REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Opinie

Wywiady

Epoka wielkich prymasów się skończyła

Ewa K. Czaczkowska 15-12-2009, ostatnia aktualizacja 15-12-2009 21:22
Ks. Henryk Józef Muszyński
autor: Michał Sadowski
źródło: Fotorzepa
Ks. Henryk Józef Muszyński

Cały problem sprowadza się do tego, jaką wagę przypisuje się określeniu TW. Ponieważ wiem, jak wyglądała rzeczywistość, jestem wewnętrznie spokojny. Robiłem wszystko, by nie ulec presji – podkreśla abp Henryk Muszyński, nowy prymas Polski w rozmowie z Ewą K. Czaczkowską

Księże prymasie...

Będę nim dopiero za kilka dni.

Ale przyzwyczaja się już ksiądz arcybiskup do nowej roli?

Ciągle jeszcze jestem w starej roli. Mam świadomość, że w moim wypadku tytuł prymasa ma charakter podwójnie symboliczny. Najpierw dlatego, że powraca do arcybiskupa gnieźnieńskiego, z którym związany jest już prawie od sześciuset lat, po wtóre zaś, że jest wyraźnie określony czas jego trwania związany z moją osobą. W 2008 roku, gdy skończyłem 75 lat, złożyłem rezygnację z urzędu arcybiskupa gnieźnieńskiego. Papież Benedykt XVI ją przyjął, przedłużając pełnienie funkcji o dwa lata.

Będzie to więc prymasostwo krótkie, zaledwie trzymiesięczne. Czy warto?

Trudno po ludzku oceniać. Trzeba to widzieć w kontekście długiej historii Polski i roli Gniezna. Kwestia osoby jest w tym wypadku drugorzędna. Papież w liście, który otrzymałem, wskazuje na dwa motywy powrotu tytułu do arcybiskupów gnieźnieńskich: roli Gniezna jako pierwszej metropolii kościelnej i roli św. Wojciecha, pierwszego patrona Polski – jako symboli ciągłości i jedności polskich katolików. Byłbym jedynym arcybiskupem Gniezna w historii, który nie był prymasem i to, jak sądzę, mogło być również powodem tego symbolicznego gestu Benedykta XVI, który sprawił, że przejmuję prymaturę na krótki czas.

Ale w ten sposób w przyszłym roku będziemy mieli trzech prymasów: dwóch seniorów i "urzędującego" prymasa. To grozi dewaluacją tej wyjątkowej godności.

Mamy wciąż w pamięci wizję prymasa jako przywódcy Kościoła i narodu, a ta rola się kończy. Jesteśmy po Soborze Watykańskim II, który bardzo akcentuje rolę kolegialności i wspólnotowy charakter posługi biskupiej. Zadanie koordynacji, planowania pracy episkopatu przejęła cała konferencja episkopatu, którym kieruje w całości przewodniczący tejże konferencji. Prymas jest primus inter pares, czyli pierwszym pośród równych. Skończyła się niewątpliwie epoka wielkich prymasów, którzy z urzędu byli jednocześnie przewodniczącymi episkopatu.

Jak widzi ksiądz arcybiskup swoją rolę jako prymasa? Jest to godność honorowa, ale ma też nieco realnej władzy.

Moim zadaniem jest być ogniwem spajającym dawne czasy prymasostwa z nowymi. W Radzie Stałej prymas – obok kardynałów kierujących diecezjami – jest jedynym niewybieralnym i stałym jej członkiem. W ten sposób będzie miał możliwość współkształtowania działań episkopatu. Na czym dokładnie będzie polegało wypełnianie honorowych funkcji, trzeba to będzie bliżej określić. Te sprawy będziemy omawiać na spotkaniu jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Dotychczas prymas był także duchowym opiekunem Polonii. W nowej rzeczywistości sprawa ta wymaga również nowych ustaleń. Zakłada to oczywiście ścisłą współpracę zarówno z przewodniczącym konferencji episkopatu, jak i wybranym delegatem, który z mandatu episkopatu zajmuje się duszpasterstwem polonijnym.

Ma ksiądz arcybiskup jakąś wizję, jakiś program prymasostwa w tak osadzonych ramach?

Trudno snuć wielkie programy, mając świadomość, że trzeba powoli robić rachunek sumienia i niebawem zamykać ten okres. Ale chciałbym podtrzymać to wszystko, co w wolnej Polsce udało się zbudować prymasowi Glempowi – w sensie miejsca Kościoła w rzeczywistości demokratycznej – a resztę polecam Panu Bogu i opatrzności bożej.

Czy nie obawia się ksiądz arcybiskup, że obciążeniem dla prymasostwa (godności w Polsce ogromnie szanowanej) będzie to, iż w latach 1984 – 1989 był zarejestrowany jako TW?

Oczywiście, może być to obciążeniem, bo jest także obciążeniem dla mnie osobiście. Cały problem sprowadza się do tego, jaką wagę przypisuje się określeniu TW. Ponieważ wiem, jak wyglądała rzeczywistość, jestem wewnętrznie spokojny. Robiłem wszystko, by nie ulec presji i naciskom, z którymi się spotykałem. W tej sprawie wypowiadałem się już publicznie, kilkakrotnie podkreślając, że zarejestrowano mnie bez mojej wiedzy i zgody. Nie mam tu już nic nowego do dodania. Jestem w tym szczęśliwym położeniu, że mam na piśmie jednoznaczne świadectwo mojego ówczesnego biskupa diecezjalnego abp. Mariana Przykuckiego, który był moim bezpośrednim przełożonym. Pozwolę sobie fragment przytoczyć: "Od roku 1981 byłem ordynariuszem ks. prof. Henryka Muszyńskiego. O każdym spotkaniu z urzędnikiem UB byłem szczegółowo informowany. Byłem zbudowany jego postawą i prostolinijnością patriotyczną. Stąd jakiekolwiek uwagi negatywne odnośnie do ks. prof. Henryka Muszyńskiego z czystym sumieniem odrzucam i proszę to oświadczenie przyjąć jako od osoby, która najlepiej może zaświadczyć o jego przykładnej postawie". Trzeba niestety zdecydować, kto w tym wypadku zasługuje na wiarę.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Semka: Zabawa cudzym kosztem

W imię jakich zasad Ruch Palikota ma prawo niepokoić wierzących zapowiedziami swoich profanatorskich happeningów? >>