Publicystyka
Nie jestem wielbłądem
Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy nie chodzi tylko o pieniądze. Chodzi o to, że dzięki niej Polacy się jednoczą – pisze działacz charytatywny
Kiedy o 12 w nocy z 10 na 11 stycznia zakończyliśmy w Telewizji Polskiej kolejny, XVIII Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, wszyscy zmęczeni, ale pełni radości podziękowaliśmy sobie za ten szczególny dzień. Jak co roku mieliśmy lekkiego pietra, czy naród będzie z nami grał. Jak co roku dziennikarze i – podkreślam to – tylko dziennikarze zadawali nam uporczywie jedno pytanie: czy będzie rekord? Czy zbierzemy więcej niż rok temu?
A my cierpliwie i spokojnie tłumaczyliśmy – nie chodzi o rekordy, nie chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze. Chodzi o to, że setki tysięcy, miliony ludzi są razem z nami, razem ze sobą. Dzięki finałowi Polacy jednoczą się w dalekiej Kanadzie, w ciepłej Kalifornii, w zimnym Nowym Jorku, w 15 miejscach w Wielkiej Brytanii, na antypodach czy w ciepłych Atenach. Pretekstem jest finał Orkiestry.
Festiwal sponsorów
Krzysztof Świątek w poniedziałkowej „Rzeczpospolitej” (24 stycznia 2010 r.) swój artykuł zatytułował „Święto serca czy pieniądza”. Panie Krzysztofie, odpowiadam – serca! Pan natomiast uważa, że jest to święto wyłącznie pieniądza i wykłada Pan swoje tezy w artykule. Moja odpowiedź na to zamyka się w stwierdzeniu: „Jeszcze raz pragnę udowodnić, że nie jestem wielbłądem”.
Ks. Tischner powiedział mi kiedyś: – Panie Jurku, bez telewizji, bez mediów, bez reklamy zebrałby pan tyle, ile dziad pod kościołem
Zacznijmy od początku. Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy od 18 lat wszystkie pieniądze zebrane w ramach zbiórki publicznej, zwanej popularnie Finałem WOŚP, wydaje wyłącznie na zakup sprzętu medycznego dla polskich szpitali. Gdyby postępowanie fundacji było inne, nie spełniłaby ona warunków szczegółowo określonych przez ministra spraw wewnętrznych, które mówią o sposobie wydawania zebranych przez fundację pieniędzy. Najprościej mówiąc – gdybyśmy całości kwoty zebranej w zbiórce publicznej w dniu finału nie wydawali wyłącznie na sprzęt medyczny, nigdy nie otrzymalibyśmy zgody od ministerstwa na kolejny finał.
Panie Krzysztofie, przytacza Pan fragmenty bilansu opublikowanego na stronie internetowej fundacji. Jego czytanie (dokument ten liczy 83 strony) wymaga nie tylko umiejętności rozumienia dokumentu księgowego, ale także poprawnego jego odczytania. Same fragmenty tego dokumentu w żadnym wypadku nie oddają sytuacji rzeczywistej!
I tak – Przystanek Woodstock finansowany jest wyłącznie z pieniędzy pozafinałowych, które fundacja pozyskuje na ten cel m.in. od sponsorów. W 2009 roku byli to między innymi marka Lech Premium i serwis Allegro.pl. W swoim artykule stara się pan udowodnić, że kwota określająca koszt Przystanku jest zabierana z pieniędzy pozyskanych na sprzęt medyczny. Jest to nieprawda! Wystarczyło przeczytać to w bilansie albo – co jest o wiele prostsze, bo korzysta z tego sposobu bardzo wiele osób prywatnych i dziennikarzy profesjonalistów – zadzwonić do fundacji.
Zdecydowanie nietrafionym argumentem jest przytaczanie anonimowych opinii przeczytanych w Internecie, które budują niechęć do fundacji na podstawie absolutnie fałszywego przekazu. Pan ten przekaz powielił i jest to niegodziwe.
Musi Pan wiedzieć, że znalezienie sponsorów tego wydarzenia nie jest łatwe. Ale jaki jest jego rezultat! Tylko w zeszłym roku w festiwalu wzięło udział 460 000 osób, a wiele z nich honorowo oddało krew. Dzięki temu zebraliśmy 2357 litrów krwi, która już następnego dnia ratowała życie. Czy w tym kontekście ten festiwal według Pana jest za drogi? Bo już wyjaśniłem, skąd są na to pieniądze.
Cztery księgowe na 17 metrach
Wymienia Pan ludzi, których zatrudnia fundacja. Na powierzchni 500 mkw. pracuje 25 osób. To m.in. cztery księgowe, które tak Pana niepokoją. Ich codzienność to obsługa corocznej, kilkudziesięciomilionowej zbiórki pieniędzy. Liczenie, pokwitowanie, codzienny kontakt z bankiem, codzienna kontrola stanu finansów, kontrakty na sprzęt medyczny, które po 18 latach działania fundacji non stop są zawierane i realizowane. Sprzęt medyczny nabywamy nie tylko podczas przetargu, prowadzimy także mnóstwo pozaprzetargowych, jednostkowych zakupów urządzeń. Cztery księgowe? Bo tylko tyle może usiąść na 17 mkw.















