Muzyka
Bluesowe widma Davida Lyncha pod napięciem
Reżyser „Blue Velvet" wydał pierwszy solowy album. W jego muzyce, jak w filmach, najważniejszy jest nastrój
„Crazy Clown Time", wypełniona elektronicznym bluesem, to najbardziej udana z ekscentrycznych wypraw świetnego filmowca, który pogniewał się na kino. Nie reżyseruje od czasów „Inland Empire" (2005). Poświęcił się medytacji transcendentalnej (zdemaskowanej w głośnym dokumencie „David chce odlecieć"), pisaniu i ilustrowaniu książek oraz projektowaniu wnętrz paryskich klubów. Na zmianę deklaruje przystąpienie do nowych projektów filmowych i całkowite rozstanie z tą dziedziną sztuki. Tymczasem na płycie słychać, jak silnie wciąż jest z nią związany. Zobacz na Empik.rp.pl















