Sporty ekstremalne
Latanie na dwóch deskach
Polacy lubią skoki narciarskie, więc freeskiing będą kochać – twierdzą jego entuzjaści
Warszawa, most Gdański, wieczór. Minus 19 stopni, hałdy śniegu. Po czarnej Wiśle suną poszarpane kry. Pod mostem przy schodach prowadzących w dół do rzeki narciarze budują i uklepują niewielką śnieżną skocznię. Rozstawiają reflektory. Światło kierują na oblodzoną metalową poręcz przy stopniach. Za chwilę będą po niej zjeżdżać jak po stoku, wykonując przy zeskakiwaniu z rury obroty, graby i inne triki.
Podwójne wygięcia
Od narciarzy widywanych w górach różnią ich narty – ich tylne części są tak samo wygięte jak przednie.
– Na stokach na widok naszych desek padają ironiczne pytania, czy będziemy jeździć tyłem – mówi Tomek Piekarski, jeden z entuzjastów nart nad Wisłą. – Odpowiadamy, że na tym się nie jeździ, na tym się lata!
W mieście nikt jeszcze nie zadaje takich pytań. Dyscyplina jest tak nowa, że dziwi sam widok narciarzy.
– To, co robimy, jest modne w Polsce od dwóch, może trzech sezonów – mówi Piekarski. – Przyszło oczywiście z Zachodu. Początki ma w freestyle'u – wyczynowym snowboardzie, a nazywa się jibbingiem – wyjaśnia.
Jibbing (od ang. jib – wysięgnik) to jazda po railach: barierkach, poręczach, balustradach). Także po boksach (skrzynie), ławkach i innych przeszkodach, jak murki, ściany, drzewa. Gdy jibbing jest uprawiany w środowisku miejskim, mówi się o nim urban skiing.
Trudno jibbingowców spotkać w mieście. W obawie przed tłumem gapiów, a także przed strażą miejską, budują skocznię każdej nocy w innym miejscu. W Warszawie widziano ich na Powiślu, koło Agrykoli, pod mostem Gdańskim. Na razie jest ich niewielu.
– W Warszawie kilkudziesięciu, ja znam ok. 20 – mówi Piekarski. – I to jest tzw. duża scena. Małe sceny, liczące kilka, kilkanaście osób, są w Poznaniu i w Trójmieście. Najwięcej miejskich narciarzy zobaczyć można na południu Polski: w Krakowie, Katowicach, w Zakopanem. Bliżej gór, gdzie uprawia się freeskiing. 110 akrobatów
Za trzy dni na stoku Harenda w Zakopanem odbędą się zawody w akrobacjach narciarskich The North Face Polish Freeskiing Open 2010. Są jedną z 16 najważniejszych tego typu imprez na świecie. Wystąpi 110 zawodników, w tym 47 z Polski. 12 kobiet, w tym pięć Polek. To młodzi sportowcy. Najmłodsza z uczestniczek Sildaru Kelly z Estonii ma dziesięć lat. Wiek najstarszych nie przekracza 25.
– Są tak młodzi, bo to bardzo młoda dyscyplina. Istnieje nie więcej niż dziesięć lat – wyjaśnia Jacek Będkowski, jeden z organizatorów mistrzostw.
Freeskiing, czyli skakanie na skoczniach i wykonywanie w powietrzu ewolucji oraz ślizganie się po poręczach, jako styl jeżdżenia na nartach pojawił się na początku lat 90. w USA. Kilka lat później w krajach alpejskich.
– To kwintesencja, najdojrzalsze stadium narciarstwa, najbardziej widowiskowa dyscyplina sportowa – mówi Będkowski. – Polacy lubią skoki narciarskie, freeskiing będą kochać – przewiduje. – Skocznia budowana na te zawody będzie największą tego typu konstrukcją, jaka powstanie w ciągu roku w naszym kraju. Próg wybicia znajduje się na wysokości czterech metrów, zawodnicy będą więc latać na wysokości sześciu, siedmiu metrów i na odległość 25 metrów, wykonując ewolucje.
Kategorie zawodów to: big air – czyli ewolucyjne skoki ze skoczni, rails – jazda po barierkach, i night session – nocne akrobacje łączące obie dziedziny, przy czym popisy odbywają tu się przy dźwiękach muzyki DJ -ów i w świetle reflektorów.
Przelotówa zwana ogór
– I to jest najbliższe pierwotnemu, amerykańskiemu free-skiingowi – mówi Szymon Karpiel z Zakopanego, który uczy tej dyscypliny, m.in. swego brata Szczepana, zeszłorocznego mistrza Polski. – Bo to nie tylko sport, ale i sposób bycia, w USA wręcz subkultura.
Ubrania nie mają nic wspólnego z eleganckim stylem sportowym, trzeba nosić się luźno, jak snowboardziści. – Młodzi dziś wręcz przesadzają, nogawy mają takie, że w jednej można przez granicę spirytus, a w drugiej pół prosiaka przenieść – mówi Karpiel. – Do tego zakładają półtorametrowe koszulki sięgające kolan i słuchają dużo głośnej muzyki niepozwalającej myśleć podczas skoków (punk rock, hard core, hip -hop – red.). Na szczęście kaski i inne skorupy typu żółwie (ochrona na kręgosłup – red.) są też modne – dodaje.













