REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kultura

Teatr

Chińska armia na stadionie

Jacek Marczyński 20-06-2010, ostatnia aktualizacja 20-06-2010 23:35
Jedną z atrakcji „Turandot” były posągi skamieniałych żołnierzy. Inspiracją dla reżysera i scenografa Michała Znanieckiego stała się słynna armia terakotowa z III w. p.n.e.
autor: Miłosz Poloch
źródło: Rzeczpospolita
Jedną z atrakcji „Turandot” były posągi skamieniałych żołnierzy. Inspiracją dla reżysera i scenografa Michała Znanieckiego stała się słynna armia terakotowa z III w. p.n.e.
Budowa sceny na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu
autor: Bartek Sadowski
źródło: Fotorzepa
Budowa sceny na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu

Wrocławska „Turandot” z pokazem sztucznych ogni udanie rozpoczęła w Polsce sezon wielkich widowisk plenerowych

Przez cały rok nie jesteśmy w tej sztuce potęgą, publiczność ze świata nie ściąga na nasze spektakle. Ale gdy zaczyna się lato, następuje w Polsce cudowna przemiana. Trudno wskazać kraj w Europie z takim nagromadzeniem operowych premier w plenerze.

Początek dała w ostatni weekend „Turandot” Giacoma Pucciniego na żużlowym Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu. Rywalizowała z „Nabucco” w bytomskich Dolomitach, gdzie atrakcją miało być 30 koni na scenie. W najbliższy piątek odbędzie się pierwsze z sześciu przedstawień „Cyganerii” na terenach Gazowni w Poznaniu, a wkrótce potem – „Traviata” w toruńskiej Fosie Zamkowej.

Oprócz tego za tydzień mamy operowe koncerty: turniej tenorów na dziedzińcu Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie, arii świata na Wawelu, a 9 lipca – wagnerowski przed Domem Zdrojowym w Sopocie. Ten ostatni organizowany niejako zastępczo: remont Opery Leśnej uniemożliwił przygotowanie całego dramatu Wagnera.

Debiut na murawie

Wrocław był pierwszy już 12 lat temu, gdy każdy akt „Toski” zainscenizował w innym punkcie miasta. I nadal jest w awangardzie: nikt dotąd nie przeniósł opery na stadion. Powstała największa w Polsce teatralna scena i widownia, trzy przedstawienia „Turandot” miały około 30 tysięcy widzów.

Scenograficzny projekt reżysera Michała Znanieckiego oszałamiał monumentalizmem, ale i plastyczną urodą. Dla operowej bajki Pucciniego o księżniczce, która pretendentom do ręki zadaje trzy zagadki, a jeśli nie odgadną, skazuje ich na śmierć, powstał na murawie labirynt chińskiego muru. Strzegły go skamieniałe wojska, niczym słynna armia terakotowa.

W okrutnym i bezdusznym Pekinie jak wiadomo pojawia się dzielny Kalaf. Rozszyfruje tajemnice zagadek, śpiewa operowy hit – arię „Nessun dorma” – i w końcu skruszy serce Turandot, która pozna, czym jest miłość. Na stadionie lud chiński zrzucił w tym momencie szare uniformy i przemienił się w reprezentantów wolnego Tybetu. Nie wszyscy dostrzegli tę polityczną aluzję reżysera, uwagę bardziej przyciągał pokaz sztucznych ogni zapowiadający narodziny państwa miłości.

Liryczna Liu

Fajerwerki są niezbędne, bo publiczność oczekuje w plenerze wyjątkowych atrakcji. „Turandot” ich dostarczyła, były balony i sztuczny księżyc oraz oczywiście tłumy statystów i tancerzy, choć wykorzystane w sposób dość prosty. Ograniczona ze względu na koszty liczba prób nie pozwała jednak na planowanie bardziej skomplikowanych przemieszczeń ludzkich mas po murawie.

Opera Pucciniego zresztą tego nie potrzebuje. W „Turandot” mamy wiele kameralnych momentów lirycznych, związanych zwłaszcza z postacią Liu, która, by chronić ukochanego Kalafa, decyduje się na śmierć. Jej drobna postać niknęła w wielkiej przestrzeni i tylko dzięki pięknej interpretacji wokalnej młodej Anny Lichorowicz Liu wyrosła na bohaterkę wieczoru.

Opera Wrocławska potrafi zapewnić dobry poziom muzyczny wielkim inscenizacjom. Meksykański tenor Luis Chapa efektownie zaśpiewał popisową arię Kalafa. Węgierka Georgina Lu-kács ma odpowiednio mocny, choć niezbyt ładny, sopran, by wcielić się w postać okrutnej

Turandot. Świetnym Timurem okazał się importowany ze scen francuskich Wojciech Śmiłek.

Muzyka jak z taśmy

Tomasz Szreder, z pomocą drugiego dyrygenta Bassema Akiki, sprawnie poprowadził całość. Spektakl miał dość dostojne tempo, ale to są koszty pracy w trudnych warunkach, gdy soliści tylko na monitorach widzą dyrygenta ukrytego na zapleczu z orkiestrą.

Problemem bywa w plenerze nagłośnienie. W wielkiej przestrzeni stadionu muzyka Pucciniego brzmiała zbyt anemicznie, jak z taśmy, a nie w wersji live. Momentami stawała się jedynie ścieżką dźwiękową do tego, co oglądali widzowie.

Przełom jednak się dokonał i opera wkroczyła na polskie stadiony. „Turandot” powstała w koprodukcji z Teatrem Wielkim w Poznaniu i tam za rok ma być ponownie wystawiona. Wrocław szykuje na przyszłe lato „Skrzypka na dachu”, a dyrektor Ewa Michnik ma nadzieję, że po Euro 2012 pozyska dla Opery nowy obiekt piłkarski.

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

W Rwandzie nie było Sprawiedliwych

„Sezon maczet" to poruszający reportaż o ludziach, dla których zabijanie nie różniło się od pracy w polu – pisze Marcin Kube >>