REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Czy lewica wykorzysta efekt śniegowej kuli

Jacek Kucharczyk 12-07-2010, ostatnia aktualizacja 12-07-2010 17:30
Wielkość tekstu: A A A
dr Jacek Kucharczyk
źródło: Rzeczpospolita
dr Jacek Kucharczyk

Sukces Napieralskiego w pierwszej turze wyborów prezydenckich i walka o głosy lewicowego wyborcy, która odbyła się między Bronisławem Komorowskim a Jarosławem Kaczyńskim pokazują, że w Polsce elektorat lewicy nie tylko nie zanika, ale rośnie w siłę – pisze socjolog

Nadspodziewanie dobry wynik Grzegorza Napieralskiego w pierwszej turze wyborów prezydenckich ponownie rozbudził dyskusje na temat przyszłości lewicy w Polsce. Pojawiło się pytanie o to, na ile trwały jest kształt naszej sceny politycznej, która ukształtowała się po wyborach parlamentarnych w 2005 i 2007 roku. W wyniku tamtych wyborów dwie partie prawicowe – PO i PiS – zajęły niemal całą przestrzeń polityczną, spychając lewicę na pobocze.

Lewica mogła w tym układzie odgrywać od czasu do czasu znaczącą rolę, np. decydując o przyjęciu lub odrzuceniu prezydenckiego weta, ale jej główną troską były sondażowe słupki poparcia oscylujące w okolicach progu wyborczego. Uświadamiały one przywódcom lewicy, że po kolejnych wyborach kierowane przez nich formacje mogą zniknąć z parlamentu i stać się elementem folkloru politycznego, na podobieństwo różnych formacji prawicowych, a ostatnio także LPR i Samoobrony. Taki scenariusz był zresztą przewidywany przez niektórych analityków. Co więcej, część prawicowych publicystów uważała, że scena polityczna bez lewicy, podzielona pomiędzy liberalną i konserwatywną prawicę, w sposób bardziej „naturalny” odzwierciedla postawy i preferencje polityczne polskiego społeczeństwa, które jest o wiele bardziej konserwatywne i (rzekomo) mniej podatne na trendy kulturowe i społeczne, które ukształtowały scenę polityczną w krajach Europy Zachodniej.

Zgodnie z tymi teoriami, polska scena polityczna powinna docelowo ukształtować się na podobieństwo amerykańskiej, z jej podziałem na liberalnych demokratów i konserwatywnych republikanów. Pojawiły się nawet głosy, że taki jej kształt może zostać na dobre utrwalony poprzez wprowadzenie ordynacji większościowej, która wyeliminuje z Sejmu mniejsze partie – w tym SLD. W ten sposób bez lewicy polska polityka zdominowana i podzielona pomiędzy PiS i PO miała stać się dość paradoksalną realizacją idei POPiS. Zamiast wielkiej koalicji partii prawicowych mielibyśmy scenę polityczną, na której istniałaby jedynie prawica.

Odpychająca „republika proboszczów”

Sukces Napieralskiego w pierwszej turze wyborów prezydenckich i walka o głosy lewicowego wyborcy, która odbyła się między Bronisławem Komorowskim a Jarosławem Kaczyńskim, pokazują, że w Polsce elektorat lewicy nie tylko nie zanika, ale rośnie w siłę i zyskuje znaczenie polityczne.

Zarówno PiS, jak i Platforma mają problemy z przeciągnięciem na swoją stronę lewicowych wyborców. Okazało się, że prosocjalna retoryka Kaczyńskiego to za mało, żeby zatrzeć pamięć o projektach radykalnej lustracji czy dekomunizacji oraz o ideologii silnego państwa, które zwalcza patologie, nie przejmując się standardami państwa prawa czy łamiąc swobody obywatelskie.

Co więcej, wyborców lewicy odpycha od PiS jego sojusz z najbardziej reakcyjnymi siłami w Kościele katolickim, reprezentowanymi już nie tylko przez rozgłośnię Tadeusza Rydzyka, ale przez rozległą „republikę proboszczów”, która zaangażowała się w kampanię wyborczą Kaczyńskiego. Tak wiec zarówno ideologia IV RP, jak i sojusz z Kościołem pokazują, że kierowana przez Kaczyńskiego partia nie zdoła na dobre wchłonąć wyborców lewicowych, posługując się antyliberalną i prosocjalną retoryką.

Frustracja Platformą

Podobne, choć mniej oczywiste, problemy z trwałym przyciągnięciem elektoratu lewicy ma Platforma Obywatelska. Partia ta potrafiła dotąd dość skutecznie mobilizować centro-lewicowego wyborcę jako jedyna wiarygodna zapora przed populizmem Kaczyńskiego i innych sił na prawicy. Także polityka zagraniczna PO, nastawiona na wzmocnienie integracji europejskiej oraz pojednanie z sąsiadami, szczególnie Niemcami i Rosja, musi jawić się wyborcom centrolewicy jako nieskończenie bardziej atrakcyjna oferta od mocarstwowej retoryki PiS.

Mimo to przebieg kampanii prezydenckiej pokazuje, jak trudno było wyborcom o wrażliwości lewicowej oddać głos na Bronisława Komorowskiego, który dla wielu z nich uosabiał wartości raczej z XIX niż XXI wieku. Fakt, że nawet przyparty do muru spadającymi sondażami, Komorowski odmówił jednoznacznego poparcia postulatów lewicowych – parytetów, związków partnerskich czy legalnego i refundowanego z budżetu zapłodnienia in vitro – wydaje się wskazywać na coś więcej niż osobisty upór tego polityka.

Poprzednia
1 2
rp.pl
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Petru: Poszły konie po betonie

Dziś Polska wymaga sensownego i zaplanowanego wysiłku reformatorskiego – w duchu zapowiedzi premiera z exposé – po to, aby wejść na ścieżkę szybkiego wzrostu >>