Publicystyka
Tragedia globalnego ocieplenia
Debata o wykradzionych e-mailach naukowców jest bezproduktywna. Wstyd ją prowadzić w czasach, gdy na świecie zmiany klimatu zabijają 300 tys. ludzi rocznie – twierdzi działaczka ekologiczna z ruchu Greenpeace
W dyskusji na temat danych wykradzionych z Climatic Research Unit Uniwersytetu Wschodniej Anglii powinno się najpierw zadać pytania, dlaczego stało się to właśnie teraz i komu mogło zależeć na tych informacjach. Z pewnością nie wybrano momentu przypadkowo – już za kilka dni, 7 grudnia, rozpoczyna się w Kopenhadze szczyt klimatyczny (COP 15), na którym mają zapaść kluczowe decyzje dotyczące redukcji emisji, finansowego wsparcia działań na rzecz klimatu, systemów ochrony lasów.
Jest naukowy konsensus
Na COP15 nikt nie będzie jednak dyskutował, czy globalne ocieplenie jest spowodowane działalnością człowieka, ponieważ debata ta skończyła się kilka lat temu wraz z opublikowaniem w 2007 r. czwartego raportu IPCC (Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu). Stwierdzono w nim z 90-procentowym prawdopodobieństwem, że to człowiek jest głównym sprawcą zmian klimatycznych – 10-procentowa niepewność nie może być więc argumentem za niepodejmowaniem działań.
Problem, z którym przyszło nam się zmierzyć, jest odłożony w czasie i jeśli teraz, działając w otoczeniu 10-proc. niepewności, nie podejmiemy działań, potem będzie na to za późno.
Fragmenty opublikowanej w Internecie wykradzionej korespondencji naukowców obejmują okres ostatnich 13 lat i zrozumiałe jest, że w tak długim czasie dyskutowano nad wieloma metodami badawczymi, prowadzono spory naukowe i wymieniano spostrzeżenia. Wyrwane z kontekstu fragmenty e--maili, które dla osób niezajmujących się tą tematyką są po prostu niezrozumiałe, nie stanowią w żadnym stopniu wiarygodnego dowodu na to, że hipoteza kluczowego wpływu działalności człowieka na globalne ocieplenie jest wymyślona przez naukowców. Po latach debat i dyskusji osiągnięty został w tej kwestii naukowy konsensus, a teraz największym wyzwaniem jest to, jak naukowe rekomendacje uwzględnić w rozwiązaniach politycznych.
Nie czas na dyskusje
Zmiany klimatu są faktem, o czym najlepiej wiedzą mieszkańcy nisko położonych państw wyspiarskich, takich jak: Bahamy, Kiribati czy należące do Papui-Nowej Gwinei wysepki, którzy mogą niedługo stracić swoje miejsce do życia. Malediwy to najniżej położone państwo na świecie, które już dziś jest regularnie zalewane przez ocean, i którego rząd od jakiegoś czasu prowadzi negocjacje z innymi krajami w sprawie przyjęcia ich mieszkańców, w momencie gdy wyspa zniknie całkowicie pod podnoszącym się poziomem wody. Pierwsi uchodźcy klimatyczni to mieszkańcy Wysp Cartereta, atolu na Oceanie Spokojnym, już w tym roku zostali ewakuowani na wyspę Bougainville.
Globalne ocieplenie to więc nie tylko liczby, statystyki i wykresy, ale to ludzkie tragedie, których będzie coraz więcej, jeśli świat nie podejmie natychmiastowych działań na rzecz ochrony klimatu i tych, którzy są najbardziej narażeni na efekty zachodzących obecnie zjawisk. Porozumienie w Kopenhadze ambitne, sprawiedliwe i prawnie wiążące to „być albo nie być” dla naszej planety.
Czas na dyskusje się skończył i nadszedł czas działania, a debata o wykradzionych prywatnych e-mailach naukowców jest bezproduktywną, medialnie rozdmuchaną dyskusją, którą wstyd jest prowadzić, kiedy na świecie zmiany klimatu już dziś zabijają 300 tys. ludzi rocznie.
—not. anie
Julia Michalak jest politologiem, koordynatorką Kampanii Klimat i Energia w ruchu Greenpeace. Na konferencji w Kopenhadze będzie reprezentować polskie organizacje pozarządowe













