REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kultura » Literatura

Literatura

Kto odziedziczy spadek po autorze bestsellerów

Grzegorz Sowula 08-06-2009, ostatnia aktualizacja 08-06-2009 12:40
źródło: Materiały Promocyjne

Druga część kryminalnej trylogii szwedzkiego autora Stiega Larssona trzyma nieprzerwanie w napięciu. A perypetie towarzyszące jej wydaniu dodają jeszcze emocji

Czytelnicy na całym świecie polubili bohaterów Larssona: ambitnego i nieprzekupnego dziennikarza Mikaela Blomkvista oraz jego aspołeczną współpracownicę, genialną hakerkę Lisbeth Salander. Problemy, z jakimi mieli do czynienia w pierwszym tomie historii, zdradzał tytuł: „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” – negatywni bohaterowie byli psychopatami, mizoginami, rasistami. „Dziewczyna, która igrała z ogniem” jest dalszym ciągiem opowieści, równie pesymistycznym i z wielu powodów przygnębiającym.

Główną bohaterką jest Lisbeth – dorosła, samodzielna, opanowana, zimna. Szukająca w sobie ciepłych uczuć i równocześnie przepełniona chęcią zemsty na ojcu za odebranie jej rodziny, naturalnego ich źródła. A w tle przemyt młodocianych prostytutek z krajów dawnego ZSRR do bogatej Szwecji, gdzie jest na nie wielu chętnych. To zresztą jeden tylko z wątków tej wciągającej, sprawnie napisanej historii. Autor znał się na swym fachu – choć poszczególne tomy liczą ponad 600 stron, nader rzadko można zarzucić mu przegadanie czy obniżenie napięcia. Denerwować mogą zbyt szczegółowe opisy technicznych gadżetów, które wyraźnie lubił, ale można mu to łatwo zapomnieć.

Stieg Larsson był wytrawnym dziennikarzem, miał talent, wyobraźnię i ogromną wiedzę o problemach, jakie nurtują szwedzkie społeczeństwo. Całkiem zasadnie uważał, że większy wydźwięk odniosą powieści kryminalne, w których ujawni prawdziwy obraz skandynawskiego raju, niż artykuły w prasie. Nie mylił się – nakład jego książek przekroczył już 13 mln egzemplarzy, „Mężczyźni…” byli w ubiegłym roku najlepiej sprzedającym się tytułem w Europie. Przyniosła spadkobiercom 13 mln dolarów zysku – i zapoczątkowała wojnę.

Larsson zmarł w 2004 roku i nie pozostawił testamentu. Uważał – mylnie, jak się okazuje – że automatycznie dziedziczyć po nim będzie Eva Gabrielsson, jego partnerka, z którą związał się w 1974 roku. Nie mieli ślubu, dlatego zgodnie z obowiązującymi przepisami cała scheda po Stiegu Larssonie przypaść powinna żyjącym członkom jego najbliższej rodziny, ojcu i bratu.

Gabrielsson twierdzi, że nie utrzymywali oni kontaktów z jej partnerem, dopiero teraz mówią o uczuciach, jakie miały ich łączyć. I zdradza, że największą miłością ojciec i brat darzą… laptop Stiega, w którym znajduje się 200 gotowych stron czwartej książki i szkice do kolejnych tomów, nad którymi pracowali już wspólnie. Panowie gotowi byli nawet scedować na nią apartament w Sztokholmie, w którym mieszkała z pisarzem, byle tylko oddała im komputer.

Gdy sprawa spadku wyszła na jaw, za Gabrielsson ujęli się czytelnicy. A Jan Moberg z norweskiego koncernu prasowego Edda Media (wcześniej pracował w Orkli) zorganizował wsparcie profesjonalne: stronę internetową (www.supporteva.com), na którą można wpłacać datki na koszty procesu; prawników, dziennikarzy. Sama Eva Gabrielsson mówi, że to działanie w duchu Stiega: „On nigdy by się nie poddał. Zawsze był gotów do walki o słuszną sprawę”.

Stieg Larsson

Dziewczyna, która igrała z ogniem

przeł. Paulina Rosińska

Jacek Santorski & Co, Warszawa 2009

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

W Rwandzie nie było Sprawiedliwych

„Sezon maczet" to poruszający reportaż o ludziach, dla których zabijanie nie różniło się od pracy w polu – pisze Marcin Kube >>