REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Styl Życia » Podróże

Podróże

Apetyt na Tallin

Iwona Trusewicz 16-08-2011, ostatnia aktualizacja 16-08-2011 17:00
autor: Iwona Trusewicz
źródło: rp.pl
autor: Iwona Trusewicz
źródło: rp.pl
autor: Iwona Trusewicz
źródło: rp.pl

Tegoroczna Europejska Stolica Kultury wygląda i smakuje lepiej niż wiele od niej słynniejszych metropolii. Warszawa może się od Tallina uczyć: czystości, gustu i kreatywności.

To co uderza w estońskiej stolicy od razu po postawieniu auta na jednym z licznych otaczających stare miasto parkingów, jest dbałość o wygląd nawet tak wydawałoby się nieciekawych detali jak betonowa ściana podtrzymująca skarpę; toaleta miejska, reklamy sklepów czy tablice informacyjne.

Ściana skarpy jest oblicowana białym kamieniem, a z jej szczytu zwisają girlandy ozdobnych krzewów dzięki czemu nie razi na tle średniowiecznych murów ciągnących się wokół starego miasta przez trzy kilometry. Miejskie toalety to obszerne, zielone drewniane domki w stylu fin de siècle, które nie tylko nie śmierdzą, ale i nie rażą wśród historycznej zabudowy.

Tablice opowiadające historię Tallina ubrano w faszynę z brzozowych patyków, co nadaje im pierwotny, naturalny charakter. Sklepy na tallińskiej starówce reklamują nie plastikowe manekiny, ale ręcznie robione kukiełki z dzianiny, ubrane w stroje regionalne.

Średniowieczni handlarze

Do tego dochodzą zachwycające w swojej pomysłowości, odwadze i guście fontanny, w które obfitują mniejsze i większa place oraz skwery. Mnie najbardziej podobali się siedzący na różowej marmurowej kolumnie dwaj nadzy chłopcy z czarnego marmuru, trzymający nad głowami miedziany parasol, z którego ścieka woda.

Takich wysmakowanych detali uważny turysta znajdzie w Tallinie dużo więcej. Na przykład metalowy zając-pędziwiatr przed apteką oczywiście „Pod zającem" czy skrzynki z ziołami w kawiarnianej restauracji przy rynku.

Na tallińskiej starówce próżno szukać reklam zaśmiecających polską stolicę; bud z zapiekankami i pizzą czy straganów od Sasa do Lasa. Prażone orzechy i migdały w miodzie, zioła i regionalne wyroby dziewiarskie sprzedawane są z drewnianych wozów średniowiecznych (z drewnianymi kołami), a sprzedawcy ubrani są w stroje z epoki. Do kupowania zachęcają heraldzi i trubadurzy; tańczące w rytm tamburynów cyganki.

W sklepach rękodzielniczych sprzedawcy mają obowiązek wyglądać „na ludowo".

- To mój roboczy kostium, ale i reklama naszych wyborów. I bardzo pasuje do tego sklepu, gdzie mamy wyroby z estońskiej wełny, drewna, ceramikę i bursztynową biżuterię — śmieje się Ingrid, ubrana w czarną chustę w maki, czarny dziergany sweterek i dzianinową spódnicę. Na szyi ma korale z ciemnego bursztynu, a w uszach srebrne kolczyki.

Maria-Lisa pulchna roześmiana kelnerka z głównego rynku (tzw. Ratuszowy) nosi długie blond włosy zdobne wiankiem z polnych kwiatów, ma białą bluzkę i długą barwną spódnicę. Tak wyglądać tu mogła każda szynkareczka kilkaset lat temu.

Dziś w ponad 400-tysięcznym Tallinie mieszka jedna trzecia mieszkańców Estonii. Drugie tyle przybywa turystów i to oni robią tłok na ulicach miasta.

Wielka ambasada w małej Estonii

Zabytków i ciekawych muzeów (w tym rewelacyjny skansen budownictwa wiejskiego w Rocca al Mare) w Tallinie jest tyle, że na ich zwiedzenie potrzeba kilku dni. Jeżeli mamy tylko jeden dzień, to wystarczy on na spacer po starówce. Najstarszą część estońskiej stolicy tworzą dwa oddzielne miasta — Górne zwane Toompea oraz Dolne — All-linn.

Wczesnośredniowieczna Toompea jest oficjalną dzielnicą estońskich władz — rządu i parlamentu. Stoi tu zamek kawalerów mieczowych z XIII wieku. Brukowane kocimi łbami wąskie uliczki, kościoły (w tym kapiący od złota katedralny sobór prawosławny Aleksandra Newskiego) otacza jeden z najlepiej zachowanych w Europie kompleks murów obronnych z 45 basztami, z których do dziś dotrwało 26.

Przy murach można spotkać łuczników w strojach oczywiście średniowiecznych oferujących lekcje strzelania z łuku angielskiego za 5-10 euro. Same mury zostały w czasie II wojny zniszczone, ale Estończycy skrupulatnie je odbudowali wraz z głównymi basztami.

Także przy murach ciągnie się kompleks parkowy zwany Parkiem Królów Duńskich dla podkreślenia związków miasta i kraju ze Skandynawią, a nie z Rosją, pod którą Estończycy pozostawali przez ostatnie 200 lat. Rzeczywiście wpływów rosyjskich tutaj nie widać.

Poprzednia
1 2
rp.pl
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:

E-booki "Rzeczpospolitej"

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwody, separacje, alimenty

Rozwód czy separacja to zawsze porażka, często finansowa. Z reguły jednak okazuje się mniejszym złem, niż formalne pozostawanie w związku, którego nie da się utrzymać
Testamenty, spadki, darowizny

Testamenty, spadki, darowizny

Poradnik o regułach dziedziczenia oraz praktyczne wskazówki dotyczące sporządzania testamentu
  • książki
  • muzyka
  • filmy
  • multimedia
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Żeglujże żeglarzu po ciepłym Adriatyku

Życie żeglarza na wodach Adriatyku u wybrzeży Chorwacji układa się jak w bajce. W dzień spokojne żeglowanie w łagodnych podmuchach wiatru pośród niezliczonych wysp i wysepek, kąpiele i nurkowanie. A wieczorem – kolacja w portowej knajpce z owocami morza i winem .
Nic dziwnego, że od czerwca do końca września po chorwackich wodach pływa naraz ponad 100 jachtów z polskimi załogami >>