Film
Fanatycy zaślepieni miłością
„Tlen" Iwana Wyrypajewa opowiada w formie oszałamiającego teledysku o Bogu, zbrodni i pragnieniu wolności
35-letni rosyjski dramaturg szuka języka, którym można by opisać współczesną duchowość, niedające się okiełznać namiętności i życie wbrew surowym boskim prawom. Jego sztuki – wystawiane od Londynu po Warszawę – wysadziły w powietrze tradycyjny model teatru. Teraz przyszedł czas na kino.
Wyrypajew debiutował filmem "Euforia" (2006). Na ekranie odtworzył mit miłości fatalnej zgodnie z regułami antycznej tragedii. Tyle że wzniosłą formę bezpardonowo zderzył z banałem. On i ona przeżywali wielkie uczucie, ale w nich samych nie było nic wzniosłego. Poddawali się instynktowi, który prowadził ich ku zatraceniu.
Didżejski set
"Euforia" zdobyła m.in. małego Złotego Lwa w Wenecji, choć reżyserowi nie udało się zachować właściwych proporcji i forma przykryła treść. W pamięci pozostają przede wszystkim uwodzicielsko piękne zdjęcia krajobrazu: rozległych stepów i Donu.
W "Tlenie" – filmowej adaptacji jednej ze swoich sztuk – Wyrypajew tego błędu już nie popełnił. To genialne połączenie kina i sztuk audiowizualnych.
Historia po raz kolejny dotyczy destrukcyjnego romansu. Młodociany przestępca Sańka z Sierpuchowa zatłukł żonę łopatą, bo zakochał się w rudowłosej Saszy z Moskwy. Trywialne wydarzenia – godne najwyżej opisu w kronice kryminalnej – nabierają głębszego wymiaru dzięki niekonwencjonalnemu pomysłowi narracyjnemu.
Wyrypajew ujął fabułę w dziesięć utworów, z których każdy stanowi rodzaj teledysku. "Tlen" przypomina didżejski set zwizualizowany na ekranie. Grający w filmie Karolina Gruszka i Aleksiej Filimonow występują w podwójnej roli: kochanków, ale także aktorów, którzy opisują ich historię, melorecytując tekst w studiu nagraniowym.
Motywem przewodnim każdej z dziesięciu piosenek są biblijne nakazy: nie zabijaj; nie cudzołóż; nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni; nie będziesz miał bogów cudzych przede mną; poznacie drzewo po owocach jego. Sańka i Sasza łamią wszelkie normy napędzani pragnieniem wyrwania się z zatęchłej, szarej codzienności. Chcą oddychać pełną piersią. Poczuć w płucach tlen symbolizujący wolność, miłość, ale także pogoń za nieosiągalnym.
Wyrypajew pokazuje, że nasza egzystencja naznaczona jest tragicznym piętnem. Jak mówi Sańka: "towarzyszy mi poczucie niedoskonałości". Pragnie więcej, niż jest mu dane. I aby to zdobyć, gotów jest zabić.
Nowy mistrz
Opowieść o szalonej namiętności stopniowo urasta do rangi filozoficznej przypowieści o życiu, które sprowadza miłość do absurdu. W jednym z utworów uczucie Sańki i Saszy zostaje efektownie zestawione z atakiem terrorystów na Nowy Jork i wojną w Iraku. Wyrypajew przekonuje, że kochankowie z "Tlenu" nie różnią się od fanatyków religijnych, którzy również popełniają zbrodnie z zaślepienia. Zbyt mocno kochają Boga, w którego wierzą.
Mimo że niektóre refleksje reżysera są dość pretensjonalne, od ekranu nie sposób oderwać oczu. Siłą "Tlenu" jest bowiem synteza słowa i obrazu. Jak u największych eksperymentatorów kina – Eisensteina, Wellesa, Godarda, von Triera – forma i temat tworzą perfekcyjną całość.
Film jest gorący, rozedrgany. Poszatkowane ujęcia – z telefonu komórkowego, kamer – zmieniają się jak w kalejdoskopie. Tworzą magmę, znakomicie oddając nie tylko rytm współczesności, ale też sposób patrzenia na świat przez młodych bohaterów. Do tego dochodzi rapowany tekst. To, co liryczne, łączy się z tym, co ordynarne. Kaleki język popkultury miesza się z poezją. Ten hipnotyczny koktajl kapitalnie współgra z konwencją wideoklipu. Kino ma nowego mistrza.
FILMY, KTÓRE ZMIENIŁY JĘZYK KINA
Obywatel Kane
reż. Orson Welles (1941)
Historycy zgodnie uznają, iż od tego filmu rozpoczęła się nowa epoka kina, przypisując mu zrewolucjonizowanie techniki narracji i rozszerzenie możliwości sztuki filmowej w dziedzinie analizy psychologicznej. Welles nie rejestruje faktów, on je syntetyzuje i wielorako komentuje. Kreując kolejne obrazy, pozostawia zawsze cień wątpliwości co do istotnego znaczenia tego, co zobaczyliśmy.
Zeszłego roku w Marienbadzie
reż. Alain Resnais (1961)
Jedno z najambitniejszych i najbardziej znaczących w rozwoju języka filmowego, a zarazem najbardziej hermetycznych dzieł współczesnego kina. Jego ładunek myślowy jest wieloznaczny, montaż tak zaskakujący, że wydaje się tylko piękną zagadką, łamigłówką właściwie nie do rozwiązania. Fabularnym pretekstem jest spotkanie kobiety i mężczyzny w stylowym hotelu.
Mroczny przedmiot pożądania
reż. Luis Bunuel (1977)
Połączenie surrealistycznej wyobraźni z umiłowaniem konkretu, czyli typowa dla Bunuela masa sprzeczności. Historia ostatniej miłości starego człowieka do młodej kobiety. On robi wszystko, żeby ją posiąść, ona ciągle mu umyka. W końcu nie wie już, którą kobietę kocha: rzeczywistą czy stworzoną przez wyobraźnię. Bunuel tak bardzo je rozdziela, że zaangażował dwie aktorki o odmiennej urodzie.
Klejnot wolnego sumienia
reż. Grzegorz Królikiewicz (1981)
Niezmordowany poszukiwacz nowego języka filmowego: znaków-metafor, znaków-symboli. Czasem zdaje się, że odchodzi od reguł ustalonych przez tradycję bardziej z chęci zmian niż rzeczywistej potrzeby. Tu – pozostając wiernym swemu stylowi – w warstwie fabularnej odwołał się do historii, podejmując problem wolności jednostki, jej granic, potrzeby tolerancji.
Dogville
reż. Lars von Trier (2003)
Bardziej teatr niż kino. Akcja rozgrywa się w umownej, sztucznej przestrzeni, wśród narysowanych kredą na podłodze konturów ścian domów. Ta zamierzona asceza ma skierować uwagę widza wyłącznie na temat i aktorów. Stworzyli oni bogatą galerię postaci reprezentujących odmienne, pozornie nawet sprzeczne postawy. Ich celem jest upokorzenie i zdeptanie bohaterki.
WEDŁUG MARKA SADOWSKIEGO















