Literatura
Literackie sentymenty w sieci odnalezione
Czy literatura w Internecie to tylko fantasy, science fiction i komiks? Wiedziona literackimi sentymentami postanowiłam sprawdzić, czy nazwiska i twórczość moich ulubionych pisarzy i poetów można znaleźć tylko w Wikipedii i słownikach...
Nie będę streszczać biografii. Ani podawać bibliografii. Chcę spróbować znaleźć ludzi, dla których twórczość jakiegoś pisarza stała się bodźcem do stworzenia swoistego pomnika. Nowoczesnego, wirtualnego pomnika – stron www*.
Sted - romantyk niezaangażowany
1937-1979
Na początek - Sted. Edward Stachura, idol młodzieży z lat 70. No, może 80. też. Wielu krytyków zarzucało mu brak talentu i grafomanię, zżymało się na kompletny brak zaangażowania politycznego czy religijnego... Ale dla tych, którzy stali w kilometrowych kolejkach po słynny pięcioksiąg w "dżinsowej" oprawie (wyd. Czytelnik, 1982) Sted był przede wszystkim kimś, kto ubierał w słowa te pytania, których sami nie umieliśmy sprecyzować - o to, co ważne. I próbował na nie odpowiadać, kierując się głównie instynktowną wrażliwością. I był tym poetą, który chciałby, żeby gdy idzie przez wieś, nie szczekały na niego psy... Idol w sam raz dla młodych, pacyfistycznych poszukujących. Nurt spotykany w każdym pokoleniu :)
No to poszukajmy stron o Stachurze... Są... Stachuriada.pl - nowsza wersja, ale link do starszej też jest aktywny. Aktualne informacje, konkurs fotograficzny "Stachura - podróże". Recenzje, MP3 z nagraniami piosenek (na szczęście nie tylko tych w wykonaniu samego Stachury, bo - przepraszam wielbicieli - talentu wokalnego nie miał za grosz...).
Fajna, żyjąca strona. Cenna jeszcze i z tego względu, że przybliża twórczość poetów prawie już zapomnianych, a zaprzyjaźnionych ze Stachurą - Witka Różańskiego i Ryszarda Milczewskiego-Bruno. Twórcom wielkie dzięki za dołączenie do tego grona Jerzego Harasymowicza i Wojtka Bellona. Teksty tego ostatniego, współzałożyciela legendarnej Wolnej Grupy Bukowina, towarzyszyły wszystkim, którzy za studenckich czasów przemierzali bieszczadzkie szlaki. Ale, ale... dlaczego link nie działa? Kliknięcie w fotkę Bellona przynosi rozczarowanie - Not found...
Przyznam szczerze, choć sądząc po wpisach do Księgi Gości jestem w mniejszości, że oprawa graficzna starszej wersji stron podobała mi się znacznie bardziej... Ta starsza ma w sobie lekką abnegację, lekkość i wdzięk, ta nowa - na pierwszy rzut oka i tylko pod względem graficznym, podkreślam - kojarzy mi się ze stroną jakiegoś urzędu gminnego, nie obrażając nikogo... Cóż, de gustibus...
Marek Hłasko – mężczyzna silny i prawdziwy
1934-1969
Polski James Dean, czasem nazywany nawet europejskim... Uderzająco podobny do słynnego aktora, równie jak on pogubiony. Jeden z tych pisarzy, na których twórczości silne piętno wywarły przeżycia wojenne. Urodzony chyba w złym czasie i złym miejscu, kontrowersyjny nonkonformista. Typ wrażliwego mężczyzny, który skrzętnie to ukrywa.
Pasjonująco opisywał twardych pesymistów, tłumiących swoje marzenia, cynicznych, czasem nawet okrutnych. Zaangażowany antykomunista, jego „Cmentarze”, opublikowane w paryskiej „Kulturze” spowodowały atak na pisarza w krajowej prasie. Zyskał wówczas opinię zdrajcy szkalującego Polskę Ludową. Zakaz publikowania jego twórczości obowiązywał w Polsce przez 20 lat.
Choć zastrzegałam, że nie będę się skupiać na biografii, nie sposób od niej uciec w przypadku Hłaski. Mieszkał w Niemczech, w dawnym RFN, gdzie poprosił o azyl polityczny. Trafił do Włoch, wreszcie do Izraela. Wszędzie pisał i tęsknił za Polską, i w jego twórczości można tę tęsknotę bez trudu odnaleźć.
Umarł w Berlinie, w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Przyczyną śmierci było nadużycie alkoholu i środków nasennych. Ci, którzy go znali, wykluczają samobójstwo. Na jego nagrobku widnieją słowa "Żył krótko, a wszyscy byli odwróceni". Wykuł je pracujący wówczas jako kamieniarz Jan Himilsbach.
Strony o Marku Hłasce – marekhlasko.republika.pl. Piękne, dopieszczone miejsce, graficznie utrzymane w stylu kultowego, tym razem biało-czarnego pięcioksiągu – wydania utworów wybranych Marka Hłaski z 1986 roku. Czcionka (zapewne fachowcy nazwaliby ją uczciwe, ja – nie pamiętam jej nazwy) taka jak w starych maszynach do pisania. Czarno-biała grafika, bez udziwnień i zdobień. Bogata zawartość – mnóstwo ciekawych informacji i zdjęć, i czytelna nawigacja. Gratulacje dla autorów, którzy oferują na stronach również miejsce dla ludzi, którzy tworzą w podobnej stylistyce. Hłasko żyje.













