Droga morska do Indii

aktualizacja: 22.11.2012, 00:00
Vasco da Gama wypływa do Indii, XIX-wieczny obraz Johna Henry Amshewit...
Vasco da Gama wypływa do Indii, XIX-wieczny obraz Johna Henry Amshewitza
Foto: Archiwum „Mówią Wieki"

Wyprawy Krzysztofa Kolumba sprawiły, że król Portugalii Manuel I Szczęśliwy zdecydował się zorganizować kolejną wyprawę dookoła Afryki. Wykorzystując odkrycia Bartolomeo Diaza i Pedra Covilhao, podróżnicy mieli dokończyć wytyczanie szlaku morskiego do Indii. Na czele ekspedycji stanął Vasco da Gama, 28-letni żeglarz i członek Zakonu Chrystusa, syn dworzanina królewskiego Fernanda.

515 lat temu, 22 listopada 1497 roku, Vasco da Gama opłynął Przylądek Dobrej Nadziei. Fragment tekstu z dodatku "Odkrywcy i wynalazcy". Tam także więcej ilustracji
Otrzymał on dwie karaki: „San Rafael” i „San Gabriel”, karawelę „Berrio” oraz statek zaopatrzeniowy wiozący żywność dla blisko 160 członków wyprawy, wśród których było m.in. 12 ułaskawionych przestępców. Wraz z admirałem płynęli do Indii kapitanowie Paulo da Gama (brat Vasca) i Gonzalo Coelho oraz doświadczeni piloci: Pedro Escobar, który uczestniczył w wyprawach Diogo Cao oraz Pedro de Alenquer i Gonzalo de Sousa.
8 lipca 1497 roku portugalska eskadra opuściła port Rastello koło Lizbony i skierowała się do Wysp Kanaryjskich, które osiągnięto tydzień później. Następnym etapem podróży były Wyspy Zielonego Przylądka, gdzie pomiędzy 27 lipca a 3 sierpnia uzupełniono zapasy mięsa, drewna i wody oraz dokonano drobnych napraw. Stąd okręty skierowały się daleko na zachód, by prawie spod brzegów Brazylii zawrócić na południowy wschód w kierunku Przylądka Dobrej Nadziei. Na początku listopada Portugalczycy dotarli do południowego cypla Afryki i wylądowali w niewielkiej Zatoce św. Heleny, gdzie dokonano kolejnych napraw masztów, lin i żagli oraz uzupełniono zapasy wody i drewna. Tu też po raz pierwszy spotkano tubylców, Hotentotów, z którymi usiłowano nawiązać kontakt. Niespodziewanie zaatakowali oni przybyszy, w starciu tym niegroźną ranę odniósł sam Vasco da Gama.

Jedzenie za dzwoneczki i bransolety

22 listopada Portugalczycy opłynęli Przylądek Dobrej Nadziei, a w trzy dni później dotarli do zatoki Mossel, gdzie w czasie dwutygodniowego postoju rozebrano statek zaopatrzeniowy i przeładowano zapasy na pozostałe trzy okręty. Ponownie też nawiązano kontakt z tubylcami, uzyskując od nich, w zamian za dzwoneczki i mosiężne bransolety, sporo żywności. Około 10 grudnia wyprawa da Gamy wyruszyła na północ, po sześciu dniach docierając do ujścia Great Fish River, tj. najdalszego punktu, jaki w 1488 roku osiągnął Bartolomeo Diaz. Następny odcinek afrykańskiego wybrzeża, ciągnący się aż do 30 stopnia szerokości geograficznej południowej, który portugalskie okręty przekroczyły w dzień Bożego Narodzenia 1497 roku, Vasco da Gama nazwał Terra Natalis, od czego utworzono dzisiejszą nazwę tego kraju Natal (obecnie jest to prowincja w RPA).
Dalsza żegluga wzdłuż wschodnich wybrzeży Afryki przebiegała dosyć wolno, utrudniana przez silny, przeciwny prąd mozambicki. Mimo to już 10 stycznia 1498 roku Portugalczycy zawinęli do zatoki Delagoa, gdzie po raz pierwszy ich afrykański tłumacz mógł jako tako porozumieć się z tubylcami należącymi do ogromnej grupy językowej bantu, której przedstawiciele zamieszkiwali również znany Europejczykom basen rzeki Kongo. Życzliwy stosunek miejscowej ludności sprawił, że rejon ten nazwano Ziemią Dobrych Ludzi (Terra de Boa Gente), a wpadającą do zatoki rzekę (Limpopo), z racji dużej ilości miedzianych ozdób noszonych przez Murzynów – rzeką Miedzianą (Rio de Cobre). Płynąc dalej na północ, Portugalczycy ominęli Sofalę – wielką arabską faktorię i miasto położone na wybrzeżu dzisiejszego Mozambiku, do którego dotarł Pedro de Covilhao. Pod koniec XV wieku był to główny port eksportujący złoto wydobywane w leżących w głębi Afryki kopalniach.
Po dwóch tygodniach wyprawa osiągnęła rejon ujścia rzeki Zam-bezi, gdzie zatrzymano się na dłuższy postój wymuszony koniecznością naprawy okrętów, zwłaszcza „San Rafaela”. Tu też dostrzeżono pierwsze oznaki obecności Arabów („białych Maurów”), co miało być dowodem zbliżania się do upragnionych Indii. Stąd też jedną z odnóg wielkiej rzeki Vasco da Gama nazwał Rzeką Dobrych Znaków (Rio dos Bonos Signaes), tu też ustawiono krzyż, pod którym pogrzebano kilku zmarłych na szkorbut marynarzy.

