REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie » Publicystyka

Publicystyka

Tak nas piszą, jak im potrzebne

Rafał Ziemkiewicz 16-05-2009, ostatnia aktualizacja 17-05-2009 08:45

Nie chcę nad miarę dłużyć sporu o Józefa Becka, choć mógłbym, bo, jak przyznałem się już w poprzednim felietonie, od pewnego czasu nad tym pracując, mam temat i zdokumentowany, i przemyślany.

skomentuj na blogu

Piotr Semka wyraził swój pogląd, głęboko niesłuszny, ale zostawiam to ocenie Czytelników. Pozwolę sobie tylko zauważyć, iż polemizował głównie z czymś, czego nie napisałem − z tezą „trzeba było iść razem z Niemcami na Rosję”. Moja teza była nieco inna: że należało wiosną 1939 ustąpić przed żądaniami Hitlera, zamiast przyjmować brytyjsko-francuskie gwarancje, będące ze strony tych mocarstw cyniczną zagrywką obliczoną na to, aby skierować impet niemieckiej inwazji właśnie na Polskę i naszym kosztem zyskać czas na przygotowanie się do wojny.

Oczywiście, w jakimś stopniu skrót myślowy zastosowany przez Piotra ma sens: prędzej czy później doszłoby do wojny Stalina ze „światem kapitalistycznym”, i znalazłszy się w pakcie antykominternowskim zapewne musielibyśmy wziąć w niej udział po tej samej stronie co Niemcy. Ale zachowalibyśmy podmiotowość i możliwość dalszej gry. Gdyby Polska dała się w 1939 „odepchnąć od Bałtyku”, mówiąc słowami Becka, niewiele by to zmieniło w jej potencjale militarnym − ten skrawek wybrzeża i korytarz doń prowadzący były i tak nie do obrony. A zachowanie i dozbrojenie półtora do dwóch milionów żołnierzy swoje by znaczyło.

Można rozważać różne warianty; w żadnym nie mogło nas spotkać nic gorszego, niż spotkało w rzeczywistości. Temat na osobną rozmowę. Przytoczę tylko jedną opinię − już po publikacji wspomnianego tekstu, mogłem, dzięki jednemu z jego uczestników, zapoznać się z relacją ze spotkania z sędziwym Adamem Bieniem, jakie odbyło się przed laty w redakcji „Tygodnika Solidarność”. Na pytanie o interesujący nas moment historii były delegat rządu emigracyjnego na kraj odpowiedział bez wahania: „należało dać Hitlerowi wolną rękę w Gdańsku [nawiasem: nie „oddać Gdańsk”, bo on przecież i tak do Polski nie należał!] i wolny tranzyt do Prus. Zyskanie na czasie, odsunięcie wojny o rok lub dwa miałoby dla nas wtedy kolosalne znaczenie”. Może Bień się mylił, sądźcie Państwo sami, nie o to mi chodzi, by się podpierać autorytetem ostatniego z „Szesnastu”, tylko o uświadomienie, że zgoda na warunki Hitlera niekoniecznie jeszcze oznaczać musiała wieczny z nim sojusz i całkowite podporządkowanie Niemcom.

Pisze jednak ten tekst w innym celu − po to, by stanowczo zaprotestować przeciwko demagogii, której, niestety, także mój redakcyjny kolega uległ. Argument „co by dziś o nas sądził świat, gdybyśmy w drugiej wojnie (zakładając taki sam jej przebieg i skutek, co, nawiasem mówiąc, jest ryzykowne) walczyli po stronie człowieka powszechnie uznawanego za największego zbrodniarza i potwora w historii” jest nie tylko ahistoryczny, ale przede wszystkim − absurdalny.

Otóż odpowiedź jest krótka: świat sądziłby o nas dokładnie to samo, co sądzi. Co i tak sądzi − mimo, iż to my pierwsi stawiliśmy Hitlerowi czoła, walczyliśmy z nim na wszystkich frontach, ponieśliśmy potworne straty, na granicy zagłady narodowej, możemy poszczycić się licznymi dowodami wielkiego bohaterstwa i tak dalej. Nikt na Zachodzie, poza żyjącą w swojej niszy polonią, i garstką polonofilów, nie postrzega nas przez pryzmat udziału Polaków w Bitwie o Anglię, w Bitwie o Atlantyk, przez Tobruk czy Falaise. Mało kto w ogóle o tym wie. Jedyne znane światu powstanie warszawskie to powstanie w getcie, w czasie którego Polacy jakoby beztrosko bawili się na karuzeli. „Enigmę” rozpracowali Anglicy. Znam szereg dzieł zachodniej popkultury poświęconych tej sprawie i w żadnym nie ma nic o Polakach − poza jednym, popularnym filmem, w którym jedyny polski kryptolog jest hitlerowskim szpiegiem. O Wrześniu, o „ORP Orzeł”, Narwiku, kampaniach Andersa, Maczka, nikt nigdy nie słyszał. Wszyscy wiedzą natomiast, że Polacy ochoczo mordowali Żydów w „polskich obozach koncentracyjnych”. I że „polscy naziści” wcale się przed Hitlerem nie bronili; jako notoryczni katolicy wręcz zaprosili go do swego kraju, by im pomagał w Holokauście.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Szułdrzyński: O plemieniu zwanym Platformą

W tym tygodniu po raz kolejny zyskał lider "Solidarności" Piotr Duda. Szczerze mówiąc zyskiwał każdego dnia >>