REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kultura » Teatr

Teatr

Polskie fatum

Jacek Cieślak 11-12-2011, ostatnia aktualizacja 11-12-2011 21:21
Pożegnanie Jacka Soplicy (Roman Gancarczyk), scena z „Pana Tadeusza” w reżyserii Mikołaja Grabowskiego – Stary Teatr w Krakowie
autor: Michał Grabowski
źródło: Fotorzepa
Pożegnanie Jacka Soplicy (Roman Gancarczyk), scena z „Pana Tadeusza” w reżyserii Mikołaja Grabowskiego – Stary Teatr w Krakowie

Prapremiery krakowskiego festiwalu Boska Komedia ujawniają nasze współczesne lęki


Ślubu, poloneza i "Kochajmy się!" nie będzie. "Pana Tadeusza" w Starym Teatrze kończy kondukt żałobny, żegnający Jacka Soplicę jak świętego. 
 Reżyser Mikołaj Grabowski, który nazwał spektakl "pielgrzymką do źródeł polskości", nie chciał widzom zafundować happy endu, bo znowu nic z tego nie wyniknie. Sami musimy go sobie zorganizować, a kochać się nie tylko od wielkiego dzwonu.

Z perspektywy kraju rozdartego przez polityczny konflikt nawet obraz Polaków zgodnie kroczących w kondukcie żałobnym robi wrażenie pobożnego życzenia. Mocno brzmią słowa, że łączy nas tylko nienawiść. Idylla, którą na początku tworzą sekwencje uroków życia na wsi – grzybobrania i polowania – jest fałszywa.

Reżyser sportretował nas na rozbabranym placu budowy nowego domu. Nie możemy jej dokończyć, bo jesteśmy tacy sami jak nasi przodkowie sprzed 200 lat. Dlatego poczynając od sceny ubierania Zosi w XIX-wieczną sukienkę, bohaterowie wchodzą w historyczne kostiumy, by w zaścianku Dobrzyńskich i podczas zajazdu – zagrać tradycyjne role. Arcypolskie typy są pastiszem polskości, parodią jej wyobrażeń – paradą dających się przewidzieć min, gęb i pustych gestów. To nasza narodowa szopka, prakosmos "Ślubu" Gombrowicza. Sen o idealnej Polsce. Lubimy go do czasu, gdy nie zamienia się w koszmar, powracający w każdym pokoleniu.

Rap Robaka

Reżyser pokazał tę przeklętą rytualność poprzez szlachetnie wystylizowane śpiewane sceny do muzyki Zygmunta Koniecznego. Chór szlachcianek opiewających bitwę jest wzorowany na Atenie-Pallas z szablą z "Nocy listopadowej" Andrzeja Wajdy. Jan Peszek (Wojski) zagrał... trąbę powietrzną i ścianę deszczu. Krzysztof Globisz, Sędzia, tworzy mickiewiczowski świat gestami precyzyjnymi co do mikrona. Tadeusz Huk (Gerwazy) zamiast pięknie grającego zegara uruchomił zgrzytliwie pracującą betoniarkę. Ksiądz Robak (Roman Gancarczyk) tumani rosyjskich oficerów raperską "nawijką" w rytm oklasków szlachty. A Krzysztof Zawadzki, idealnie pretensjonalny hrabia, wyczarowuje piękno ojczystych stawów oraz polskie żaby, które kumkają najpiękniej na świecie. I tylko rzeczywistość skrzeczy.

O tym, że szlachecka historia Polaków bywa mistyfikacją, bo większość z nas ma chłopskie korzenie, opowiada w szyderczym tonie spektakl "W imieniu Jakuba S." Pawła Demirskiego i Moniki Strzępki z Teatru Dramatycznego w Warszawie. Jest ucieleśnieniem najgorszych koszmarów, jakie śnią się Polakom na progu załamania gospodarczego. Postać Szeli, przywódcy galicyjskiej rabacji, była potrzebna, by poprzez porównanie z pańszczyzną – zdefiniować uwikłanie w horrendalne kredyty, z których nie wyzwolimy się do końca życia.

Kanwę totalnej groteski stanowi współczesna wersja "Śmierci komiwojażera" Millera o bankructwie rodziny Lomanów, doprawiona absurdem i piekielną ironią prywatnej historii autora i reżyserki spektaklu. Oglądamy poczynania ich alter ego (Paweł Tomaszewski i Klara Bielawka) od chwili wzięcia kredytu. Udziela go menedżerka z widłami w plecach i komplementuje artystów za to, że zyskali finansową wiarygodność... wystawiając antykapitalistyczne spektakle!

Pożyczkę wzięli, choć zdawali sobie sprawę, że skończy się to katastrofą, bo kredyt jest jak fatum. Ciąży nad Wigilią A.D. 2012 w nieogrzanym mieszkaniu, do którego wdziera się głodny intruz, niezrażony bynajmniej tym, że na stole brakuje talerza dla zbłąkanego wędrowca (Dobromir Dymecki), bo ma własny. Prosi o wsparcie, a gdy go nie otrzymuje, kradnie torbę z widowni, tłumacząc widzom, że performatywny teatr nie zna granic.

Publiczność reaguje na wisielczy humor panicznym śmiechem, ale Szela (Krzysztof Dracz) podżega do buntu zupełnie poważnie. Przypomina, że zawsze, gdy doganialiśmy Europę – spychano nas do II ligi.

Fałszywe nadzieje

Upomina się o robotników: kiedyś harowali w komunistycznych fabrykach i PGR, a dziś wegetują w blokowiskach. Jest wyrzutem sumienia głównych bohaterów, ściga ich jak antyczne erynie, gdy próbują uciec od polskich bolączek na sylwestra do Egiptu. Ale najokrutniej spektakl kpi z gry pozorów i fałszywych nadziei tych, którzy marzenia o byciu pierwszorzędnymi Europejczykami karmili caffe late i tartą z gruszek w galeriach handlowych.

Poprzednia
1 2

Przeczytaj więcej o:  Adam Mickiewicz, Festiwal Boska Komedia, Gerwazy, Jakub Szela, Jan Peszek, Krzysztof Globisz, Krzysztof Zawadzki, Mikołaj Grabowski, Monika Strzępka, Pan Tadeusz, Paweł Demirski, Roman Gancarczyk, Teatr Dramatyczny w Warszawie, W imieniu Jakuba S, Zygmunt Konieczny

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Drugi zawód aktora

Wojciech Malajkat, dyrektor naczelny i artystyczny Teatru Syrena, opowiada, jak chce odczarować miejsce, w którym został szefem >>