Zbombardowali miasto, by zdobyć wodę

Natrafiając na coraz więcej śladów arabskiej obecności na wschodnioafrykańskim wybrzeżu, w początkach marca 1498 roku Portugalczycy dotarli do wielkiej faktorii handlowej położonej na przybrzeżnej wyspie Mozambik. Spotkali się tu z jawną wrogością miejscowej ludności, która z chęcią zniszczyłaby okręty intruzów. Nie dopuszczono też portugalskich żeglarzy do wybrzeża, co w konsekwencji zmusiło da Gamę do wydania rozkazu zbombardowania miasta w celu uzyskania dostępu do źródeł wody. 27 marca opuszczono niegościnny Mozambik i za radą arabskiego pilota wyprawa skierowała się do pobliskiej Mombasy w dzisiejszej Kenii, gdzie wyprawa dotarła 7 kwietnia 1498 roku. Doszło tu do kolejnych konfliktów z miejscowymi muzułmanami, którzy początkowo chcieli podstępnie zająć portugalskie okręty na morzu, później zaś zwabić je do portu. „We wtorek, gdy podnieśliśmy kotwicę, aby wjechać do portu – opisywał to zdarzenie kronikarz ekspedycji Álvaro Velho – okręt komendanta [Vasco da Gamy] nie mógł ruszyć z miejsca i zderzył się z następnym statkiem. Wobec tego raz jeszcze opuściliśmy kotwice. Gdy Maurowie, którzy byli na pokładzie, ujrzeli, że nie płyniemy naprzód, zeskoczyli do łodzi uwiązanej przy okręcie. Dwaj piloci, których przywieźliśmy z Mozambiku, skoczyli do wody i zostali wyłowieni przez Maurów. W nocy komendant kazał dwóch pozostałych Maurów wziąć na spytki, lejąc im wrzącą oliwę na skórę, aby się dowiedzieć, czy nie knuto przeciw nam zdrady. Wyjawili oni, że wydany był rozkaz, aby nas schwytano natychmiast, gdy tylko wejdziemy do portu, aby pomścić się za nasze postępowanie w Mozambiku”.
W tej sytuacji portugalska eskadra już 12 kwietnia opuściła niegościnne miasto i udała się do położonego bardziej na północ Malindi, którego szejk był wrogo nastawiony do władcy Mombasy. Portugalczycy dotarli tam w dzień Wielkiej Nocy i zostali bardzo życzliwie przyjęci. Otrzymali też najwybitniejszego wówczas pilota na Oceanie Indyjskim Ahmeda ibn Madżida, który zobowiązał się doprowadzić ich okręty do Indii. 24 kwietnia Vasco da Gama opuścił Malindi i wypłynął na Ocean Indyjski. Niesiona monsunem flota portugalska błyskawicznie pokonała rozległy akwen i już 17 maja zbliżyła się do Wybrzeża Malabarskiego w południowych Indiach. W trzy dni później dopłynęli Portugalczycy do bogatego miasta Kalikat, kończąc w ten sposób trwającą blisko 11 miesięcy podróż i osiągając główny cel swej wyprawy.
„W niedzielę zbliżyliśmy się do najwyższych gór, jakie kiedykolwiek widzieliśmy; wznoszą się one nad miastem Kalikat – relacjonował to szczęśliwe wydarzenie Alvaro Velho. – Podeszliśmy do nich tak blisko, że nasz pilot je rozpoznał; powiedział, że jest to kraj, do którego chcieliśmy dotrzeć. Tego dnia [20 maja 1498 roku] po południu rzuciliśmy kotwice w odległości dwóch leguas [6 mil morskich] po zawietrznej miasta Kalikat; stało się tak dlatego, że nasz pilot wziął inną osadę Capua [prawdopodobnie Kapokate] za Kalikat, a za tą osadą leży jeszcze jedna – nazywa się Pandarani; od brzegu dzieliło nas około półtorej leguas [...]. Miasto Kalikat zamieszkane jest przez chrześcijan o ciemnej skórze. Noszą duże brody, wąsy i długie włosy, choć niektórzy je strzygą lub golą; na znak, że są chrześcijanami, zostawiają czuby [chodzi o kosmyk włosów, tzw. kadumi, noszony przez niektóre kasty na południu Indii, a także przez tamtejszych chrześcijan]. Mają poprzekłuwane uszy i noszą w nich dużo złota. Chodzą nadzy od pasa w górę, natomiast poniżej pasa owijają się tylko możni, pozostali odziewają się, jak kto może. Tutejsze kobiety są na ogół brzydkie i małego wzrostu. Na szyi noszą dużo biżuterii, a także bransolety na rękach i pierścienie z drogimi kamieniami na palcach nóg”.

