Publicystyka
Broń nie może być nagrodą dla wybranych
Największą patologią obecnego systemu jest to, że pozwolenia na broń są wydawane pospolitym przestępcom. W ten sposób nagradza się ich za to, że są policyjnymi kapusiami – pisze redaktor naczelny miesięcznika „Strzał"
Ostatni okres przyniósł wiele wypowiedzi na temat projektu ustawy o broni i amunicji autorstwa Andrzeja Czumy, dziś ministra sprawiedliwości. O tym projekcie mówili politycy, dziennikarze i różnego rodzaju specjaliści. Z tych wypowiedzi wynika jednoznacznie, że nikt projektu nie czytał. Warto zatem przedstawić jego najważniejsze założenia.
Broń jako atrybut władzy
Najważniejszym celem przepisów regulujących dostęp do broni palnej jest niedopuszczenie do tego, by dostawała się ona w ręce przestępców, zapewnienie kontroli nad obrotem bronią i amunicją oraz uniemożliwienie (a w każdym razie utrudnienie) wejścia w jej posiadanie osób niepowołanych – np. psychicznie chorych czy małoletnich.
Tymczasem w Polsce broń jest ciągle atrybutem władzy, co pozostało w niezmienionej formie po czasach PRL. Jako jedyne już „władztwo" pozostawione policji – która kiedyś decydowała także o tym, kto dostanie paszport – pozwolenia na broń są traktowane jako rodzaj nagrody dla wybranych, których potem można trzymać w szachu groźbą ich odebrania. Policja stosuje całkowicie uznaniowe reguły postępowania, dowolnie rozpatrując każde podanie.
Praktyka urzędnicza pozwala każdemu obywatelowi dać dowolne pozwolenie, a także w każdej chwili mu je odebrać, pod byle pretekstem albo i bez pretekstu, gdy według policji „ustały przesłanki uzasadniające jego wydanie". Praktyka, bo nie prawo, które w tej materii jest nagminnie łamane albo wręcz w ogóle nierealizowane – gdyż policja stosuje jego dowolną interpretację.
Obywatel jest wobec takiego stanowiska bezradny, bo tryb postępowań administracyjnych i ewentualnych odwołań do sądów jest dla większości poczciwych ludzi niedostępny. Kto zaś wykaże się odpowiednio dużym samozaparciem i wywalczy sobie pozwolenie, ten je otrzyma.
Pistolet dla herszta
W praktyce jedynie myśliwi mogą mówić o w miarę normalnym traktowaniu. Największą patologią obecnego systemu jest jednak to, że legalne pozwolenia na broń są wydawane pospolitym przestępcom, a nawet hersztom grup mafijnych! Brzmi to nieprawdopodobnie, ale tak jest – przestępcy są nagradzani bronią za bycie policyjnymi kapusiami. Na podstawie znanych spraw z Krakowa czy Warszawy można domniemywać, że znaczna część bandytów współpracuje z policją.
Czasami nagradzani są obywatele porządni, ale w jakiś sposób zasłużeni dla lokalnego komendanta – jak rzemieślnik, który dostał pozwolenie na pistolet za remont budynku komendy. Istnieje też zorganizowana struktura po prostu handlująca pozwoleniami (ostatnia cena, jaką znam, to 12 tysięcy złotych, ale mogło zdrożeć). Nie jestem w stanie uwierzyć, że odbywa się to poza wiedzą władz policyjnych, bo owa struktura ma ogólnopolski zasięg.
Kolejną poważną wadą, po części wynikającą z poprzedniej, jest bałagan i brak skutecznej kontroli nad już posiadaną bronią. Dokumentacja ma postać tekturowych teczek przewiązanych sznurkiem, więc w przypadku znalezienia na środku miasta zgubionego pistoletu policja może jedynie czekać, aż ktoś czy coś (służba albo firma ochroniarska) zgłosi zaginięcie takiej broni. Odszukanie właściciela jest niemal niemożliwe, bo trzeba by przekopać wszystkie teczki we wszystkich 17 komendach wojewódzkich policji (Warszawa ma oddzielną komendę).
Procedura odstrzeliwania nabojów z nowej broni i gromadzenia wystrzelonych łusek ma charakter czysto rytualny, bo te łuski zalegają potem w piwnicach komend, spakowane w plastikowe woreczki, czekając na wywiezienie na złom.
Zatem obecne polskie prawo dotyczące broni jest nieskuteczne, antyobywatelskie i, co równie ważne, niezgodne z unijną dyrektywą dotyczącą kontroli broni.
Dyrektywa ta została zmieniona w sierpniu 2008 roku i kraje członkowskie UE mają wyznaczony czas na dostosowanie swojego prawa do tych zmian. Na przykład Czechy już tego dokonały – od stycznia tego roku obowiązuje znowelizowana ustawa zgodna z nową dyrektywą. W Polsce Komenda Główna Policji pracuje od dwóch lat nad nowelizacją ustawy o broni, tyle że te prace idą w zupełnie innym kierunku – chodzi o to, aby władztwo policji jeszcze zwiększyć i rozszerzyć uznaniowość na te sfery, które do tej pory jakoś się jej wymykały (tak było z bronią dla firm szkoleniowych).












