Opinie
Kościół nie wspierał żadnej partii
Episkopat w tegorocznej kampanii prezydenckiej uczynił wszystko, aby zachować pozycję niezależną od podziałów politycznych – pisze redaktor naczelny KAI
Zarzut popełnienia „grzechu prawdziwie ciężkiego, jeśli nie śmiertelnego” stawia Kościołowi w Polsce Tomasz Wołek w tekście „Czwarta klęska prezesa” („Rzeczpospolita”, 9 lipca). Polegać on miałby na opowiedzeniu się w trakcie kampanii prezydenckiej po stronie jednego z kandydatów – Jarosława Kaczyńskiego.
Publicysta konstatuje, że „będąca jawnym zaprzeczeniem samej istoty chrześcijaństwa aktywność tak znaczącej części kleru katolickiego stanowi krok milowy ku zbiorowemu samozatraceniu, jakie Kościół instytucjonalny, z wolna, choć nieuchronnie, sobie gotuje”.
Postawę Kościoła w czasie kampanii uznaje za „nachalną, prymitywną agitację, pełne jadu i nienawiści homilie, straszenie grzechem ciężkim, nazywanie niechcianego kandydata szatanem”. Tekst ten współgra z tezą, jaką wcześniej sformułował szef sztabu Bronisława Komorowskiego Sławomir Nowak, który oświadczył, że „Kościół popełnił duży błąd, przekraczając granice zaangażowania politycznego”.
Umiarkowani biskupi
Pełen dobrej woli czytelnik, słysząc te słowa, powinien gorzko zapłakać nad losem Kościoła, który zapomniał o uniwersalizmie swej misji, a owczarnię postrzega dziś wyłącznie w szeregach PiS. Pytanie tylko, czy taki obraz Kościoła jest zgodny z prawdą? Fakty zdają się temu przeczyć.
Śledząc postawę Kościoła – a przede wszystkim episkopatu – można udowodnić, że pasterze Kościoła podczas tegorocznej kampanii zachowywali się ze znacznie większą dozą dystansu niż w trakcie poprzednich. Najlepszy dowód stanowi ogłoszony 19 czerwca komunikat z obrad Konferencji Episkopatu w Olsztynie, gdzie dyskutowano m.in. o wyborach. Pada w nim tylko jedno lakoniczne zdanie: „w związku z wyborami prezydenckimi pasterze Kościoła przypominają o odpowiedzialności za Polskę, która powinna się wyrazić m.in. przez udział w wyborach”.
Postawa ta jest bardziej powściągliwa niż w poprzednich kampaniach wyborczych, także od stanowisk wyrażanych w podobnych sytuacjach przez inne konferencje biskupie w Europie. Regułą jest, że Kościół przed wyborami po pierwsze przypomina o odpowiedzialności wyrażającej się w głosowaniu, a po drugie apeluje do sumień o oddanie głosu na kandydatów, którzy służą określonym wartościom.
Równie umiarkowanie zachowywali się biskupi w tygodniach poprzedzających wybory. Charakterystyczne jest, że nie została wykorzystana na rzecz kampanii – a zbiegająca się z nią w czasie – uroczystość Bożego Ciała, 3 czerwca. W poprzednich latach społeczny wymiar tej uroczystości stwarzał okazję do wypowiadania się na aktualne tematy publiczne, politycznych nie wyłączając. W tym roku w homiliach biskupi wzywali do jedności, apelowali o pomoc powodzianom oraz przypominali o dobiegającym końca Roku Kapłańskim. Odniesienia do wyborów były okazjonalne.
Kulą w płot
Tomasz Wołek oskarża biskupów o „prymitywną agitację i pełne jadu i nienawiści homilie”. Oskarżenia te kieruje personalnie do abp. Józefa Michalika, bp. Antoniego Dydycza czy bp. Kazimierza Ryczana. Trafia „kulą w płot”. Biskupi ci nic takiego w kampanii nie mówili. Wystarczy zajrzeć do tekstów ich kazań.
Przewodniczący episkopatu, mówiąc o wyborach, stwierdził: „domagam się od moich rodaków, żeby w tych i we wszystkich wyborach, nie tylko żeby głosowali – żeby wybierali grupę i człowieka kierującego się sumieniem”. Dodał, że „jeżeli naród nie będzie miał przywódców, którzy potrafią bronić prawa natury, prawa Bożego, prawa narodu do własnej historii, jeżeli nie będzie miał przywódców mądrych, którzy mądrze potrafią nowoczesność łączyć z historią, z tradycją, nie rozwinie się nigdy” – podkreślił.
A fakt, że w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” ujawnił, iż zamierza oddać głos na kandydata bezkompromisowo broniącego życia, co mogło wskazywać na Marka Jurka, potwierdza istnienie w łonie episkopatu znacznie większego pluralizmu poglądów, daleko wykraczającego ponad proste poparcie dla PiS.
Inny biskup wskazany palcem przez Wołka, Antoni Dydycz, wprawdzie wydał specjalny komunikat do wiernych w okresie między pierwszą a drugą turą wyborów, ale w zupełnie innym tonie, niż sugeruje publicysta w „Rzeczpospolitej”. Najpierw zaapelował o udział, bolejąc nad niską frekwencją w pierwszej turze, a następnie zachęcił do modlitwy o światło Ducha Świętego.















