REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości » Kultura

Rzecz o książkach

Czy da się żyć po bożemu

Monika Małkowska 04-12-2009, ostatnia aktualizacja 07-12-2009 09:01
źródło: Michael Cogliantry

Pewien nowojorski Żyd-agnostyk spróbował przez rok stosować się do wskazań i zakazów Starego i Nowego Testamentu, nie zmieniając miejsca zamieszkania, zawodu ani kręgu towarzyskiego

Co z tego wyszło, A.J.Jacobs, redaktor pisma „Esquire”, rzetelnie opisał w tomie „Rok biblijnego życia”. Dzieło właśnie ukazało się nakładem Wydawnictwa Literackiego. Rzecz chwilami komiczna, momentami absurdalna, ale dająca do myślenia. Czy typowy przedstawiciel średniej klasy, przesiąknięty współczesną masową kulturą, inteligencik-nerwus przywodzący na myśl Woody’ego Allena w „Manhattanie”, pracoholik i fan zwariowanych projektów (kilka lat wcześniej przeczytał całą Encyklopedię Britannikę) potrafi z przekonaniem zanurzyć się w religijnej tradycji?

PIN do transcendencji

Edukację biblijną Jacobs zaczął cztery lata temu. Przedtem żył na duchowej plaży. Przedsięwzięcie sprawiło, że trochę na siłę, trochę z potrzeby zaczął szukać „PIN-u do duchowej transcendencji” – by użyć jego słów. Nie on pierwszy starał się zmądrzeć, rozpoznając i zgłębiając różne religie. Rok temu ukazała się książka Tobiasa Jonesa „Sny o Utopii”. Autor peregrynował wraz z żoną po Europie tropami pięciu różnych sekt. Przebywał wśród wyznawców co najmniej po kilka tygodni, rejestrując wrażenia i opiniując stan intelektualno-duchowy wspólnot. Ale zarówno „rok biblijnego życia”, jak krótkoterminowe wnikanie w zamknięte religijne społeczności nie przyniosły autorom duchowej transformacji.

Jacobs po zakończeniu doświadczenia nie przeszedł na judaizm ani chrześcijaństwo, nadal deklaruje się jako agnostyk. Ma jednak moralne zyski. Stał się bardziej tolerancyjny. Zbliżył się do swej żydowskiej tradycji. Zaczął cenić i smakować rytuały. A nawet – nauczył się modlić i znalazł w tym swoistą przyjemność. Kiedy zaczynał eksperyment, nie miał pojęcia, jak zwracać się do Boga.

Pomysł Jacobsa przypomniał mi historię mojego kolegi artysty. Jego przypadek – to poszukiwanie „właściwej” wiary. Goj, wychowany jako katolik. Umiarkowanie religijny, praktykujący od wielkiego dzwonu. Do pewnego momentu. Przypadkowo spotkani w Warszawie przybysze z Izraela sprawili, że… przeszedł na judaizm. Przez pewien czas nowo nawrócony kumpel stanowił dla znajomych przedni temat do żartów. Nasz neofita wyemigrował do Izraela, zaczął pracować w kibucu. Obrzezał się, zmienił nazwisko. Wszystko w poszukiwaniu duchowej pełni.

Zastanawiałam się, jak zakwalifikować przedsięwzięcie Arnolda Juniora (zwanego A.J.) Jacobsa? Moim zdaniem jego eksperyment plasuje się pomiędzy reportażem i projektem artystycznym. Chodzi mi o typ reportażu określany mianem „uczestniczący”. To maksymalnie wierne relacje z życia środowisk, które dziennikarzowi są na co dzień obce. Utożsamia się on na jakiś czas z przedstawicielami innych środowisk, a następnie opisuje doświadczenia. Bodaj najgłośniejszy stał się wyczyn niemieckiego dziennikarza Güntera Wallraffa, który wiele lat temu, podając się za Turka, podjął pracę w fabryce, następnie opisał, czego doświadczył. Ostatnio zaś czytałam o globtroterze Jacku Hugo-Baderze, który postanowił pędzić żywot bezdomnego.

Artyści również chętnie imają się tego rodzaju projektów. Przykłady z naszego podwórka – Katarzyna Kozyra ucząca się belcanta i interpretująca (publicznie) arie z oper Mozarta; Artur Żmijewski dokonujący „Powtórzenia” więziennego eksperymentu profesora Zimbardo; Joanna Rajkowska wynajmująca się do rozmaitych (przyzwoitych) zajęć zleconych przez nieznanych klientów; Paweł Althamer zatrudniający się jako gastarbeiter na Zachodzie. Moim zdaniem „Rok biblijnego życia” był zbliżonym przedsięwzięciem. I jak w wymienionych powyżej przypadkach, wpłynął na osobowość głównego bohatera.

A.J.Jacobs wprowadził plan w czyn 1 września 2005 roku. Nie zakończył jednak działań po 365 dniach – opóźnił finał o miesiąc, bo w „okresie biblijnym” urodziły mu się bliźniaki, na jakiś czas odciągając od religijnych zajęć. Czasochłonnych, wymagających koncentracji, co ważniejsze – pozostających w kolizji z rodzicielskimi obowiązkami. Wniosek: wierność Staremu Testamentowi wymaga innego niż obecnie rozpowszechniony modelu rodziny. W ogóle nie pasuje do obecnego świata – bo jak dziś respektować ponad 600 zasad?! W porównaniu z taką dawką Dekalog to zaledwie konspekt.

Poprzednia
1 2 3
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Filmowe tajemnice Sasnala

Wybitny malarz i jego żona Anka sami zdobyli pieniądze na pierwszy film, który jest wydarzeniem artystycznym >>