REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

ACTA jak za czasów inkwizycji

Robert Gwiazdowski 30-01-2012, ostatnia aktualizacja 30-01-2012 19:29

Nie sprzeczamy się o prawo własności, sprzeczamy się o umowę ACTA i szczególne zasady ochrony „prawa własności intelektualnej" — pisze prawnik i publicysta

W szkole na języku polskim irytowały mnie pytania nauczycielki przy okazji interpretacji jakiegoś utworu „co autor chciał przez to powiedzieć". Jak zwykle bywa dopiero po latach doceniamy mądrość starszych, przeciwko której buntowaliśmy się za młodu. Nauczyłem się bowiem czytać całość utworu, żeby próbować go interpretować.

Pan Redaktor Piotr Zaremba w czwartkowym (26 stycznia 2012) felietonie w „Rzeczpospolitej", podobnie jak wielu internautów komentujących mój środowy wpis, miał chyba mniej wymagających polonistów, bo w swojej interpretacji tego „co chciałem powiedzieć" na temat umowy ACTA, doszedł do całkiem fałszywych wniosków. Co więcej – skoncentrował się na moim krótkim „bryku" nie znając, zdaje się, utworu zasadniczego – czyli umowy ACTA. Na szczęście, w odróżnieniu od Adama Mickiewicza, jeszcze żyję więc mogę od razu napisać „co chciałem powiedzieć" i czego na pewno nie powiedziałem.

Nie powiedziałem, że nie ma czegoś takiego jak „prawo własności intelektualnej", ani że jestem przeciwny takiemu prawu. Powiedziałem, że „prawo własności intelektualnej" nie jest ważniejsze od „prawa własności" i nie ma powodu by to pierwsze chronić bardziej od drugiego, jak onegdaj bardziej chroniono „własność społeczną" niż „własność". Bo niestety argumenty obrońców „własności intelektualnej" przypominają argumenty obrońców „własności społecznej" w najgorszym wydaniu. W imię jej ochrony chcą oni poświęcić inne prawa materialne i procesowe z prawem wolności i równości wobec prawa na czele.

W umowie ACTA jest bowiem art. 12, który brzmi tak:

„Każda strona przyznaje swoim organom sądowym prawo zastosowania środków tymczasowych bez wysłuchania drugiej strony w stosownych przypadkach, a szczególności, gdy jakakolwiek zwłoka może spowodować dla posiadacza praw szkodę nie do naprawienia lub gdy istnieje możliwe do wykazania niebezpieczeństwo, że dowody zostaną zniszczone (...) Każda Strona przyznaje swoim organom sądowym prawo do podejmowania natychmiastowego działania w odpowiedzi na wniosek o zastosowanie środków tymczasowych..."

Kilka lat temu, gdy kupowałem nowego laptopa znany koncern  wprowadził właśnie na rynek nową wersję swojego oprogramowania! A ja wolałem zostać przy starej – bo się przyzwyczaiłem i uważałem, że była lepsza. Więc ją sobie zainstalowałem na nowym. Zgodnie z ACTA, na wniosek koncernu produkującego ten program, bez wysłuchania mnie, sąd ma mieć możliwość nakazania zabranie mi laptopa!

Sąd przecież nie wie, że starego już nie używam, a z treści licencji nie wynika bynajmniej, że jest ona ważna tylko i wyłącznie na czas jego funkcjonowania, więc skoro „funkcjonować" przestał to sąd powinien wysłuchać mojej argumentacji, że mogę software używać na innym hardware. Co więcej – sąd powinien przyjąć moje oświadczenie w tej sprawie, a skazać mnie jedynie wówczas, gdy druga strona wykaże, że jednak używam tego samego oprogramowania na obu laptopach.

Całkowicie legalnie kupuję płyty CD – i te nagrane, i „nośniki". Kupując jedne i drugie płacę tantiemy dla twórców. Tak, tak – nawet kupując nośniki płacę twórcom tantiemy i to także wówczas, gdy wykorzystuję je do nagrania na nich tego co sam napisałem, a nie tego co stworzyli twórcy! Nie śmieszne? Z płyty artysty, za którą zapłaciłem jedne utwory podobają mi się bardziej, inne ,mniej, a niektóre w ogóle. Więc chcę sobie zrobić składankę. Żeby ją zrobić muszę utwór z płyty CD nagrać na laptopa. Niestety na płycie CD jest napisane „kopiowanie zabronione"! Na wszelki wypadek jest nawet na niej oprogramowanie „antypirackie", które nie pozwala mi skopiować muzyki z płyty na laptopa, żeby potem znowu skopiować na inną płytę razem z innymi utworami i słuchać ich wszystkich w takiej kolejności jaka mi się podoba.

Po wejściu w życie zmian prawodawczych zapowiadanych w ACTA, posiadanie przeze mnie takowej płyty  stanowić będzie podstawę domniemania, że jestem piratem. I sąd, nie mając obowiązku wysłuchania moich racji, na wniosek koncernu, będzie musiał pozwolić mu wtargnąć do mojej chałupy, żeby zarekwirować komputer!

Poprzednia
1 2
rp.pl
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

Komentarze

Dodaj komentarz

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany Załóż konto|Zaloguj się

Pozostało znaków: 2500

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Szułdrzyński: O plemieniu zwanym Platformą

W tym tygodniu po raz kolejny zyskał lider "Solidarności" Piotr Duda. Szczerze mówiąc zyskiwał każdego dnia >>