REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Styl Życia » Hobbystyczne

Szkoła pod Żaglami

Papugi, Kaczory znów popłyną

Monika Janusz-Lorkowska 12-01-2010, ostatnia aktualizacja 12-01-2010 17:59
źródło: ROL
Wpierwszy rejs Szkoły pod Żaglami popłynęła „Pogoria”, teraz będzie to „Fryderyk Chopin”
autor: Łukasz Głowala
źródło: Rzeczpospolita
Wpierwszy rejs Szkoły pod Żaglami popłynęła „Pogoria”, teraz będzie to „Fryderyk Chopin”

Pod patronatem "Rzeczpospolitej". Z kapitanem Krzysztofem Baranowskim gimnazjaliści okrążą żaglowcem świat

"Czy wiesz, jak to jest, kiedy w czasie nocnej wachty gwizdnie ci koło ucha latająca ryba?" – pisał ponad 25 lat temu w swoim pokładowym dzienniku jeden z uczestników Szkoły pod Żaglami.

W 1982 r. z inicjatywy kapitana Krzysztofa Baranowskiego kilkudziesięciu 15-latków wzięło udział w słynnym półrocznym rejsie na trójmasztowym żaglowcu "Pogoria".

Pod hasłem "Śladami kultur morskich" popłynęli przez Morze Śródziemne i Ocean Indyjski do Indii i Sri Lanki, i z powrotem wokół Afryki do Polski. Lekcje szkolne odbywały się na pokładzie żaglowca i w portach. Rejs był nagrodą za pomoc niesioną przez młodych ludziom starszym i innym potrzebującym.

W tym roku gimnazjaliści mają szansę na podobną darmową wyprawę.

Dziewczyny wymarzły

W 1982 r. chętnych, by popłynąć, było ok. 2 tysięcy. O ostatecznym kształcie młodej załogi zadecydowały eliminacje.

– Pamiętam, że test sprawnościowy był tak trudny, że na pokład do Indii nie dostała się żadna z dziewczyn – opowiada "Rz" Anna Kinastowska-Bronikowska z Poznania, walcząca wówczas o udział w rejsie. – Popłynęli najsprawniejsi fizycznie, a więc sami chłopcy. Stworzyli grupę o nazwie Kaczory.

Dwa lata później popłynęły również najlepsze z dziewczyn. Kapitan Baranowski zorganizował im w ramach nagrody pocieszenia specjalny rejs dla Papug.

– Popłynęłyśmy do Montrealu, północnym szlakiem, koło Grenlandii. A wracałyśmy samolotem – mówi Kinastowska-Bronikowska. – To przeżycie nie do opisania! Była komuna, 20 km w głąb NRD nie można było wyjechać bez pozwoleń i stempli. A tu rejs i międzynarodowe porty. Cóż z tego, że trochę wymarzłyśmy? To była szkoła życia. Gdy wróciłam, miałam wrażenie, że jestem dużo doroślejsza, starsza od moich kolegów i koleżanek.

Zaraźliwa motywacja

Wyprawa Kinastowskiej z Papugami stała się rodzinną legendą, której wiele razy słuchała jej córka Agnieszka. Podobnie jak jej mama uprawia żeglarstwo. Na razie nie na morzach, ale na jeziorze Kołatkowskim koło Poznania. Jest w pierwszej klasie gimnazjum. O tym, że kapitan Baranowski znowu organizuje dla młodzieży rejs, usłyszały z mamą w Programie 3 PR.

– Natychmiast zaczęłyśmy przeczesywać Internet w poszukiwaniu szczegółowych informacji – opowiada Agnieszka. – Oczywiście wypełniłam ankietę. Dużo ćwiczę i czekam na zaproszenie do ostatecznych eliminacji. Współpracuję z Caritas.

Wyprawa to jest to!

Tak jak ćwierć wieku temu tak i teraz inicjatywa Baranowskiego odbywa się pod hasłem "Dookoła świata za pomocną dłoń. Chcesz popłynąć? Pomagaj innym!". Jeden z chętnych do wzięcia udziału w wyprawie, Remigiusz Bugajski z Nysy informacji o tym, komu i jak mógłby do końca maja pomagać (potem są eliminacje i rejs), szukał aż w olsztyńskim Caritasie. Zadanie dostał trudne, marketingowe. Musi przynajmniej spróbować, najlepiej z dobrym skutkiem, założyć w szkołach gimnazjalnych i podstawowych w Nysie specjalne koła Caritasu skupiające wolontariuszy. Nie może zrobić tego bez pomocy dyrektorów i nauczycieli tych szkół. Puka więc do nich, prosi, prowadzi rozmowy.

– Ale zmotywowany jestem bardzo – mówił "Rz". – Jeżdżę na nartach, gram w tenisa ziemnego, nie wiem jednak, co to żeglarstwo. Raz w życiu płynąłem. To było dwa lata temu, na wakacjach w Ustce. Taki krótki rejs turystyczny. Nie ma o czym mówić. Wyprawa z kapitanem Baranowskim to musi być to!

Do końca stycznia można zgłaszać się do udziału w wyprawie. Do dziś ankiet potwierdzonych podpisem rodziców lub opiekunów prawnych napłynęło ponad 500. Większość z chętnych uprawia jakieś sporty. Anna Gwiżdż z Wrocławia jeździ konno, ćwiczy taniec, uprawia windsurfing.

– Wiem co to żagiel. Ale jak żyje się na pokładzie dzień i noc przez kilka miesięcy, płynąc jachtem dookoła świata? Chciałabym wiedzieć – mówi.

Rafał Fiolka z Katowic, narciarz, też złożył podanie. Wspomina swój pobyt na jachcie na jeziorach mazurskich podczas burzy, przy wietrze o sile 4 stopni w skali Beauforta. – Omal nie straciliśmy panowania nad łodzią, groziła nam wywrotka – opowiada. – Spodziewam się jeszcze większych wrażeń na morzu. Chcę, by spotkała mnie przygoda.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Z wiklinowego kosza świat wygląda lepiej

Przygoda, nietypowy prezent, gratka dla miłośników przyrody i fotografii – loty balonem są coraz popularniejsze >>