Przyodzialiśmy się odświętnie, wzięliśmy trąbki

Początkowo przybysze spotkali się z zainteresowaniem i życzliwością miejscowego władcy – Zamorina. Zaprosił on Vasco da Gamę na uroczystą audiencję do swego pałacu. Spotkanie to obszernie zrelacjonował Álvaro Velho: „Następnego dnia rankiem, a było to w poniedziałek, 28 maja, dowódca wybrał się na rozmowę do króla i wziął ze sobą 13 ludzi, wśród których byłem i ja. Przyodzialiśmy się wszyscy odświętnie, wzięliśmy ze sobą trąbki i wiele chorągwi – na lądzie czekał na dowódcę ów alkad [wysłannik Zamorina] w otoczeniu wielu ludzi, zarówno zbrojnych, jak i nieuzbrojonych, którzy przyjęli dowódcę bardzo życzliwie [...]. Tak więc prowadzono dowódcę z wielkimi honorami, znacznie większymi niż w Hiszpanii czyni się królowi [...]. W miarę zbliżania się do pałacu królewskiego tłum coraz bardziej gęstniał [...]. Po przekroczeniu bram pałacu znaleźliśmy się na obszernym podwórcu i nim dotarliśmy do komnaty króla, minęliśmy jeszcze czworo drzwi; musieliśmy się przez nie przepychać siłą, rozdając ciosy na prawo i lewo [...]. Król leżał na kanapce ustawionej na podium; była ona nakryta zielonym aksamitem, na owym aksamicie leżał wygodny materac, a na nim bawełniana materia. Po lewicy miał dużą złota wazę, wielkości czterogarncowego naczynia. Po prawicy natomiast miał złotą misę tak wielką, że ledwie ją można było objąć rękami [...]. Dowódca pokłonił się królowi [...] król zaś skinął ku niemu prawą ręką, aby zbliżył się do balustrady otaczającej podium, wszelako dowódca nie uczynił tego, ponieważ miejscowy zwyczaj zakazuje komukolwiek zbliżać się do króla. [...] Dowódca nasz rzekł, iż jest posłem króla Portugalii, pana rozległych ziem i wielkich bogactw, znacznie możniejszego niż inni władcy w jego stronach; że od przeszło 60 lat jego królewscy przodkowie co roku wysyłali statki celem odkrycia tutejszych krajów, wiedzieli bowiem, że są tu podobni im chrześcijańscy królowie. I właśnie dlatego, a nie z chęci zdobycia złota czy srebra, których mają pod dostatkiem, kazali ich szukać. Zaś obecny król, który nazywa się Dom Manuel [Manuel I Szczęśliwy], kazał zbudować trzy statki i powierzył mu ich dowództwo; powiedział przy tym, aby nie wracał do Portugalii bez odnalezienia owego chrześcijańskiego króla, w przeciwnym wypadku każe mu ściąć głowę. Jeśli zaś go odnajdzie, ma mu oddać dwa listy, które to listy dowódca doręczy następnego dnia, a ponadto ma przekazać ustnie, że król Portugalii uważa się za jego brata i przyjaciela.
W odpowiedzi na to król odrzekł, że jest mile widziany, że on również uważa go za brata i przyjaciela i że razem z nim wyśle do Portugalii swoich posłów. Na co dowódca powiedział, że prosi go o tę łaskę, nie miałby bowiem odwagi stanąć przed swoim panem i władcą bez kilku tutejszych ludzi”.

