Publicystyka
Internet też musi się zmienić
Śmierć prasy papierowej nie będzie oznaczać triumfu społeczeństwa obywatelskiego. Słabe media w sieci i blogerzy nie będą bowiem w stanie skutecznie patrzeć władzy na ręce – uważa publicysta
Dziś narzeka się, w części słusznie, że dziennikarze nie patrzą, bo są uzależnieni od grup interesów. Ale największe dziennikarskie śledztwa były finansowane przez łebskich kapitalistów. Czekam na śledztwa blogerskie i jakoś ich nie widzę – co nie znaczy, że niektórzy blogerzy nie mogliby ich w przyszłości przeprowadzać. Gdyby poszli drogą profesjonalizacji.
Czas na dorosłość
Oczywiście, tam gdzie pojawiają się większe pieniądze, pojawiają się rozmaite linki, formy uzależnienia. Ale bez pieniędzy żadna poważniejsza twórczość nie była na dłuższą metę możliwa. Dziś internetowym autorom pojawianie się ich tekstów w różnych miejscach nie tylko nie przeszkadza, ale i daje satysfakcję. Gdyby były one przeliczane na kliknięcia, a te na zyski (choćby z reklam), spojrzenie mogłoby się zmienić.
Naturalnie owe reguły, o których piszę, nie muszą być aplikowane całej sieci. Na przykład narzucanie prawa prasowego prywatnym stronom "na własny użytek" to wręcz absurd.
Kontrola Internetu przez prawo i państwo uwikłana jest w sprzeczność. Wymaga gigantycznego nakładu sił i środków przy miernych rezultatach, to zauważył każdy.
Twierdzę jednak, że internetowa twórczość będzie się poddawała, a po części i będzie poddawana jakiejś regulacji, zapewne przy ożywionych sporach i sprzeciwach. To się będzie rodziło w bólach, których nie umiemy sobie wyobrazić, ale taka jest cena dorosłości. Naturalnie, kto nie będzie chciał dorosnąć, także będzie mógł dokonać takiego wyboru.
A jeśli takie ścieżki się nie pojawią, rola Internetu w dziele ulepszania świata będzie dużo mniejsza, a może nawet kontrowersyjna.
Autor jest publicystą "Uważam Rze" i portalu wPolityce.pl















