Publicystyka
Ja też kocham Puszczę
Puszcza Białowieska już dawno przestała być sprawą lokalną, jej ochrona jest w interesie ogółu - pisze minister środowiska Andrzej Kraszewski
Dawno, dawno temu, na kontynencie europejskim wielką połać nizin od Atlantyku po Ural pokrywał las. Las ukształtowany jakieś osiem, może dziesięć tysięcy lat temu. Po ostatnim zlodowaceniu stał się idealnym ekosystemem. Samowystarczalny, samoregulujący się cud życia na trzeciej od słońca planecie. Skomplikowany byt złożony z tysięcy elementów, które w kuchni matki natury nieustannie tworzą jego chwieją równowagę. Zapleciony z dziesiątek tysięcy gatunków grzybów, roślin i zwierząt, w tym z setek takich, które istniały tylko tam. Ludzie stanowili wtedy nieopresyjną dla przyrody mniejszość.
Dziś na miejscu, gdzie niegdyś był ten las, stoją Wieża Eiffla, Brama Brandenburska i Kreml. Z tamtego lasu pierwotnego został nam niewielki wycinek: Puszcza Białowieska. Niewielki, ale jedyny taki, jaki nam pozostał. I wiedzą o tym już prawie wszyscy na świecie.
Ludzie późno zdali sobie sprawę, że nie oni tylko są przejawem życia na ziemi. I ustanowili na wszystkich kontynentach parki narodowe, by ochronić różnorodność biologiczną w jej naturalnych siedliskach.
Samorządność natury
Park narodowy to najlepszy sposób ochrony przyrody. To certyfikat poświadczający, że na pewnym obszarze ustanawiamy samorządność środowiska naturalnego, któremu odtąd chcemy się jedynie przyglądać i obserwować, jak natura sama tworzy i sama niszczy. To gwarancja ochrony przed ingerencją człowieka i zachowania form natury i życia w tych niewielu już miejscach, które nie zostały przez niego przeobrażone. Takich miejsc pozostało w Polsce już niewiele. Mamy na terenie Polski tylko 23 parki narodowe, które łącznie zajmują powierzchnię 316 tys. ha, czyli 1 proc. naszego kraju.
Park narodowy jest też ustanowiony w Puszczy Białowieskiej. Szczęśliwym biegiem historii Puszcza od średniowiecza była terenem łowów królów Polski, a w XIX w. carów Rosji. Podlegała ona specjalnej ochronie i nigdy na jej centralnych terenach nie dokonywano wyrębu drzew. Puszcza trwa tam w swej niemal niezmienionej formie, jak przed 8 tysiącami lat. Powierzchnia cennych lasów to około 150 tys. ha przedzielona granicą z Białorusią. Białorusini swoją część – 87,5 tys. ha w całości włączyli do parku narodowego. Po stronie polskiej jest 62,5 tys. ha. Nasz Białowieski Park Narodowy utworzony w roku 1921 zajmuje obecnie powierzchnię zaledwie 10,5 tys. ha, co stanowi 1/6 polskiej części Puszczy. Ostatni raz jego granice udało się poszerzyć 15 lat temu. Od tego czasu pomimo apeli naukowców i organizacji społecznych usiłowania kolejnych ministrów środowiska kończyły się fiaskiem.
Samorządność ludzi
Paradoksalnie, powodem tego jest demokracja. Demokratyczne przemiany spowodowały wiele dobra w różnych dziedzinach, w tym również w ochronie środowiska. Zwłaszcza po wstąpieniu do Unii Europejskiej Polska przyjęła wiele wysokich unijnych standardów ochrony przyrody, czego przykładem są obszary Natura 2000. Obowiązująca w Polsce ustawa Prawo ochrony przyrody w art. 10.2 stanowi, że aby utworzyć nowy park narodowy lub poszerzyć jego teren, potrzebna jest zgoda wszystkich szczebli władz samorządowych na terenach objętych takim projektem. Minister musi więc projekt odpowiedniego rozporządzenia uzgodnić z radą każdej z zainteresowanych gmin, radą powiatu oraz z sejmikiem województwa.
Nikt nie ma monopolu na miłość do puszczy. Ani ekolodzy, ani leśnicy, ani lokalne społeczności
Od lat podnoszą się głosy, że to mechanizm, który blokuje realnie jakiekolwiek działania w kwestii ochrony przyrody. I rzeczywiście, do roku 1989 zdołano ustanowić 22 parki narodowe, zaś w czasach III Rzeczpospolitej tylko jeden.
To dobrze, że jesteśmy społeczeństwem demokratycznym, bo ludzie powinni mieć wpływ na decyzje ich dotyczące. To mobilizuje, żeby nie narzucać, ale przekonywać i pokazywać korzyści. Wierzę w społeczeństwo obywatelskie, wierzę w dialog i porozumienie. Uważam, że starań o społeczną zgodę na działania nigdy nie jest za wiele. Taki proces ma jednak przed sobą wiele raf. Mamy w kraju zbyt wiele prób narzucania „jedynie słusznych rozwiązań”, przykładów niedotrzymanych umów, a nawet zwykłego warcholstwa, krętactw i wiary w liberum veto. To bardziej psuje demokrację, niż artykuł 10.2.