Estado da Indias

Niestety intrygi arabskich kupców sprawiły, że początkowo przyjazne kontakty Portugalczyków z Zamorinem rychło zaczęły się psuć. Mimo to da Gama zdołał wynegocjować układ handlowy i zakupić pewną ilość pożądanych w Europie korzeni. Nie uzyskał natomiast zezwolenia na założenie w Kalikacie portugalskiej faktorii. Groźba konfrontacji z potężną arabską flotą, która zbliżała się do tego miasta, sprawiła, że w końcu sierpnia portugalska eskadra opuściła je i przez prawie dwa miesiące krążyła wzdłuż zachodnich wybrzeży Indii, odwiedzając m.in. Kannanur, Goa i Koczin. W tym czasie doszło też do kilku potyczek Portugalczyków z atakującymi ich okręty piratami. Ostatecznie w drogę powrotną z Indii wyruszono 5 października 1498 roku. Tym razem pokonanie Oceanu Indyjskiego zabrało Vasco da Gamie prawie trzy miesiące i dopiero 2 stycznia 1499 roku dotarł on do Afryki w rejonie Mogadiszu. Kilka dni później wyczerpani trudami podróży i dziesiątkowani szkorbutem Portugalczycy dotarli do Malindi, a 12 stycznia do Mombasy, gdzie na mieliźnie osadzili całkowicie zniszczonego „San Rafaela”.Natomiast „San Gabriel” i „Berrio” płynęły dalej i 2 lutego znalazły się w pobliżu Mozambiku, a 20 marca minęły Przylądek Dobrej Nadziei. W końcu kwietnia Portugalczycy dotarli w rejon Gwinei. Tam okręty się rozdzieliły. Dowodzący „Berriem” Gonzalo Coelho udał się prosto do Lizbony, gdzie przybył już 10 lipca, Vasco da Gama zaś pozostał z umierającym bratem i „San Gabrielem” na wyspie Santiago w archipelagu Wysp Zielonego Przylądka. Dopiero po śmierci Paula wielki admirał powrócił do Portugalii. 8 września przybył do Lizbony.
Mimo znacznych strat w okrętach i ludziach (do kraju powróciło zaledwie ok. 50 uczestników wyprawy) trudno nie docenić wyczynu wielkiego portugalskiego żeglarza. Otworzył on ostatecznie morską drogę do Indii wokół Afryki i dostarczył do Europy pierwszych wiarygodnych danych o linii brzegowej południowej i wschodniej Afryki. Od tego czasu aż do przekopania Kanału Sueskiego w 1869 roku cały europejski handel z krajami nad Oceanem Indyjskim i z Chinami odbywał się wokół Przylądka Dobrej Nadziei. Vasco da Gama uzmysłowił też Portugalczykom, że nie mają żadnej możliwości, aby konkurować z arabskimi kupcami w Indiach i jedynie siłą mogą przejąć indyjskie i dalekowschodnie rynki. Stało się to impulsem do budowy portugalskiego Estado da Indias w pierwszej połowie XVI wieku.
Uczestniczył w tym dziele również wielki admirał, który w latach 1502 – 1503 z kilkunastoma okrętami zwalczał handel muzułmański na Oceanie Indyjskim oraz zmuszał porty indyjskie do płacenia specjalnych podatków i uznania zwierzchniej władzy królów portugalskich. W czasie tej wyprawy Vasco da Gama założył również forty i faktorie w Sofali i Mozambiku. Powrócił do kraju z niezwykle cennym ładunkiem korzeni, który umożliwił finansowanie kolejnych portugalskich wypraw.
W 1524 roku Vasco da Gama został mianowany wicekrólem Indii Portugalskich i odbył swą ostatnią podróż na indyjski subkontynent. Zmarł wkrótce po przybyciu doń, w Koczinie, 24 grudnia tegoż roku. W 1538 roku szczątki wielkiego żeglarza zostały przewiezione do Portugalii, a jego niezwykłe wyczyny rozsławił słynny XVI-wieczny portugalski poeta Luis Vaz de Camões w eposie „Luizjady”, opublikowanym w 1572 roku.
Kwiecień 2008
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE