Opinie
Globalne oszustwo
Nawet jeśli mit ocieplenia klimatu zostanie doszczętnie skompromitowany, to nie należy się spodziewać całkowitego zwrotu: zbyt wielu ludzi, instytucji, biznesmenów, polityków i państw zbyt wiele zainwestowało w walkę z globalnym ociepleniem – pisze publicystka
Podobno coraz mniej ludzi wierzy w globalne ocieplenie – to znaczy w to, że klimat się ociepla, że ociepla się wskutek wzrostu ilości dwutlenku węgla, który to wzrost z kolei jest skutkiem ludzkich działań, i że ocieplenie to stanowi ogromne zagrożenie dla całej planety. Sami prorocy apokalipsy też coraz mniej ostatnio mówią o „globalnym ociepleniu”; mówią raczej – jak zauważyło już kilku komentatorów – o „zmianach klimatycznych”. Zastanawiająca to zmiana.
Nie ocieplenie, ale jakaś zmiana
Najwyraźniej nawet ich przekonanie do tej tezy – w obliczu braku dowodów korelacji między dwutlenkiem węgla a wzrostem temperatur, tudzież faktu, że od 1998 roku temperatury nie wzrosły, i słynnego już bankructwa komputerowych modeli, przepowiadających zjawiska, którym rzeczywistość w dość uderzający sposób przeczy – nieco osłabło.
Ponieważ jednak nie można dopuścić, by przemysł strachu upadł – ludzie muszą przecież zarabiać, dbać o swoje pozycje, instytucje muszą się jakoś utrzymywać – widać uznali oni, że wskazana jest przezorność: skoro tak naprawdę nikt nie ma pojęcia, co będzie, lepiej mówić o zmianie, niż o ociepleniu, bo jakaś zmiana klimatu kiedyś z pewnością nastąpi. A jeśli będzie ona raczej oziębieniem, niż ociepleniem, to można liczyć na krótką pamięć publiczności: nikt nie będzie pamiętał, że ci, co teraz mówią o zmianie, kiedyś grozili ociepleniem.
Chwyt ten ma też tę zaletę, że dowodem zmiany klimatu może być każde mniej lub bardziej niespodziewane meteorologiczne zjawisko. Wszystkie wybryki pogody – susza, powodzie, deszcze, burze, huragany, mrozy, tsunami, lodowce topniejące i rosnące, poziom morza rosnący i obniżający się – w mierze, w jakiej w zeszłym roku, a jeśli nie w zeszłym, to ileśtam lat temu, nie pojawiły się w dokładnie tym samym miejscu o dokładnie tej samej porze roku, albo są trochę silniejsze czy trochę słabsze, niż poprzednio, mogą uchodzić za “zmianę” i służyć jako kolejne dowody na zmianę klimatu.
Zmiana terminologii jest zatem bardzo sprytna. Warto również zauważyć, że im mniej objawów ocieplenia, i im jaskrawszy brak dowodów na korelację między ociepleniem a wzrostem dwutlenku węgla, tym większa histeria cechuje wypowiedzi proroków apokalipsy; im większe wątpliwości, tym ostrzejsze i głośniejsze ich okrzyki potępienia – potępienia wszelkiego sceptycyzmu jako „negacjonizmu” i potępienia tych, co ten sceptycyzm wyrażają, jako cynicznych i skorumpowanych krypto-faszysto-imperialistycznych pachołków, opłacanych przez wielki przemysł itd itp.
Szykany wobec sceptyków
Nieuczciwość wielkiej części obrońców ocieplenia od dawna była widoczna. Od lat słyszymy o rzekomym „consensusie”, którego nie ma; od lat słyszymy, że „debata na temat globalnego ocieplenia jest skończona”. Już same tego typu wypowiedzi ze strony naukowców, połączone z innymi próbami zagłuszania wszelkich głosów sprzeciwu, od początku wzbudzały podejrzenia co do bezinteresowności tychże naukowców i wiarygodności ich badań.
Dzięki wieloletniej pracy ludzi takich, jak Steve McIntyre (www. climateaudit.com), wiedzieliśmy też o manipulacji danych, o ich tendencyjnej selekcji, o „wygładzaniu” krzywych w wykresach. Wiedzieliśmy o pominięciu Ciepłego Okresu Średniowiecznego, tudzież Małej Epoki Lodowej, w słynnym wykresie IPCC, i o nieobecności tych okresów w bazie danych; wszystko wskazywało na to, że autorzy wykresu w kształcie kija hokejowego świadomie wykluczyli te okresy z bazy danych. Wiedzieliśmy, dzięki pracy McIntyre’a i szeregu innych naukowców, że model komputerowy, który produkował wykresy na podstawie tych danych, zawsze daje krzywą w postaci kija hokejowego, niezależnie od danych, jakie się do niego wprowadza. Wiele już o tym pisano.
Wiedzieliśmy też, że niektóre naukowe pisma od lat nie przyjmują nawet do recenzji artykułów kwestionujących jakiekolwiek aspekty globalnego ocieplenia. Jeden redaktor znanego naukowego pisma oświadczył otwarcie, że takie artykuły nie będą nawet brane pod uwagę; inny uzasadnił podobną zasadę redaktorską twierdzeniem, że za argumentami sceptyków zawsze kryją się cele polityczne. (Artykuł McIntyre’a o wykresie kija hokejowego był napisany w 2003r., lecz ukazał się dopiero w 2005, ponieważ rozmaite pisma naukowe odmawiały jego publikacji.) Wiedzieliśmy o presjach, wywieranych na redaktorów naukowych pism, żeby nie drukowali sceptycznych artykułów, i na naukowe instytucje, by sceptycznych naukowców wyrzucały z pracy. Wiedzieliśmy o próbach niszczenia naukowych reputacji, o oskarżeniach o korupcję i złą wiarę; regularnie pojawiały się sugestie, że sceptycy są opłacani przez przedsiębiorstwa węglowe i naftowe.















