Film
Agentka w sidłach uczuć
„Różyczka” nawiązująca do autentycznych postaci i wydarzeń z PRL wzbudza emocje. Podzieliła też recenzentów „Rz”
Pro - Barbara Hollender
Miłość w czasach zarazy
Film Jana Kidawy-Błońskiego to dramat namiętności, ale też przejmujący obraz totalitaryzmu. Można by go reklamować sloganem zapożyczonym od tytułu powieści Marqueza: "Miłość w czasach zarazy".
Kochając czy inwigilując? - z Robertem Więckiewiczem rozmawia Jolanta Gajda- Zadworna
"Różyczka" jest opowieścią o trójkącie. Roman Rożek, pewny siebie mężczyzna, romansuje z atrakcyjną, ale prostą i niewykształconą dziewczyną. Kamila nie wie, że związała się z agentem SB. Dowie się, gdy narzeczony nakłoni ją do współpracy i podstawi starszemu pisarzowi-opozycjoniście.
Esbek rozgrywa niebezpieczną grę, ale gdy zaczyna tracić kochankę, przeżywa tragedię. Pisarz brnie w związek, może z tęsknoty za młodością, może z poczucia samotności, choć jest zbyt inteligentny, by nie dostrzegać niepokojących sygnałów. Ale najbardziej tragiczną postacią jest sama donosicielka, której przyjdzie dwukrotnie zdradzić własne uczucia. Zgoda na układ narzucony przez narzeczonego jest dla niej dowodem miłości, ale też upokorzeniem. Potem, gdy zakocha się w pisarzu, po raz drugi poczuje wstręt do siebie: znów zdradza kogoś, kto stał się dla niej ważny.
Jan Kidawa-Błoński mocno osadza tę historię w realiach PRL. Wykorzystuje archiwalne zdjęcia z Marca '68, portretuje antysemicki klimat tamtego czasu. Pieczołowicie odtwarza wygląd ulic, wnętrz, ale przede wszystkim dylematy i wybory, przed którymi zbyt często stawali ludzie w socjalistycznym państwie. W losach pisarza można doszukiwać się sytuacji z życia Pawła Jasienicy, na którego donosiła młoda żona.
Ale to nie był wyjątkowy przypadek, tak działał komunistyczny system. Kochankę Brechta zwerbowała Stasi, wcześniej KGB podstawiło kobietę Jesieninowi. Na postać pisarza złożyli się i inni. W klubie Związku Literatów upomina się on o wolność słowa jak Jerzy Zawieyski w słynnym sejmowym przemówieniu i współpracuje z Wolną Europą jak Stefan Kisielewski.
Znakomite, tchnące prawdą sceny rozgrywają się w środowisku esbeków. A dziewczyna? Obrona takich "Różyczek" jest odwagą. Ale właśnie przez los tej kobiety reżyser pokazuje, jak totalitarny system wciągał w swoje tryby zwyczajnych ludzi i jak pierwsze ustępstwa od uczciwości pociągały następne. Przypomina też o wysokiej cenie, którą przychodziło za złe wybory płacić. Zazdrościliśmy Niemcom "Życia na podsłuchu", dziś szanujmy odwagę spojrzenia na rodzime losy nie przez czarno-białe okulary.
"Różyczka" to najlepszy film w dorobku Jana Kidawy-Błońskiego, świetnie zrealizowany i rewelacyjnie zagrany przez Magdalenę Boczarską, Roberta Więckiewicza oraz Andrzeja Seweryna.
Kontra - Rafał Świątek
Fałszywe obrazki marcowe
Film Jana Kidawy-Błońskiego to zmarnowana szansa na polskie "Życie na podsłuchu". Nagrodzony Oscarem obraz Floriana Henckela von Donnersmarcka opisywał mechanizm unicestwiania ludzi przez totalitarne państwo. A przy tym zaskakiwał postacią agenta Stasi, który z oprawcy stopniowo przeistaczał się w obrońcę swoich ofiar.
Kluczem do sukcesu niemieckiego filmu był nie tylko pierwszorzędnie nakreślony kontekst, ale przede wszystkim wiarygodny psychologicznie portret głównego bohatera.
Tymczasem "Różyczka" zawodzi w obu przypadkach. Zamiast sugestywnie ukazanego polityczno-społecznego tła 1968 roku, co prowadziłoby do zagęszczenia atmosfery wokół miłosnego trójkąta między esbekiem, inwigilowanym literatem i zakochaną w obu mężczyznach agentką, dostajemy nieudolną ilustrację marcowych wydarzeń.
Reżyser odtwarza m.in. legendarną inscenizację "Dziadów". Tyle że spektakl, który porwał publiczność i wbrew intencjom władzy rozbudził patriotyczną świadomość, wypada na ekranie gorzej niż przedstawienie w amatorskim teatrzyku. Jak widz ma uwierzyć, że ogląda jedno z najważniejszych wydarzeń w historii polskiego teatru?













