REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kultura » Teatr

Teatr

Gombrowicz odświeżony przez Węgra

Danuta Lubina-Cipińska 09-03-2010, ostatnia aktualizacja 09-03-2010 18:08
źródło: Teatr Śląski
Agnieszka Radzikowska jako tytułowa Iwona
źródło: Teatr Śląski
Agnieszka Radzikowska jako tytułowa Iwona
źródło: Teatr Śląski

Wyrafinowana forma i aktorstwo - to atuty zaskakującej inscenizacji "Iwony, księżniczki Burgunda" w Katowicach

Spektakl Teatru Śląskiego powstał pod patronatem Unii Teatrów Europy, a odczytania dramatu podjął się Attila Keresztes, węgierski artysta z Rumunii. Półtora roku temu, prowadząc warsztat reżyserski z Gombrowicza, zetknął się z nim dyrektor Tadeusz Bradecki i zaprosił do Katowic. Wraz z nim przyjechała scenografka Bianca Imelda Jeremias. Stworzyli intrygujące przedstawienie.

Do galerii Gombrowiczowskich osób dramatu reżyser dopisał rolę wiedźmy – upostaciowienie zła. Grająca ją Joanna Wawrzyńska inicjuje każdy z aktów mową w niezrozumiałym języku. Złorzeczy światu, aż wieje grozą. Tym zabiegiem "Iwona" wpisuje się w tradycję szekspirowskich rozważań na temat namiętności, z których najsilniejszą zdaje się być władza.

Zepsuci mężczyźni

W interpretacji Keresztesa "Iwonę" zdominowali zepsuci do cna, ale i niedojrzali do pełnienia przywódczej roli mężczyźni. Taki jest Król Ignacy w kreacji Grzegorza Przybyła, takie jest otoczenie jego syna, takim – choć próbuje się temu przeciwstawić – staje się Książę Filip Michała Rolnickiego. Ignacy ma legitymację do rządzenia, ale wykazuje zupełny brak kompetencji.

Demiurgiem zdarzeń pałacowych jest zatem przewrotny i inteligentny Szambelan Jerzego Głybina. W kobiecym gorsecie, z kolczykiem w uchu i boa z piór na szyi pociąga za pałacowe sznurki. Tylko Walenty Romana Michalskiego zdaje się być całkowicie niezależny – godnie kroczy przez scenę, jakby to on był faktycznym monarchą.

Bunt kobiet

Kobiety są natomiast jedynie męską igraszką. Pozostają im intrygi lub – jak Królowej Małgorzacie (rewelacyjna Anna Kadulska) – egzaltacja i grafomania. Albo też – jak Izie w interpretacji Barbary Lubos – uległość oraz maska pustej lalki.

Tytułowa Iwona Agnieszki Radzikowskiej pojawia się jak wyrzut sumienia dla Ignacego i jego otoczenia. Jej inność to rodzaj nieprzystosowania do reguł zepsutego dworu, tremy przed światem, który domaga się spektakularnych sukcesów. Iwona nie chce być uległa, naśladować innych. Jest w niej także bunt kobiety, która nie chce być bezwolną zabawką w rękach mężczyzn.

Inscenizacja Keresztesa i Jeremias opiera się na kontrastach. Zimna i surowa scenografia kontrastuje z barokowymi szatami dworu, bierna i milcząca Iwona – z rozplotkowanym i lubiącym perwersję dworem, pobielone jak u klaunów twarze rodziny królewskiej i dworzan – z naturalną cerą Iwony, sztuczność i nieszczerość zachowań jej otoczenia – z manifestem niezależności kobiety, która chce być traktowana po partnersku.

Dominuje biel i czerń, którą tylko w pierwszej i ostatniej scenie zalewa czerwień poświaty zachodzącego słońca i bezkrwawej zbrodni.

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Skandynawski chłód uczuć

Dwie sztuki modnego norweskiego dramaturga Jona Fosse'a w warszawskim Teatrze Na Woli - pisze Jan Bończa-Szabłowski >>