez wskazania adresata z imienia i nazwiska. Wysoce niestosowne zachowanie. (...) Chętnie wezmę udział w merytorycznej debacie, ale takiej, która zostanie odpowiednio i z wyprzedzeniem zaplanowana: gdzie dostanę szansę na poznanie agendy przed startem (temat "Wolności i prawa w Internecie" można ugryźć z wielu stron) i odrobinę czasu na przygotowanie argumentów. Bo ja adwersarzy darzę szacunkiem, nawet tych, z którymi się nie zgadzam.
... chociaż, tak sobie myślę, że grając zgodnie z zasadami Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, powinienem poczekać do godziny 20.00 i wysłać do KPRM e-maila zapraszającego Pana Premiera do Krakowa, na wtorek, na godz. 18.00 – wtedy mam akurat chwilę. Kamer TV co prawda nie mogę zagwarantować, ale zrobimy streaming przez komórkę do Internetu, tak żeby Tkaczyk mógł zadać pytania z Wrocławia, a Vagla z Warszawy. Co Pan na to, Panie Premierze? Proszę o odpowiedź do poniedziałku, do 9.30. Przecież ta ACTA to ważna sprawa, nie można jej ignorować, poparcie tak szybko spada...
PS. Aha, ja na moje spotkanie zaproszę też internautki, bo w tych komputerach to nie tylko faceci "robią", Panie Ministrze.
Marek Jerzy Minakowski
http://minakowski.tek24.pl/
Premier żyje w archaicznej epoce telewizji. Dla niego ważne, że on chce się spotkać z ludem, lud mu będzie mógł zadać pytania, a on odpowie albo nie. I wszystko ma być na wizji.
Nie zgadzam się na to. Oczekuję poważnej, spokojnej dyskusji nie na hasła, ale na argumenty. Dyskusji, w której chodzi o odkrycie rozwiązania optymalnego, a nie o to, by w telewizyjny sposób przerzucać się słowami. W której chodzi o odkrywanie prawdy, a nie o doprowadzenie przeciwnika do kapitulacji. W dyskusji, w której każdy jest gotów do zmiany swoich założeń, jeżeli uzna, że są błędne.
My w Internecie taką dyskusję prowadzimy. Piszemy eseje w blogach, potem je komentujemy w tychże blogach, na Facebooku, na Twitterze, na forach dyskusyjnych. Potem piszemy kolejne eseje w swoich blogach, w których odnosimy się do tamtych esejów.
My niczego nie uzgadniamy w gabinetach czy na tajnych naradach, tu wszystko jest publiczne. Ale zarazem nie istnieje żadna grupa osób, która byłaby w stanie ogarnąć to wszystko. Internet jest siecią, wielką wielowymiarową siecią. Także siecią ludzi. Podobnie, jak sieć neuronów w mózgu. Założenie, że można wskazać kilkadziesiąt węzłów tej sieci, które będą reprezentować całość, jest z gruntu błędne.
Tak więc oczekuję, że jak premier chce się dowiedzieć czegoś, to niech czyta. Jak ma jakieś pomysły na nowe ustawy, to niech je opisze. My je wtedy skomentujemy, wytkniemy słabe punkty w miejscach, na których się znamy. Jak nas przekona, to przyjmiemy jego argumenty za swoje i będziemy powtarzać je innym.
To wszystko pod warunkiem, że będziemy widzieli, że p. premier nas słucha, a nie wykasowuje naszych komentarzy.
Jeżeli p. premier chce naprawdę prowadzić dyskusję, to niech przyjdzie do nas. To tutaj – na Facebooku, Twitterze, VaGla.pl i Salon24.pl/Tek24.pl, na Demotywatorach, Wykopie, YouTube i gdzie indziej – toczy się dyskusja, krążą argumenty, rodzą się idee i memy. W telewizji można najwyżej popatrzeć, jak dwóch polityków się pokazowo bije po głowach argumentami (choć mogliby też pięściami, na jedno by wyszło). Nie tędy droga.
Poza argumentem merytorycznym mam też argumenty formalne:
1. Pan premier jest urzędnikiem. On tam pracuje za moje pieniądze i ma robić to, do czego zobowiązał się przed wyborami.















