REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kultura » Teatr

Teatr

Zaskakująco nieudana psychodrama Iwana Wyrypajewa

Jacek Cieślak 11-03-2010, ostatnia aktualizacja 12-03-2010 11:53
Karolina Gruszka i Paweł Paprocki;
autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
Karolina Gruszka i Paweł Paprocki; "Taniec Delhi" Iwana Wyrypajewa
autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
"Taniec Delhi" Iwana Wyrypajewa
autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa
"Taniec Delhi" Iwana Wyrypajewa

„Taniec Delhi” imponuje świetnym aktorstwem i nuży eksperymentalną formą

Kiedy oglądałem „Taniec Delhi”, towarzyszyło mi dziwne uczucie.

Dokładnie takie, o jakim mówią bohaterowie spektaklu. Przeżywają zdradę i śmierć swoich najbliższych, nie potrafią uwierzyć w to, co się dzieje, i przejąć się tym. Przebywają w szpitalu, za ścianą umarł mąż, odeszła żona, kochanka, matka – a mają wrażenie, jakby życie było nie do końca realne.

Wyrypajew dotknął ważnego problemu. Dramaty wywołują w ludziach mechanizmy obronne. Gorzej, gdy nie wierząc w prawdziwość egzystencji, stają się lunatykami. Niestety, na kanwie trafnych obserwacji reżyser stworzył spektakl, który bywa drętwym eksperymentem formalnym. To, co w lekturze wydawało się balansowaniem na granicy komizmu i tragizmu, pozbawił barwy. Aktorzy przez dwie godziny grają na jednej nucie. Mówią tekst szybko, ze sztuczną emfazą – przeżywając, a jednocześnie wywołując wrażenie obojętności. Jakby byli marionetkami.

Kostiumy są stylizowane na filmy z lat 30., choć mowa jest o telefonach komórkowych. Aurę nierzeczywistości podkreśla scena „unosząca się” ponad ziemią, de facto oparta na legarach. Po każdej z siedmiu części zespół wychodzi na proscenium. Jednak widzowie nie mają szansy bić braw, zagłuszają ich oklaski z taśmy. Śniąc teatralny koszmar o ludziach pozbawionych woli, sami stajemy się bezwolnymi obserwatorami.

Z gasnącego z każdą chwilą spektaklu ważna pozostaje prawda, że życie trzeba brać takim, jakim ono jest, i utożsamić się z nim niczym z tańcem. Zagrała to wspaniale Karolina Gruszka, posłuszna wskazówkom reżysera, a jednocześnie natchniona i rozwibrowana. Jakby próbowała znaleźć dla siebie miejsce w roli, która przypomina za ciasny gorset.

Świetne są Beata Fudalej i Aleksandra Justa. Wyrypajew nie daje im jednak szansy na pełny sukces. Uwięził je w scenicznej formie, która świadczy o tym, że chciał popełnić w teatrze samobójstwo.

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Skandynawski chłód uczuć

Dwie sztuki modnego norweskiego dramaturga Jona Fosse'a w warszawskim Teatrze Na Woli - pisze Jan Bończa-Szabłowski >>