Publicystyka
Gdyby Polska była satelitą III Rzeszy
Co by było, gdyby Polska odwróciła się od przymierza z Zachodem i została sojusznikiem Niemiec? Na krótką metę uniknęłaby zniszczenia państwa, a więc Auschwitz, Palmir, Katynia i deportacji na Sybir. Ale zostałaby satelitą III Rzeszy – pisze historyk
Ostatnio na portalu „Rzeczpospolitej” Rafał Ziemkiewicz i Piotr Semka z publicystycznym zacięciem wywołali temat, z którym właściwie dotąd nie rozprawili się jeszcze historycy. Chodzi o kurs, jaki powinna była wziąć Polska przed i w czasie II wojny światowej.
W PRL komuniści i spolegliwi im dziejopisarze pisali najpierw o dialektyce dziejów, wiodącej do komunistycznego raju przez sojusz ze Związkiem Sowieckim, a po 1956 r. starali się wykazać, że walka z Hitlerem przy boku Stalina była polską racją stanu. Na emigracji pocieszano się, że przynajmniej RP znalazła się po stronie zwycięskiej koalicji, chociaż alianci nas zdradzili.
Od tego chóru odstawał Józef Mackiewicz, który Sowietów uważał za groźniejszych wrogów ludzkości niż nazistów. Zmarły niedawno prof. Paweł Wieczorkiewicz pisał wręcz, że Polska powinna była iść z Berlinem na Moskwę. To zresztą przedwojenne postulaty konserwatysty Adolfa Bocheńskiego. Większość współczesnych historyków jednak raczej potwierdza słuszność udziału w koalicji antyniemieckiej.
Czego nie zrobiono
Co robiła Polska w międzywojniu? Najpierw prowadziła politykę równowagi. Polityka ta niesłusznie zakładała, że dwóch wrogów RP: Sowieci i Niemcy – pozostaną na nieprzyjacielskiej stopie zawsze. Gdy nadzieje te się rozsypały, Warszawa oparła się syreniemu śpiewowi Berlina, który wszedł w pakt sojuszniczy z Moskwą, a potem wspólnie w 1939 r. dokonali inwazji i rozbioru RP.
Rząd RP na uchodźctwie operował pod batutą aliancką i na losy Polski większego wpływu nie miał. Decydował głównie Stalin, który zwyciężył Hitlera, i dlatego – za alianckim przyzwoleniem - nasz kraj na niemal pół wieku znalazł się pod sowiecką okupacją, która trwała aż do wyjścia armii sowieckiej z terytorium RP w 1993. Co mogła zrobić Polska przed i podczas wojny? Jej samodzielna rola właściwie skończyła się w chwili wybuchu wojny. Kluczem była więc gra dyplomatyczna przed 1939 r. Ponieważ Polska zyskała na ładzie wersalskim ustanowionym po I wojnie światowej, logika dyktowała, że powinna tego ładu strzec. Z jednej strony oznaczało to przede wszystkim regionalne przyjaźnie z krajami, które też zyskały na traktacie wersalskim oraz z mocarstwami, które ten ład ustanowiły. Z drugiej strony oznaczało to konieczność przeciwdziałania rewizjonistycznym wysiłkom państw, które uważały się za poszkodowane przez pokój w Wersalu (przede wszystkim Niemcom) oraz krajom, które z innych powodów chciały doprowadzić do obalenia porządku powojennego (rewolucyjny Związek Sowiecki).
W pierwszym rzędzie, na poziomie ogólnoeuropejskim, Polska powinna była trzymać się blisko Francji i Wielkiej Brytanii. Tak czyniła na początku lat 20. i pod koniec 30. W międzyczasie prowadziła politykę samodzielną, którą szumnie nazwano „mocarstwową.”
Polska miała wtedy dość przyjazne stosunki z Włochami. Faszystowskie państwo do późnych lat 30. uchodziło za przeciwwagę narodowosocjalistycznych Niemiec, szczególnie w sprawie austriackiej. Natomiast fałszywa jest teza, wspierana przez propagandę komunistyczną, że RP przyjaźniła się wtedy mocno z Niemcami. Prawdą natomiast jest, że dojście Hitlera do władzy stonowało żarłoczny rewizjonizm Berlina wobec Warszawy, a w tym ataki medialne oraz wojnę gospodarczą. Paradoksalnie III Rzesza do 1939 r. zachowywała się sympatyczniej wobec RP niż liberalno-demokratyczna Republika Weimarska. Hitlerowi chodziło naturalnie o pozyskanie piłsudczyków do wojny z Sowietami. W każdym razie na poziomie ogólnoeuropejskim RP nie udało się osiągnąć pro-wersalskiej synchronizacji.
A lokalnie? Lokalnie Polska powinna stawiać na przyjaźń z Czechosłowacją, Rumunią i Jugosławią. To wymagało zachowanie wstrzemięźliwości w stosunku do Węgier i Bułgarii. Tak nie było. Warszawa miała wyśmienite stosunki z Budapesztem, raczej dobre z Bukaresztem, poprawne z Belgradem, ale fatalne z Pragą. Tutaj też brak było zgrania naszej polityki zagranicznej z prowersalskim celem nadrzędnym.
Komunizm dobrze rozpoznany
Co powinien zrobić rząd sanacyjny w latach 30.? Wtedy można już było w pełni ocenić komunizm, ale – jeszcze nie narodowy socjalizm. W Polsce żywe były wspomnienia rewolucji bolszewickiej, czerwonego terroru i inwazji sowieckiej na nasz kraj, również władze oraz elity posiadały wiedzę o praktyce komunizmu pod rządami Lenina i Stalina.















