REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Igrający z wyborcami

Jacek Kloczkowski 11-03-2010, ostatnia aktualizacja 11-03-2010 00:05
lider SLD Grzegorz Napieralski
autor: Piotr Wittman
źródło: Fotorzepa
lider SLD Grzegorz Napieralski
prezes PiS Jarosław Kaczyński
autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
prezes PiS Jarosław Kaczyński

Dywagując o koalicji z SLD, politycy PiS narażają się na zarzut skrajnego politycznego cynizmu. A przecież jeszcze nie udało im się zmazać plamy na honorze, jaką był sojusz z Samoobroną – pisze publicysta

Paru polityków PiS – o różnym znaczeniu w partyjnej hierarchii – poczęło znienacka roztaczać wizję potencjalnej koalicji z SLD. Nie wiadomo, czy tak ich ujęły występy posła Bartosza Arłukowicza w komisji hazardowej, czy chcą uchodzić za wiernych wyznawców Machiavellego, a może po prostu martwią się o Polskę i zrobią wszystko, aby wyrwać ją z rąk Donalda Tuska i jego kolegów z boiska. Na razie głównie swojej partii szkodzą.

Podważona wiarygodność

Straty są na razie niewielkie, bo i dyskusja na ten temat została rozdmuchana cokolwiek na wyrost. Zdecydowana większość liderów partyjnych, z Jarosławem Kaczyńskim na czele, jest bowiem zdecydowanie na „nie”. Nieliczni posłowie dywagujący o koalicji z SLD mają na razie moc sprawczą ograniczoną głównie do Twittera, a ci bardziej wpływowi spośród nich wypowiadają się w tej materii oględnie, przekonując, że alians z Sojuszem rozważają jak każdy inny scenariusz polityczny, wcale go nie pożądając.

W tym jest logika, której nie sposób zanegować w kategoriach czysto pragmatycznych – nigdy nie wiadomo, jak się rozwinie sytuacja polityczna, więc nie należy z góry odrzucać projektu bądź co bądź opartego na demokratycznych regułach gry i realizowanego w ramach parlamentarnych rozstrzygnięć. Ponadto skoro PiS był w koalicji z Samoobroną, dlaczego nie miałby się porozumieć z postkomunistami?

Czy politycy PiS proponujący sojusz z SLD już umawiają się na kolejne Manify z działaczami lewicy?

A jednak jest w tym wszystkim pewien szkopuł dla PiS, dość oczywisty, aż dziwne, że nienależycie – jak się zdaje – brany pod uwagę przez autorów tego scenariusza. Podważają oni – prawdopodobnie niechcący – wiarygodność swej partii, co w warunkach ostrego boju z Platformą trudno uznać za twórczy wkład w próby zniwelowania strat sondażowych.

Oczywiście w roku wyborów prezydenckich rozdrażnianie elektoratu SLD, gdy w drugiej turze trzeba będzie próbować go pozyskać, byłoby krokiem wielce nieroztropnym. Niemniej równie nieroztropne jest igranie z przekonaniami własnego elektoratu. PiS sporo przegrał na koalicji z Samoobroną, ale były to głównie straty wizerunkowe i w obrębie elektoratu obrotowego, który przepłynął z tego powodu do PO.

Partia Andrzeja Leppera była przez lata przeciwnikiem oczywistym, ale nie pierwszoplanowym. Zdeklarowani wyborcy PiS mogli przyjąć, że koalicja z nią jest koniecznością wynikającą z układu politycznego, jaki się wytworzył po wyborach 2005 r., a „zjedzenie” koalicyjnej przystawki jawiło się jako perspektywa bardzo prawdopodobna, długofalowo korzystna nie tylko dla PiS, ale i dla Polski. W przypadku koalicji z Samoobroną łatwiej więc było o racjonalizacje na użytek swego twardego elektoratu.

Razem na Manifę?

Walka z patologiami symbolizowanymi przez SLD była natomiast jedną z głównych osi projektu politycznego, zaproponowanego już przez PC, a z sukcesem rozwiniętego przez PiS. Póki więc SLD będzie partią broniącą układu biznesowo-towarzysko-kulturowego, opisywanego wielokrotnie – i krytycznie – w minionych latach przez wielu publicystów i politologów, nazywanego umownie postkomunizmem, póty porozumienie z nim będzie sprzeniewierzeniem się zasadom stanowiącym sam rdzeń tożsamości PiS.

Tu już nie chodziłoby tylko o przymykanie oczu na walkę postkomunistów o honor(?) generała Jaruzelskiego po krytycznym wobec niego programie w TVP czy o przechodzenie do porządku dziennego nad obroną ubeckich emerytur. Ceną za porozumienie z postkomunistami byłoby utrwalenie patologii państwa w wymiarze instytucjonalnym i gospodarczym, a także przekroczenie granic w ostrym sporze kulturowym (czy politycy PiS proponujący sojusz z SLD już się umawiają na kolejne Manify z działaczami lewicy?).

Co prawda liderzy PiS wygłaszali już czasem opinie, że rząd Tuska jest najgorszym rządem po 1989 r., zatem pozbawiali tego miana zaciekle przez siebie wcześniej krytykowane ekipy Leszka Millera czy Józefa Oleksego, ale można to złożyć na karb pragmatyki bieżącej walki politycznej, w której najsilniejsze ciosy zadaje się aktualnie najgroźniejszemu rywalowi. Zresztą także czołowi politycy PO przedstawiają niekiedy rządy braci Kaczyńskich jako najgorszy okres w III RP.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Blogerzy: Wszyscy jesteśmy internautami

"Premier żyje w archaicznej epoce telewizji". "Kto to jest internauta? Użytkownik Internetu? Dżizas. A kto nim dzisiaj nie jest?" – o debacie w sprawie ACTA piszą blogerzy >>