Publicystyka
Kaczyńscy nie ruszyli w pościg
Gęsicka to wybitny fachowiec i ma doskonałe publicity. Ale co z jej doświadczeniem politycznym? Bo jej poprzednik Gosiewski nie był wprawdzie Misterem Universum, ale politykę miał w małym palcu – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”
W dwóch poprzednich kadencjach Sejmu wśród polityków popularny był następujący dowcip: pani odpytuje dzieci o pracę ich rodziców. Dochodzi do Jasia. Zaczerwieniony i spocony chłopiec duka: „tata pracuje w klubie nocnym, gdzie na golasa tańczy przy rurze”. Wszyscy zszokowani milkną, tylko jeden z kolegów szepce do Jasia: „Powiedz prawdę. Czemu kłamiesz?”. Na co Jasio: „A co? Mam powiedzieć, że ojciec jest posłem Samoobrony?”.
Fajny chłop, ale ekscentryk
Pewien kulturalny i dobrze wykształcony poseł PiS opowiadał, że jeszcze rok temu ten dowcip mógłby odnieść do własnej sytuacji. Dziś po serii błędów Platformy ponoć jest znacznie lepiej. Ale i tak on w swoim inteligenckim środowisku nadal jest traktowany z pewnym dystansem – niby fajny chłop, ale ekscentryk, bo należy do PiS.
Jest to niewątpliwie element zjawiska społecznego, które niedawno opisał Rafał Ziemkiewicz, nazywając zespołem urojeniowym. Czyli postrzegania PiS jako bytu groźnego dla demokracji, swobód obywatelskich, także partii „obciachowej” i antyinteligenckiej. Fakt, że to obraz mocno zafałszowany, będący skutkiem dość skutecznej manipulacji. Ale jest też faktem, że wielu polityków PiS, łącznie z liderami, pracowicie przyczyniło się do wytworzenia tego wizerunku. Również jest społecznym faktem to, że miliony wyborców wierzą w ten obraz, a Prawo i Sprawiedliwość niewiele zrobiło dla jego demistyfikacji.
Trwałość tego w dużej mierze, lecz nie całkowicie, fałszywego wizerunku sprawia, że PiS buksuje w miejscu od czasu przegranych wyborów. Buksuje także dziś, gdy rządząca partia popełnia coraz więcej błędów, a rozdzierające ją spory zaczynają być znane opinii publicznej. Mimo to główna partia opozycyjna na razie w niewielkim zakresie korzysta ze zmieniającej się atmosfery.
Kaczyńscy na pewno nie ruszyli w pościg – jak dwa dni temu opisał nowy trend Igor Janke. Złapali więcej oddechu, uporządkowali wiele spraw wokół siebie, zaczęli korzystać z tego, że media im odpuściły, biorąc pod lupę Platformę. I tylko tyle, nie jest to zmiana rewolucyjna. W dużej mierze z winy liderów PiS i inercji tej partii, do której większość jej polityków z wygodą dla siebie się przystosowała.
PiS ma 20 – 25-procentowe poparcie w sondażach. Z zewnątrz wygląda to słabo. A od wewnątrz? Całkiem przyjemnie. Bo to znaczy, że prawie każdy poseł, także ten z ostatniego rzędu, ma zagwarantowaną reelekcję. Nie trzeba się o więcej starać, tylko o to, by to trwało.
Donosy na kolegów
Trwaj, chwilo – można sądzić, że tym kierują się śląscy posłowie PiS podgryzający od pewnego czasu Marka Migalskiego. Znany politolog był ostatnio jedynym ważnym akcesem do obozu braci Kaczyńskich, niewątpliwie wartością dodaną. Jednak dzięki swoim niesztampowym zachowaniom i sukcesowi wyborczemu okazał się konkurencją dla lokalnych działaczy, których nazwisk nawet nie warto wymieniać, bo i tak nie są znane opinii publicznej.
Zatem zaczęło się donoszenie na Migalskiego i monity, aby góra go zdyscyplinowała. Po części te zabiegi trafiły na podatny grunt, bo prezes partii też jakby wolał, by przedstawiciele PiS wypowiadali się w mediach według jednego wzorca. Nigdy kłopotów z powodu swoich medialnych wypowiedzi nie miał Marek Suski – skądinąd dumny z tego, że żyje źle z mediami. Częste natomiast reprymendy dostawały takie osoby, jak Paweł Poncyljusz i Paweł Kowal.
Równanie w dół i forowanie partyjnych aparatczyków nie jest przypadłością wyłącznie PiS. W Platformie też się tak dzieje, ale to partia Kaczyńskiego ma kłopot wizerunkowy.
PiS ciągle nie wyzwoliło się z syndromu pogodzenia się z tym, że będzie się mniejszością. Deklaracje wiary w zwycięstwo w ustach niektórych polityków są tylko rytuałem. Im dobrze z tym, że są funkcjonalnym odpowiednikiem – jak to kiedyś określił Marek Jurek – Francuskiej Partii Komunistycznej. Czyli ugrupowania, które cały czas ma swoje 20 proc. poparcia i żadnej szansy na rządzenie.
Wielu komentatorów – także Igor Janke – za rewolucyjne uznało ostatnie zmiany w PiS i otoczeniu prezydenta. Po prawdzie w PiS była tylko jedna znacząca zmiana – wymiana szefa klubu. Grażyna Gęsicka – „fachowiec, uosobienie inteligenckości, samodzielnie myśląca kobieta” (cytując Jankego) – ma odmienić partię na przedwyborczy czas. Istotnie Gęsicka, wybitny fachowiec, ma doskonałe publicity. Ale co z jej doświadczeniem politycznym i zdolnościami przywódczymi?















