Film
Męski film kobiety
Triumfatorem oscarowej gali został „The Hurt Locker. W pułapce wojny”, zdobył aż sześć statuetek, w tym za reżyserię i scenariusz oraz uznany został za najlepszy film roku.
To znacząca edycja Oscarów. Amerykańska Akademia Filmowa, głównie z przyczyn biznesowych, rozszerzyła liczbę nominacji do dziesięciu. Ale od początku wiadomo było, że walka rozegra się między dwoma tytułami: „Avatarem” Jamesa Camerona i „Hurt Lockerem. W pułapce wojny” Kathryn Bigelow. Plotkarskie pisemka podkreślały, że jest to pojedynek pomiędzy byłymi małżonkami. Ale tego wieczoru rozegrała się batalia znacznie ważniejsza: między dwiema wizjami kina.
Pierwsza z nich to fajerwerk techniczny: technika 3D, oszałamiający dźwięk i niebieskie stwory zeskakujące z ekranu niemal na kolana widzów. Druga — skromny, niemal paradokumentalny obraz o saperach stacjonujących w Iraku. I okazało się, że Akademia, która przez lata broniła hollywoodzkiego przepychu, teraz wybrała nie komercję, lecz sztukę.
„Avatar” odniósł sukces w kinach: zarobił niebotyczną sumę 1,25 mld dolarów. Ale w Kodak Theatre z dziewięciu nominacji przypadły mu zaledwie trzy statuetki — za zdjęcia, scenografię i efekty specjalne.
Triumf The Hurt Locker. W pułapce wojny” oraz zwycięstwa w poprzednich latach „Slumdoga. Milionera z ulicy”, a przede wszystkim „To nie jest kraj dla starych ludzi” nie są zatem przypadkiem. Akademicy przypominają, że film może może ostrzegać, budzić sumienia, zwracać uwagę na palące problemy świata.
„Hurt Locker” bierze wszystko
Członkowie Akademii uhonorowali obraz znakomity, po mistrzowsku zrealizowany. Nowatorską opowieść o wojnie. To prawda, przyzwyczailiśmy się do obrazów pokazujących ludzi przez wojnę złamanych i zdeprawowanych. Ale scenarzysta Mark Boal, który spędził w Iraku z saperami trzy tygodnie, pokazał coś więcej: uzależnienie od niebezpieczeństwa, działającego na młodych ludzi jak narkotyk.
— Tę historię o żołnierzach walczących na niepopularnej wojnie przywiozłem z Iraku, dokąd pojechałem jako reporter — powiedział na scenie Kodak Theatre laureat Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny. — Wiedziałem, że to materiał na film, ale rezultat przeszedł moje oczekiwania. Dziękuję i dedykuję tę statuetkę 115 tysiącom żołnierzy, którzy stale są jeszcze w Iraku, 120 tysiącom z Afganistanu, 30 tysiącom, którzy zostali ranni, 4 tysiącom, którzy nigdy nie wrócili do domu.
Członkowie Akademii przełamali wczoraj jeszcze jedno tabu. Po raz pierwszy w historii Oscara za reżyserię dostała kobieta. Kathryn Bigelow należało się to nie tylko za perfekcyjne utrzymanie filmu w paradokumentalnym, surowym stylu, ale także za odwagę i nieszablonowość.
— Nie byłoby mnie tutaj, gdyby Mark Boal nie ryzykował własnego życia. I gdyby nie cała moja ekipa, bo film jest pracą zbiorową — powiedziała wzruszona reżyserka, dedykując film wszystkim, którzy walczą na wojnach i dodając: — Niech wrócą bezpiecznie do domów.
Meryl Streep pokonana
Publiczność zawsze emocjonuje się nagrodami aktorskimi. W tym roku największą niewiadomą był Oscar dla aktorki w roli pierwszoplanowej. Absolutna rekordzistka Meryl Streep, którą Akademicy uhonorowali nominacją po raz szesnasty, znów przegrała ostateczną rozgrywkę. Tym razem z Sandrą Bullock, która za „Blind Side” została wyróżniona po raz pierwszy.
Odbierając laur dziękowała swojej mamie: — Za to, że nie pozwalała mi do 18 roku życia jeździć na szalone rajdy z chłopakami, że kazała mi po powrocie ze szkoły grać na pianinie i chodzić na zajęcia z baletu. Za to że przypominała swoim córkom, iż rasa, religia, klasa społeczna, system, orientacja seksualna — nic nie czyni nas lepszymi od innych. I że wszyscy zasługujemy na miłość.
Wśród panów wygrał zdecydowany faworyt. Jeff Bridges brawurowo zagrał starzejącego się.... w filmie „Szalone serce”. I on, jak Bullock, rozkleił się na scenie, zaczynając litanię podziękowań od „mamy i taty, którzy tak bardzo kochali showbiznes”.
Statuetki dla najlepszych aktorów drugoplanowych przypadły pewniakom. Christoph Waltz — genialny odtwórca roli pułkownika Landy w „Bękartach wojny” stwierdził: — Zawsze chciałem poznawać nowe kontynenty, a taką wyprawą na nowy kontynent było dla mnie spotkanie z Quentinem Tarantino.















